
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Forgotten Realms Return Of The Archwizards 04 Realms of Shadow
- Camille Anthony [Bunny Tails 04] Bad Hare Day [Changeling] (pdf)
- Aubrey Ross [Undercover Embassy 04] Codename Summer [EC Aeon] (pdf)
- Desiree Holt & Allie Standifer [Turn Up the Heat 04] Steamed (pdf)
- Cecily von Ziegesar 04 Plotkara 4. Bo jestem tego warta
- Dynastia Ashtonów 04 Jameson Bronwyn Smak dojrzałego wina
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- Feasey Steve Wilkołak 04 Igrzyska demonów Całość
- Anne McCaffrey Ship 04 The City Who Fought
- William R. Forstchen Wing Commander 04 Heart of the Tiger
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
tą broszkę w kształcie skrzydełek. To była jedyna rzecz,
która przyciągnęła jej uwagę i której zakup nieco popra
wił jej humor.
Teraz nadszedł wieczór i oboje siedzieli w powozie, ja
dÄ…c do opery, gdzie koncertem muzyki symfonicznej roz
poczynano świąteczny sezon. Podczas tego typu wydarzeń
towarzyskich Daniel załatwiał większość swoich interesów.
Obecność na nich nie była obowiązkowa, ale konieczna dla
sprawnego funkcjonowania w świecie biznesu i finansjery.
Lilii była nienaturalnie milcząca, wyglądała za to ba-
śniowo. Królowa śniegu - w białej sukni od Wortha,
w białej, podbitej futrem narzutce, z włosami upiętymi
szykownie za pomocą srebrnych grzebieni, w których raz
po raz odbijały się uliczne światła. Na specjalną prośbę
Daniela włożyła też brylanty.
Napięcie w powozie gęstniało z każdą chwilą i powoli
stawało się wręcz namacalne. D.L., człowiek, który radził
sobie bez trudu z najtwardszymi przedsiębiorcami i ban
kowcami, nie wiedział, jak sobie poradzić z jedną drobną
kobietÄ… o imieniu Lillian.
245
Miał nieprzyjemne uczucie, że w opinii tej dziewczy
ny popełniał nieustannie gafy. Wszystko, co robił, obraca
Å‚o siÄ™ przeciwko niemu.
Zaparło mu dech w piersi z wrażenia, gdy pojawiła się
na dole - tym razem majestatycznie schodzÄ…c po scho
dach, a nie śmigając po poręczy. Natychmiast więc uraczył
ją komplementem. Do tej pory żył w przekonaniu, że
komplementy sprawiają kobietom przyjemność i dodają
im pewności siebie.
Lilii tymczasem spojrzała na niego takim wzrokiem,
jakby zaraz miała się rozpłakać lub cisnąć czymś ciężkim.
Teraz, gdy powóz toczył się pokrytymi lodowatą breji)
ulicami przesiąkniętymi mrozną wilgocią, spoglądała
w milczeniu przez zaparowane okno, a w jej oczach nie
było ani cienia radości.
- Sprawiasz wrażenie bardzo nieszczęśliwej.
Popatrzyła na niego smutno i pokręciła głową.
- Nie jestem bardzo nieszczęśliwa.
- Nie rozumiem ciÄ™. Od kilku minut uparcie siÄ™ zasta-
nawiam, co, do diabła, jest nie w porządku. - Usłyszał
w swoim głosie nutę gniewu, szybko więc dorzucił łagod-
nie: - To, co powiedziałem, było absolutnie szczere.
- Kiedy?
- Wtedy, gdy zeszłaś na dół. Gdy skomentowałem
twój wygląd.
- A, tak. - Ponownie odwróciła twarz w stronę okna.
Pamiętam. Uznałeś, że pięknie potrafię nosić na sobie for-
tunÄ™.
Sądząc po jej tonie, można by przypuszczać, że wy
tknął jej ropiejący wrzód na nosie. Czuł się jak kompletny
idiota. Przez cały dzień, choć nie wiedzieć jak się starał,
nie potrafił sprawić jej najdrobniejszej przyjemności. Th
doprowadzało go do szału.
Chwilę pózniej powóz zatrzymał się na rogu ulicy,
przy której wznosił się gmach opery. Daniel otworzył
246
drzwi i pomógł Lillian wysiąść, po czym wziął ją pod ra
mię. Tuż przed nimi kłębiła się elita towarzyska Nowego
Jorku, ciągnąc po długich schodach na podobieństwo by
dła podążającego do żłobu.
Wzdłuż chodników i pod ścianami pobliskich budyn
ków stali gapie żądni widoku Vanderbiltów i Rockefelle
rów. A także żebracy, mający nadzieję na drobne datki,
osłonięci wełnianymi chustami, z pordzewiałymi puszka
mi w dłoniach.
Lilii spojrzała na jednego z biedaków i stanęła jak wry
ta. Wysunęła ramię spod ramienia Daniela i ruszyła ku że
brzącym ze zdjętą smutkiem twarzą.
- Lillian.
Całkowicie go zignorowała.
Daniel tymczasem patrzył z przerażeniem, jak Lilii
zdejmuje jeden z niebotycznie kosztownych kolczyków
z oczywistym zamiarem wrzucenia go do najbliższej
puszki.
- Co ty, do diabła, wyprawiasz? - wykrzyknął, chwyta
jąc ją za rękę.
Spojrzała na niego ze zdumieniem, które natychmiast
przerodziło się w zatroskanie. Przeniosła wzrok na bieda
ków, z zaraz potem znów na twarz Daniela.
- Ktoś musi pomóc tym ludziom - szepnęła, kładąc
mu dłoń na ramieniu.
Przyglądał jej się przez dłuższą chwilę. Na Boga... czy on
nam kiedykolwiek w życiu miał w sobie tyle niewinności?
- Bez względu na to, jak przepojone samotnością jest
twoje życie, Danielu, musisz pamiętać, że nie każdy ma
w sobie tyle siły, by radzić sobie sam.
Gdy to usłyszał, wiedział, że przepadł z kretesem.
Lillian tymczasem ciągnęła jeszcze cichszym głosem.
- To mogą być upadłe anioły.
Sięgnął do kieszeni i wyjął garść monet, a potem, glo
em bardziej szorstkim niż zamierzał, rzucił:
247
- Włóż ten kolczyk z powrotem.
Po czym zaczął rozdawać pieniądze.
A już chwilę pózniej otrzymał dar cenniejszy od wszel
kich pieniędzy świata.
Lilii obdarzyła go uśmiechem!
Ten wieczór dłużył jej się niemiłosiernie.
Poznała co najmniej setkę ludzi podobnych do Daniela.
Kobiety wbijały w jej biżuterię pożądliwe spojrzenia. Męż
czyzni mówili o pieniądzach i interesach, ale też patrzyli
na nią - tym razem na nią, nie na jej biżuterię - pełnym po
żądania wzrokiem. Dwóch z nich uszczypnęło ją nawet
w pośladek, gdy Daniel na moment odwrócił głowę.
Nie była już w stanie zliczyć, ile osób powiedziało jej:
Suknia od Wortha? Jakże zachwycająca", w gruncie rze
czy nie mając wcale na myśli urody stroju.
Lillian w pewnym momencie zaczęła się zastanawiać,
czy przypadkiem piekło nie przypomina wielkiego przy-
jęcia dla nowojorskiej socjety.
No i Daniel. Od chwili gdy weszli do foyer, trzymał ją
nieustannie przy sobie, ani na chwilę nie puszczał jej ra-
mienia, a od czasu do czasu przyciskał je silnie do swojego
boku. Niekiedy też spoglądał na nią wzrokiem, w którym
czaił się cień obsesji - jakby była czymś niezbędnym i roz
paczliwie potrzebnym mu do życia.
To zachowanie całkowicie zbiło ją z tropu, bo wskazy-
wało na pewną emocjonalną kruchość, której wcześniej
nie dostrzegła i o którą nigdy by go nie podejrzewała.
Napięcie nieustannie wzrastało, wprawiając ją w za-
kłopotanie. Poczuła więc wielką ulgę, gdy niespodziewa-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]