
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 04 Dziecko miłości
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- 260. Landon Juliet Gra w miłość
- 0128. Cross Melinda Legenda o miłości
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Chang Eileen Miłość jak pole bitwy
- Agata Christie N czy M
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wzór.
- Jest... jest...
Ze złości Boone'owi odebrało mowę. Lucy uznała to za kiepski znak.
Zwykle świetnie potrafił wyartykułować wszystko, co zechciał. Starczało
mu słów. Może nie zawsze wyrażał się oględnie, ale za każdym razem
miał wiele do powiedzenia.
Odwrócił się i jeszcze raz omiótł wzrokiem łóżko.
- Co jest na tej kapie? - spytał z obrzydzeniem w głosie.
Lucy usiłowała się uśmiechnąć, lecz jej nie wyszło.
- To... to fiołki. Prawda, że ładne? Zwietnie harmonizują z kolorem
ścian. - Znów stanął do niej twarzą. Zobaczyła, że naprawdę jest wście-
kły. - Nie... nie wiedziałam, na co się zdecydować. Mogłam jeszcze wy-
brać kosze z owocami.
- Kosze z owocami? - warknÄ…Å‚.
95
S
R
Skinęła głową.
- Wybrałam fiołki, bo... bo są bardziej... męskie.
- Bardziej męskie? - powtórzył przez zaciśnięte zęby. -Uważasz, że
to... - ze wstrętem wskazał łóżko -jest męskie?
- Tak. - Lucy stawała się coraz bardziej nieszczęśliwa. - Inne kapy
miały... falbany. - Widząc utkwiony w sobie rozezlony wzrok Boone'a,
tłumaczyła słabym głosem: -Ja tylko próbowałam wprowadzić w twoim
domu trochę ulepszeń. Jeśli ci się nie podobają...
- Powiadasz, w moim domu? - przerwał jej ostro. - To już nie jest
mój dom, lecz twój. Z mojego domu nie pozostawiłaś tu niczego.
Zdesperowana Lucy zagryzła wargi. Milcząc, podniosła wzrok na
Boone'a. Chciała, żeby przestał patrzeć na nią tak groznie.
Dłonią zakrył oczy. Nadal jednak nie zdołał przesłonić tego, co ta
kobieta zrobiła z jego łóżkiem. W jego własnym pokoju. Z ciężkim
westchnieniem opuścił rękę. Zbolałym wzrokiem jeszcze raz ogarnął
zmienione wnętrze.
Na obu oknach Lucy zawiesiła nowe zasłony. Miały wzór identyczny
jak kapa na łóżku. Usunęła szmaciany dywanik, który przed dziesięciu
laty kupił na targu, i zastąpiła go kwiecistym, bardzo nowoczesnym. Na
parapetach okiennych, gdzie przedtem leżały stosy starych numerów ma-
gazynu Strażak" i powieści Stephena Coontsa, ustawiła rzędem do-
niczki.
Małą ryciną przedstawiającą zioła zastąpiła na ścianie najcenniejszą
dla Boone'a rzecz na świecie. Głowę niedzwiedzia trzymającego w zę-
bach cygaro, ze sfatygowanym kapeluszem tkwiÄ…cym zawadiacko na
czubku.
Boone zapragnął jeszcze bardziej zezłościć się na Lucy, ale przekra-
czało to jego możliwości. Widocznie wściekłość na siebie samego ode-
brała mu wszelkie siły.
Jak to się stało, że sprawy posunęły się aż tak daleko? rozgoryczony
96
S
R
zapytywał się w myśli. Jak mógł do tego dopuścić? Upłynęły pełne dwa
tygodnie obecności tej kobiety, a nadal była aktywna jak na początku.
Nie miał pojęcia, że ta drobna istota potrafi aż tak zdewastować jego ży-
cie. Jak długo jeszcze zamierza go nękać? Jak długo jeszcze będzie na-
chodzić dom, zanim uzna, że spłaciła zaciągnięty dług? Jej upór dopro-
wadzał Boone'a do szału.
Ponownie na nią spojrzał. Nadal ściskała w ręku kosz pełen bielizny.
Miała zaczerwienione policzki. Przez rozchylone wargi chwytała ner-
wowo powietrze. Była, jak zwykle, ubrana po męsku. W niebieskie
dżinsy, flanelową koszulę i wysokie buty. I jak zawsze wyglądała pie-
kielnie pociÄ…gajÄ…co.
Boone'owi przyszedł do głowy nowy pomysł. Dzięki drobnemu wy-
biegowi może uda mu się przyspieszyć zniknięcie tej kobiety z jego ży-
cia.
- Lucy? - odezwał się, za wszelką cenę usiłując zachować spokój.
Przełknęła nerwowo ślinę.
- SÅ‚ucham, Boone.
- Dlaczego wyczyniasz to wszystko?
- Już mówiłam. Spłacam mój dług.
Skinął głową.
- Jasne. Spłacasz - powtórzył. - Sądzę jednak, że nadszedł czas,
abyś wreszcie zrobiła to jak należy.
97
S
R
ROZDZIAA SIÓDMY
Boone zobaczył, że Lucy natychmiast zesztywniała. Jej twarz pokryła
się rumieńcem. Swoim oświadczeniem zaskoczył ją całkowicie.
- Zawdzięczasz mi życie? - zapytał.
W milczeniu skinęła głową. Widział, że ma się na baczności.
- I życie kota - przypomniał.
Ponownie potwierdziła skinieniem głowy jego słowa.
- Mówiłaś, że w stosunku do mnie masz wielki dług. Prawda?
- Prawda - powtórzyła cicho.
- Tak duży - ciągnął Boone - że za jedyny sposób spłacenia go uzna-
łaś oddanie się do mojej dyspozycji na trzydzieści dni. Oświadczyłaś, że
przez ten czas będziesz moją niewolnicą. Czy taka była twoja obietnica?
- Tak.
- Czy zauważyłaś, że do tej pory wymagałem od ciebie niewiele?
- Tak.
- Prawdę powiedziawszy, nie chciałem niczego. Czy tak było?
- Tak.
Boone zawahał się lekko. Przez cały czas ani na chwilę nie spuszczał
wzroku z twarzy stojÄ…cej przed nim kobiety.
- Dobrze, że już zdążyłaś przyzwyczaić się do potakiwania -
oświadczył. Miał nadzieję, że jego głos zawiera ukrytą grozbę.
98
S
R
- Bo teraz ja zechcÄ™ czegoÅ› od ciebie. I skoro jesteÅ› mojÄ… niewolnicÄ…,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]