
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Tadeusz Boy Żeleński Słówka
- Niwinski Tadeusz Ty
- Kozak Magdalena Opowiadania o Paskudzie
- Herbert Frank Tom 5 Heretics of Dune
- Daniken Erich DzieśÂ„ Sć…du Ostatecznego trwa od dawna
- Child Maureen Test na miśÂ‚ośÂ›ć‡
- Joanna Russ Female Man
- Forgotten Realms Return Of The Archwizards 04 Realms of Shadow
- Carranza Maite Wojna Czarownic Tom 1 Klan Wilczycy
- C.S. Lewis 1.OpowieÂści z Narnii Lew,czarownica i stara szafa
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
On z Mławy i ja z Mławy, wiecie, jak to jest, przyjaciele i handlarze, pewność i zaufanie. Co
u ciebie, Mojsze? Coś taki nieswój? Dostałem fotografię swojej rodziny . To czego się
martwisz, to dobrze . %7łeby ty się wściekł z takim dobrze, ja ojca do komina posłałem! Nie
może być! Może, bo posłałem. Przyjechał z transportem, zobaczył mnie przed komorą,
zaganiałem ludzi, rzucił mi się na szyję, zaczął mnie całować i pytać, co to będzie i że on jest
gÅ‚odny, bo dwa dni jadÄ… bez jedzenia. A tu komandoführer krzyczy, żeby nie stać, że trzeba
pracować! Co miaÅ‚em robić? «Idz, ojciec - mówiÄ™ - wykÄ…p siÄ™ w Å‚azni, a potem pogadamy,
widzisz, że teraz nie mam czasu.» I ojciec poszedÅ‚ do komory. A zdjÄ™cia wyciÄ…gnÄ…Å‚em potem
z ubrania. I powiedz, gdzie tu jest dobrze, że mam fotografie?
Roześmieliśmy się. Swoją drogą, dobrze, że Aryjczyków teraz nie gazują. Wszystko,
byle nie to.
- Gazowali dawniej - rzekł tutejszy fleger, który się do nas zawsze przysiada. - Ja na
tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu,
kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. Ot,
zwyczajnie - masa. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. Byłem wtedy
flegerem w ambulansie. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię, wiadomo, czasu nie ma
na dyrdymałki. Pogmera się w łapie czy na plecach, czy tam gdzie jeszcze, lignina, bandaż i
won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. Nikt też nie dziękuje, bo nie ma za co.
Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony, a ktoś mi od drzwi mówi: ,,Spasibo54 panie
fleger! Takie to blade, mizerne, ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. Poszedłem go
odwiedzić i zaniosłem mu zupy. Miał flegmonę prawego pośladka, potem całego uda, kieszeń
ropną. Cierpiał okropnie. Płakał i mówił o matce. Cicho bądz - mówiłem mu - my przecież
też mamy matki, a nie płaczemy . Pocieszałem go, jak mogłem, bo skarżył się, że nie wróci.
Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. Ukrywałem Toleczkę, jak
54 Spasibo (roś.) - dziękuję
8
mogłem, przed wybiórkami, ale raz go znalezli, zapisali. Przyszedłem zaraz do niego. Był w
gorączce. Mówił do mnie: To nic, że idę do gazu. Tak widać trzeba. Ale jak się skończy
wojna i ty przeżyjesz... Nie wiem, Toleczka, czy przeżyję - przerwałem mu. Przeżyjesz -
dorzucił z uporem - i pojedziesz do mojej matki. Po wojnie na pewno nie będzie granic, nie
będzie państw, nie będzie obozów, ludzie nie będą się zabijać. Wied eto poślednij boj - rzekł
z naciskiem. - Poślednij, ponimajesz?55 - Rozumiem - odrzekłem. Pojedziesz do mojej
matki i powiesz jej, że zginąłem. %7łeby nie było granic. Ani wojny. Ani obozów. Powiesz?
Powiem . Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju, gorod
Chabarowsk, ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat', powtórz . Powtórzyłem. Poszedłem do
blokowego, Szarego, który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy. Strzelił mnie w pysk i
wyrzucił z budy. Toleczka poszedł do gazu. Szary w parę miesięcy pózniej pojechał w
transport. Na odjezdnym prosił o papierosy. Poszczułem, żeby nikt mu nie dał. Nie dali. Może
zle zrobiłem, bo jechał na wykończenie do Mauthausen. A adres matki Toleczki zapamiętałem
dobrze: Dalniewostocznyj Kraj, gorod Chabarowsk, ulica Lwa Tolstowo...
Milczeliśmy. Zaniepokojony Kurt spytał, co się stało, ponieważ on i tak nic z
rozmowy nie rozumie. Witek mu streścił:
- Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Mógłbyś i ty co opowiedzieć.
Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli, abyśmy wszyscy zrozumieli:
- Ja opowiem bardzo krótko. Jak byłem w Mauthausen, złapano tam dwóch
uciekinierów, akurat w Wigilię. Postawiono szubienicę na placu, koło wielkiej choinki. Cały
obóz był zebrany na apelu, gdy ich wieszano. Na choince akurat zapalono światła. Wtedy
wystÄ…piÅ‚ lagerführer, zwróciÅ‚ siÄ™ do wiÄ™zniów i zakomenderowaÅ‚:
- Häftlinge, Mützen ab!56
ZdjÄ™liÅ›my czapki. Lagerführer rzekÅ‚ na tradycyjnÄ… przemowÄ™ wigilijnÄ…:
- Kto siÄ™ zachowuje jak Å›winia, bÄ™dzie jak Å›winia traktowany. Häftlinge, Mützen auf!57
Założyliśmy czapki.
- Rozejść się! Rozeszliśmy się.
Zapaliliśmy papierosy. Milczeliśmy. Każdy myślał o swoich rzeczach.
VII
Gdyby opadły ściany baraków, tysiące ludzi zbitych, stłamszonych na pryczach
zawisłoby w powietrzu. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów
55 Wied' eto poslednij boj (...) ponimajesz (roś.) - To ostatni bój (...) rozumiesz
56 Häftlinge, Mützen ab (niem.) - wiÄ™zniowie, czapki zdjąć
57 Häftlinge, Mützen auf (niem.) - wiÄ™zniowie, czapki wÅ‚ożyć
9
ostatecznych. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na
swoim kawałku buksy, miejsca, które musi zajmować, bo ma ciało. Ciało wykorzystali, jak
się da: wytatuowali na nim numer, żeby zaoszczędzić obroży, dali tyle snu w nocy, żeby
człowiek mógł pracować, i tyle czasu w dzień, aby zjadł. I jedzenia tyle, żeby
bezproduktywnie nie zdechł. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy, reszta należy
do obozu, do państwa. Ale ani ten kawałek miejsca, ani koszula, ani łopata nie jest twoja.
Zachorujesz, odbiorÄ… ci wszystko: ubranie, czapkÄ™, przemycony szalik, chusteczkÄ™ do nosa.
Jak umrzesz - wyrwą ci złote zęby, już poprzednio zapisane w księgi obozu. Spalą, popiołem
wysypią pola albo osuszą stawy. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu, tyle
kości, tyle mięsa, tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło, ze skóry ludzkiej abażury,
z kości ozdoby. Kto wie, może na eksport dla Murzynów, których kiedyś podbiją?
Pracujemy pod ziemiÄ… i na ziemi, pod dachem i na deszczu, przy Å‚opacie, lorze, kilofie
i łomie. Nosimy wory z cementem, układamy cegły, tory kolejowe, grodzimy grunta,
depczemy ziemię... Zakładamy podwaliny jakiejś nowej, potwornej cywilizacji. Teraz dopiero
poznałem cenę starożytności. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i
greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi, wały graniczne i budowle miasta!
Ta starożytność, która była olbrzymim koncentracyjnym obozem, gdzie niewolnikowi
wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. Ta starożytność, która była
wielkÄ… zmowÄ… ludzi wolnych przeciw niewolnikom!
Pamiętasz, i jak lubiłem Platona. Dziś wiem, że kłamał. Bo w rzeczach ziemskich nie
odbija się ideał, ale leży ciężka, krwawa praca człowieka. To myśmy budowali piramidy,
rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne, to myśmy wiosłowali na galerach i
ciągnęli sochy, a oni pisali dialogi i dramaty, usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi,
walczyli o granice i demokracje. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. Oni byli estetyczni
i dyskutowali na niby.
Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę
pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala.
Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta, zna
trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika - Spartakusa.
Oni robili historiÄ™ i byle zbrodniarza - Scypiona, byle adwokata - Cycera czy
Demostenesa, pamiętamy doskonale. Zachwycamy się wycięciem Etrusków, wybiciem
Kartaginy, zdradami, podstępem i łupiestwem. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo!
[ Pobierz całość w formacie PDF ]