
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Anne McCaffrey Freedom 2 Freedom's Choice
- Anne McCaffrey Cykl JeĹşdĹşcy smokĂłw z Pern (10) Renegaci z Pern
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 17 Nad przepaścią
- Anne McCaffrey Ship 04 The City Who Fought
- Borowski Tadeusz Wyb悜‚r opowiadaćą_
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- %7łycie jest takie cenne, Kurt, bez względu na tragedie, które
przychodzi nam przeżyć. Nie możesz bez końca żyć przeszłością.
- Nie żyję przeszłością - odparł oschle. - Dobranoc. Po jego
wyjściu Andrei zrobiło się ciężko na sercu.
Tak bardzo jej na nim zależy, a i ona nie jest mu na pewno
obojętna. Okazywał jej tyle troski, pocieszał w chwilach smutku;
kupił nawet nowy kapelusz i przyniósł kolację. Zawsze jednak krążył
-gdzieś w pobliżu Sary.
Padało jeszcze przez dwa dni. Do czasu poprawy pogody Kurtowi
i Andrei wyznaczono obowiązki w stacji Jasnego Anioła.
90
RS
Pracowali na zewnątrz w milczeniu; ulewny deszcz nie sprzyjał
konwersacji. Andrea powitała to z ulgą. W czasie rozmowy Kurt czuł
się wyraznie zakłopotany, ona zaś przygnębiona. Deszcz
przynajmniej pozwalał na refleksje.
Andrea uzmysłowiła sobie, że szczęście Kurta coraz bardziej leży
jej na sercu. Uczucie, jakim go darzyła, było dla niej zupełnie nowe.
Jednak za sprawą Sary nie mogła się do tego uczucia przyznać. Na
razie musiała zadowolić się czekaniem.
- Gotowa do drogi? - zapytał Kurt, kiedy znowu mogli podjąć
spływ Kolorado.
- Oczywiście - odparła.
Zepchnęli ponton na wodę. Po chwili wiosłowali już zgodnie w
kierunku głównego nurtu.
- Miejmy nadzieję, że nie będzie dzisiaj padało - powiedział
Kurt, gdy ponton zaczął nabierać prędkości. - Choć te chmury nie
wróżą nam najlepiej.
Gdy milczała, obejrzał się przez ramię.
- Powinnaś coś odpowiedzieć, na przykład: Ja też mam taką
nadziejÄ™".
- Ostatnio nie byłeś szczególnie rozmowny. Przeciwnie,
wyraznie mnie unikałeś. Nigdy nie sądziłam, że ktoś taki jak ty może
być takim... - urwała.
- No?
- Takim tchórzem. Bać się mnie i w ogóle życia. Gdybym nie
zobaczyła na własne oczy, nigdy bym w to nie uwierzyła.
- Na twoim miejscu zwracałbym więcej uwagi na wodę, a mniej
na analizowanie mojego charakteru - powiedział szorstko Kurt. -
Zbliżamy się do progu rzecznego.
- Jestem przygotowana.
- To dobrze, bo będziemy tam, zanim się obejrzysz. Kurt miał
rację. Wkrótce otoczyła ich sycząca,
wściekle wirująca woda. W czasie przeprawy przez zdradliwe
przełomy Andrea poczuła, że serce łomocze jej jak oszalałe. Gdy
wreszcie wypłynęli na spokojne wody, czuła w sobie każdy nerw.
91
RS
- W porządku? - zapytał Kurt.
Andrea skinęła głową, oddychając z trudem.
- Kierujemy się do brzegu. Muszę odpocząć, a i tobie to nie
zaszkodzi.
Po kilku minutach Andrea stała już w miękkim, czerwonym mule
przybrzeżnym. Z westchnieniem ulgi powitała stały grunt pod
nogami.
- Rzeka jest bardziej wzburzona i porywista niż zwykle. Pewnie
w tamie otworzyli śluzy z powodu opadów - zauważył Kurt, lustrując
Kolorado z zaniepokojonym wyrazem twarzy.
- Czy znowu odłożymy spływ?
- Myślę, że tak byłoby najrozsądniej, przynajmniej dopóki nie
zamkną śluz w górze rzeki. Nie czuję się bezpiecznie, chyba że
mielibyśmy któryś z tych większych pontonów silnikowych.
- A do tego czasu co będziemy robić? Rozbijemy obóz i
poczekamy?
- Albo wrócimy szlakiem do stacji. Spróbuję dowiedzieć się
przez radio, jak wyglÄ…da sytuacja na tamie Glen Kanion. Potem
zadecydujemy.
Kurt otworzył hermetyczny pojemnik na amunicję i wydobył
radiostacjÄ™.
- Muszę wejść trochę wyżej. Tu są za duże zakłócenia. Poczekaj
na mnie.
Andrea tymczasem postanowiła wyjąć ekspres do kawy i mały
prymus. Marzyła, żeby napić się czegoś gorącego. Ledwie zdążyła
znalezć świeżą wodę i zapałki, kiedy dobiegło ją wołanie Kurta.
- Możesz dać sobie spokój - powiedział, schodząc do niej. - Nie
ma czasu.
Zastygła w bezruchu, przerażona tonem jego głosu.
- Dlaczego? Czy coś się stało?
- Człowiek w niebezpieczeństwie.
- Kto i gdzie? - zapytała.
- Rozbitek, kilka kilometrów stąd. Baza twierdzi, że ma
roztrzaskany kajak i trzyma się jednej ze skał pośrodku rzeki.
92
RS
- Jest ranny?
- Podobno. W tym miejscu rzeka gwałtownie opada i cała
najeżona jest skałami. Z wyjątkiem superdoświadczonych kajakarzy
wszyscy obchodzÄ… je lÄ…dem.
- Czy możemy użyć helikopterów? - zapytała Andrea,
zaniepokojona widokiem wzburzonej rzeki.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]