
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 04 Dziecko miłości
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- 260. Landon Juliet Gra w miłość
- 0128. Cross Melinda Legenda o miłości
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Coulter Catherine MśÂ‚oda pani Sherbrooke
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nianych, ani też bel muślinu, które mąż ułożył na dnie wozu, licząc na szybką i korzystną
sprzedaż.
- Nie stać nas było na podróż parowcem - powiedziała. - Matthew nakupił zbyt
dużo towaru i musieliśmy sprawić sobie wóz. Na szczęście spotkaliśmy kilka innych
wozów, które zmierzały w te okolice, więc podróżowaliśmy w grupie.
Zastanawiała się, co teraz powinna zrobić z rzeczami, a przede wszystkim z
szorstkimi tkaninami o niskiej wartości. Najlepszym materiałem na sprzedaż była
czerwona bawełna kaliko, własnoręcznie ufarbowana przez Elizabeth.
Większość ludzi nawet nie próbowałaby czegoś takiego, lecz ona w przeszłości
nauczyła się tajników farbiarstwa od pewnej starej kobiety i odtąd skwapliwie korzystała
z tej umiejętności. Nie wątpiła, że mogłaby sprzedać niektóre kolorowe tkaniny, ale nie
miała szans spieniężyć reszty przywiezionego towaru. Przechodnie na ulicach nie byli
biednie ubrani, a zwłaszcza kobiety. Matthew wystarczyło pieniędzy wyłącznie na rzeczy
najniższej jakości. Zakładał, że nim ludzie zaczną się domagać lepszych produktów, on
zdąży zarobić pieniądze na ich kupno.
Elizabeth ze smutkiem odwróciła głowę od ruchliwej ulicy i spojrzała na
mężczyznę siedzącego obok niej. Nie mogła uwierzyć, że wyjdzie za tego człowieka.
Nadal czuła się żoną Matthew.
Wyjechali z fortu przed południem. Załadowała cały dobytek na wóz, a Jake'owi
udało się przekonać pana Millera do zwrotu wołów, które teraz ciągnęły zaprzęg. Kowal
podarował im nawet worek owsa z życzeniami wszystkiego najlepszego na nowej drodze
życia. Elizabeth nie wiedziała, co powiedzieć, kiedy pan Miller wręczył im worek,
wypakowała zatem z wozu sześć słoików smakowitej zielonej fasolki i ofiarowała mu z
wyrazami wdzięczności.
Jake popatrzył na Elizabeth i powiedział:
- To miasto z każdym dniem staje się coraz bardziej ruchliwe. Otwarto hotel, bo
podobno tędy będzie przebiegać linia kolejowa. Wojsko przeprowadza badania
geodezyjne, a ludzie już się zastanawiają, gdzie położą tory. Uważam, że budowa będzie
trwała latami, ale nikt tego nie wie na pewno.
R
L
T
Elizabeth sądziła, że Jake powie coś więcej na temat kolei, umilkł jednak, więc da-
lej rozglądała się po okolicy. Deszcz zamienił ziemię w gęste błoto, przez które brnęło
kilka koni wierzchowych oraz powóz. Koła nie zakopywały się zbytnio, lecz na butach
przechodniów gromadziła się gruba warstwa ziemi.
- Gdyby Matthew żył, mógłby znalezć zajęcie jako sprzedawca w jednym z tych
sklepów - powiedziała Elizabeth.
Przypuszczała jednak, że mąż nie zgodziłby się pracować u kogoś. Raczej dałby za
wygraną i byliby jeszcze biedniejsi niż w Kansas. Ponownie musiałaby zatrudnić się jako
praczka. Nagle spostrzegła, że jedna z idących ulicą kobiet zatrzymała się i ze
zdumieniem wpatruje się w Jake'a. Po chwili na jej twarzy pojawił się grymas złości.
Zanim Elizabeth zdążyła spytać, kim jest kobieta, ona pośpiesznie odeszła.
- Prześlę wielebnemu krótki list, a na razie zrobimy zakupy - oznajmił Jake i
zatrzymał wóz.
- Och, nie ma takiej potrzeby - zaprotestowała Elizabeth. - To znaczy proszę nabyć,
co pan sobie życzy, ale nie dla mnie.
- Trzeba obsprawić dziewczynki i kupić to i owo do domu - zauważył.
Elizabeth zastanawiała się, czy on ma pojęcie, ile to może kosztować. Mimo to
zachował się przemiło, myśląc o tym, co może być przydatne w domu. Matthew nigdy
nie zaprzątał sobie głowy takimi drobiazgami.
- Wiem, jak żyć oszczędnie - zapewniła solennie. - Nie będziemy potrzebowali
zbyt wielu sklepowych produktów.
- Chcę, żeby dziewczynki wyglądały porządnie.
- Z pewnością nie ma takiej potrzeby... - Elizabeth nagle ugryzła się w język,
uświadomiwszy sobie, że mogłaby je urazić. - Nie chodzi o to, że są Indiankami,
oczywiście.
- W ich żyłach płynie również krew białych - wyjaśnił jej Jake.
- Naturalnie, ale ja mam coś innego na myśli. Rzecz w tym, że one są tylko
dziewczynkami, a jedna z nich to niemowlÄ™.
- Chcę, żeby miały jak najlepsze ubrania. - Jake był nieugięty. - W razie potrzeby
zamówimy nowe w San Francisco.
R
L
T
Elizabeth w milczeniu skinęła głową. Zrozumiała, że Jake unosi się honorem i nie
zmieni zdania. Poznała męską naturę na tyle dobrze, żeby nie upierać się przy swoim.
Nalegając, jedynie pogorszyłaby sytuację. Poza tym, nie wypadało jej, w końcu obcej
osobie, obstawać przy swoim. Rzecz jasna, i tak zamierzała samodzielnie uszyć sukienki
dla starszej dziewczynki i ubranka dla małej, a w sklepie postanowiła wybrać tańsze
tkaniny. Przyszło jej do głowy, że mogłaby wykorzystać także muślin, który przywiezli z
Matthew.
Z kory dębu dałoby się uzyskać lekko żółtawy barwnik, doskonale pasujący do
muślinu.
- Pani również potrzebuje nowej sukni - dodał Jake. - Może w ciemnozielonym
kolorze, żeby pasowała do barwy pani oczu.
Elizabeth nie miała barwnika, dzięki któremu zdołałaby ufarbować tkaninę na
ciemnozielono. Zachowała trochę indygo, które po zmieszaniu z drzewnym popiołem
dawało czerń. Nie pozostało więc nic innego, jak nabyć gotowy materiał.
- Wolałabym kupić herbatę i pokrywkę do garnka, żeby porządnie moczyć tkaniny
- odparła.
Herbata była tańsza i materiał w niej barwiony wyglądał lepiej niż ten z fabryki.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]