
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 04 Dziecko miłości
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 17 Nad przepaścią
- Anne Hampson Not Far from Heaven [MB 915] (pdf)
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 07 Zdrada
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- Anne Emery Cecilian Vespers, a Mystery (pdf)
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Holt, Anne Mea Culpa
- Fraser Anne Lekarz z Powołania
- Rice Anne The Vampire Lestat [en]
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
sprzecznych emocji. Poczekała, aż oboje zjedli, zanim znów zapytała. Nie mogła pozwolić, by jego
nastrój przeszkodził jej zamiarom.
- To prawda - wymamrotał z oczami utkwionymi w przestrzeń i ściągniętą twarzą. - Ta
dziewczyna słyszy smoki. - Jego ton zmusił ją, by mu się bliżej przyjrzeć i doznała wrażenia
gorzkiej, bezzasadnej zazdrości i wściekłego gniewu gotujących się w duszy byłego jezdzca. Nie
zrobili mu żadnej przysługi zwracając mu zdrowie. Więc dlaczego przyszedł z nią wiedząc, po co
idÄ…?
- Może więc być mi przydatna - powiedziała szorstko, przerywając ciężką ciszę. - Doglądnij
zwierząt. Garnek zostaw. Czy byli strażnicy z Igen? Powiedziano mi, że rewidują często i bez
ostrzeżenia.
- Nikt mnie nie zaczepiał - wzruszył ramionami.
To Thelli nie zdziwiło. Jedno spojrzenie na niego wystarczyło, by powstrzymać od pytań
nawet strażników. %7łałowała, że nie zabrała jeszcze kogoś, by uczynić pobyt tu nieco
przyjemniejszym. Zawinęła się w futra, zanim wrócił. Wiedziała, że on wie, że ona nie śpi, ale
ułożył się na noc bez słowa.
Następnego ranka przebrała się w ubranie w barwach Keroonu i z czeladniczym węzłem
Hodowcy na plecach. Starannie ukryła włosy pod beretem i pewnym krokiem poszła do alkowy
Dowella.
- Dowellu, słyszałam o twoim talencie rzezbiarskim i mam dla ciebie zlecenie - rzekła po
powitaniu.
Dowell podniósł się i polecił chłopcu, by wstał z kufra i przyniósł czysty kubek dla gościa.
Aramina, w spódnicy i luznej bluzce, sięgnęła po dzbanek z klahem i nalała pełny kubek, który
Barla grzecznie podała Thelli.
- Usiądzcie, gospodarzu - powiedziała.
Thella przyjęła poczęstunek, myśląc, że ta kobieta mogła być uwiedziona przez Faxa. Barla
była wciąż piękną kobietą pomimo głębokich rys wokół oczu i ust, spowodowanych troskami.
Chłopiec był jeszcze zaspany, a najmłodsze dziecko spało przy tylnej ścianie.
- Nie mam dobrego drewna, gospodarzu - powiedział Dowell.
- Ach - powiedziała Thella tonem dyskwalifikującym tę sprawę jako problem. - To da się
naprawić. Potrzebuję dwóch foteli z drewna fellisowego na prezent ślubny. Muszą być skończone,
zanim śnieg zamknie przełęcze. Możesz to dla mnie zrobić?
Widziała, że Dowell waha się, i nie mogła zrozumieć dlaczego. Z pewnością brał zlecenia.
Nie nosił żadnych barw ani węzła czeladniczego. Z troską spojrzał na żonę.
- Byłoby dla mnie warte ćwierć marki zobaczyć szkice przed wieczorem. - Thella wyjęła
garść monet, wybrała odpowiednią i podniosła ją w górę.
- wierć za szkice - powtórzyła. - Możemy omówić cenę, kiedy wybiorę projekt, ale
zobaczysz, że jestem szczodra - spostrzegła błysk troski w oku Barli, zauważyła, jak nieznacznie
popycha ramię męża.
- Tak, mogę mieć szkice gotowe, pani. Na dziś wieczór?
- Bardzo dobrze. Na wieczór.
Thella wstała wkładając monetę w jego dłoń. Potem odwróciła się, jakby uderzona myślą, i
uśmiechnęła się do Araminy.
- Czy ja cię wczoraj nie widziałam? Z siecią pełną muszli? - Czemu ta dziewczyna
zdrętwiała i przyglądała się jej z taką niepewnością?
- Tak, pani - wydukała Aramina.
- Kopiesz co dzień, by napełnić rodzinny garnek? - O czym się rozmawiało z nieśmiałymi
dziewczynami, które słyszały smoki?
- Dzielimy się tym, co wykopiemy - powiedziała Aramina podnosząc dumnie podbródek.
- Chwalebne, bardzo chwalebne - powiedziała Thella, chociaż pomyślała, że to dziwne, by
bezdomna dziewczyna była tak wrażliwa. - Zobaczymy się dziś wieczorem, mistrzu Dowell.
- Czeladniku, pani. Jestem czeladnikiem.
- Hm, z takimi ornamentami, jak widziałam? - zostawiała komplement na tym. Rodzina
Dowella wymagała ostrożnego podejścia. Słyszała, jak kobieta mówi coś do męża podniecona.
wierć - marka to sporo dla bezdomnej rodziny. A teraz Thella zastanowiła się, skąd tu wziąć
drewno, jakie powinna mieć dobrze sytuowana gospodyni...
Wróciła wieczorem i wyraziła szczery zachwyt nad pięcioma projektami, które jej pokazał.
Był dobrym kreślarzem. Thellę kusiło, by uczynić coś więcej, niż tylko mamić go obietnicą pracy,
by uzyskać zaufanie jego córki. Takie fotele byłyby o wiele wygodniejsze niż te twarde ławki, które
miała do tej pory. Projekt o oparciu w kształcie harfy mógł być rozłożony i przeniesiony do jej
Warowni w częściach. Inny - krzesło z wysokim, prostym oparciem i wdzięcznie wygiętymi
bokami oraz rzezbionymi nogami - był szczególnie wspaniały.
Nagle korytarzem przeszedł szybko Giron dając jej naglący sygnał dłonią.
- Pozwól, że zastanowię się dzień czy dwa, Dowellu - powiedziała i podniosła się składając
starannie szkice. - Przyniosę je z powrotem i pogadamy dłużej na ten temat.
Usłyszała, że żona szepcze coś nerwowo do stolarza, ale Giron naglił, by się pośpieszyła,
więc wyszła nie zwlekając.
- Przeszukują! - szepnął. Natychmiast poprowadziła go ciemnymi korytarzami, aż znalezli
siÄ™ w bezpiecznym miejscu.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]