
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 04 Dziecko miłości
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- 260. Landon Juliet Gra w miłość
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Chang Eileen Miłość jak pole bitwy
- Sanghani Radhika Dziewica
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
twarz, jakby w tej chwili ważyła się cała jej przyszłość. Nie miała odwagi
przerwać milczenia.
- To nie ma sensu. Dobrze, że ten wąż wybrał właściwy moment i
wszystko przerwał.
- Dlaczego?!
- Ponieważ chcesz więcej, niż mogę ci dać.
- Nie rozumiem - szepnęła. Z trudem panowała nad
zdenerwowaniem.
- Chcesz miłości, a tego właśnie nie mogę ci dać.
- Ale my się prawie kochaliśmy...
96
RS
- Nie. To był tylko seks. Chyba jeszcze nie wiesz, co to znaczy
kochać.
Stała spokojnie, nie okazując bólu, chociaż ranił ją każdym słowem.
Nie kochał jej? Co w takim razie do siebie czuli? Co ich łączyło przed
chwilą, jeżeli nie miłość?
- Masz racjÄ™.
Tylko tyle zdołała wykrztusić. Z niewiadomych powodów ta
odpowiedz go rozbawiła. Jego ironiczny uśmiech dotknął ją do żywego.
- Potem byś siebie za to nienawidziła. Wystarczy, że wrócisz do
domu, do dawnego życia, i ochłoniesz.
Przymknęła oczy, by ukryć rozczarowanie. Następny mężczyzna
kazał jej ochłonąć. Przypomniała sobie ten jeden jedyny raz, gdy
przytrzymała rękę Beau na swojej piersi. Rozpustna Melanie! - pomyślała,
śmiejąc się w duchu.
- Powinnaś się ubrać.
Patrzył na jej ciało. Kiedy sobie to uświadomiła, ogarnął ją wstyd, a
przecież jeszcze przed chwilą nie widziała nic niestosownego w swoim
wyglądzie. Ale to było wtedy, gdy trzymał ją w ramionach i wierzyła, że
coś dla niego znaczy. Teraz czuła się fatalnie - na wpół naga kobieta,
której polecono przykryć goliznę.
Z trudem znosiła takie poniżenie. Potraktował ją, jakby wciąż była
tamtą małą dziewczynką, którą zgorszona niania goniła po trawniku. Ze
spuszczonym wzrokiem włożyła podkoszulek. Nie chciała widzieć
obojętności w jego oczach. Pragnęła tylko zachować pełną kontrolę nad
własną twarzą, ukryć rozpacz. Tłumaczyła sobie, że wszystko przeboleje.
97
RS
%7łycie będzie się toczyło dalej, nawet jeśli odtrącił ją pierwszy mężczyzna,
którego kochała.
Coś do niej mówił, ale nie słyszała i nie chciała słyszeć. Znów
sprawiłby jej ból.
- Melanie? - powtórzył. - Pytam, czy chcesz wracać.
- Wracać? - rzuciła z udawaną niedbałością. - Dokąd? Do chaty? Do
Tallahassee? Czy aż do domu w Georgii?
Przez chwilę milczał. Czuła jego wzrok na sobie. Skupiła całą uwagę
na guzikach koszuli, którą zapinała.
- Sama zdecyduj.
Rozejrzała się wokół, starannie omijając jego twarz.
- Spójrz na mnie, Melanie.
Powoli odwróciła głowę.
- O co ci chodzi? - spytała.
Nie zorientował się, ile wysiłku kosztował ją ten pozorny spokój.
- Czy chcesz wracać?
- Nie - odpowiedziała stanowczo. Nie wróci z pustymi rękami. Jeżeli
nie mogła zdobyć Benjamina Cage'a, to przynajmniej zyska wiedzę o
tajemnicach swojej rodziny. - Chcę poznać tę kobietę i usłyszeć legendę.
Obiecałeś mi.
Jego milczenie trwało niemal wieczność.
- Chodzmy - powiedział w końcu.
Odwrócił się i po chwili zniknął za drzewami. Był częścią tego
świata, w którym ona czuła się zupełnie obco. A wyobrażała sobie, że coś
może łączyć takiego mężczyznę właśnie z nią! W niczym nie byli
podobni...
98
RS
ROZDZIAA ÓSMY
Cage wiosłował niemal godzinę przez labirynt krętych przesmyków
wodnych. Melanie siedziała z przodu kajaka i nie patrzyła na niego.
Właściwie nie zauważała też zielonej, mętnej wody, którą przecinał dziób
łódki, ani olbrzymich orchidei, wychylających się z cienistej dżungli, ani
nawet delikatnego mchu, zwisającego z gałęzi jak firanka, choć niekiedy
muskał jej twarz niczym cieniutkie nici babiego lata. Próbowała
zapomnieć o tym, co się wydarzyło w lesie, i o ich pózniejszej rozmowie.
Na zawsze. Tak zdecydowała. Właśnie jego pragnęła na zawsze.
Była to więc chyba miłość. A gdyby jej nie odwzajemnił? Czy musi z niej
zrezygnować?
Roztrząsała te problemy, nieświadoma oczu Cage'a, utkwionych w
jej plecach. Od czasu do czasu pokazywał jej jakąś roślinę lub ptaka, które
stanowiły miejscową osobliwość. Zwracał uwagę na obszary, niegdyś
pokryte bujną bagienną roślinnością, a po osuszeniu zarośnięte krzakami.
Mógł mówić o tak nieistotnych sprawach i to sprawiało jej dodatkowy ból.
- Kiedyś gniazdowały tu tysiące czapli ozdobnych - powiedział. -
Teraz nie ma wody, nie ma ryb i nie ma czapli. I to właśnie jest nasza
gospodarka wodna.
Pokiwała głową z roztargnieniem. Rozcierała ramiona, w nadziei, że
usunie z nich wspomnienie dotyku jego rÄ…k.
Niekiedy trasa, którą płynęli, znikała w gęstwinie lilii wodnych, ale
Cage nie przestawał wiosłować przez splątaną roślinność i zawsze
znajdował drogę do czystych wód za nimi. W końcu skierował kajak do
99
RS
brzegu, który wyglądał dokładnie tak samo jak każdy inny. Zarzucił linę
na zwisającą gałąz.
- Jesteśmy na miejscu - oświadczył sucho i podał jej dłoń, by zeszła
na porośnięty trzciną brzeg.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]