
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Deveraux Jude Dziewica
- Jack L. Chalker A War of Shadows
- Gordon Barbara (Zajć…czkowska Mitzner Larysa) Ewa wzywa 07... 114 Dolina nocy
- Island Idyll Bandicoot Cove_Book 4 Jess Dee
- America’s Great Depression Murray N.Rothbard
- Henry Kuttner Szachowisko
- Holly Jacobs M晜źczyzna marześÂ„
- Fritz Leiber Gather, Darkness!
- Scenariusz mordercy James Patterson, Marshall Karp
- Kisielewski_Stefan_Kisiel___Z_literackiego_lamusa
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
tam kompletnie wygolony. Zupełnie się tego nie spodziewałam. James
Martell miał bujne krzaczory.
No tak, jeszcze kilka lat temu rzadko który facet choćby
przycinał tam włosy. Teraz prawie wszyscy się golą powiedziała
Emma. Podobnie jest z kobietami.
Naprawdę? Dziwne. Mówiąc szczerze, wolałabym, żeby
wszyscy zostawiali tam włosy. Westchnęłam. Na szczęście
depilacja brazylijska nie jest jeszcze modna wśród mężczyzn.
Mam nadzieję, że już niedługo się to zmieni odparła, po czym
przyłożyła dłoń do ust. Jezu, o mało nie zapomniałam. Mam dla
ciebie prezent. Patrzyłam ze zdziwieniem, jak szpera w swojej
skórzanej torbie. Tada! zawołała.
To był najnowszy numer Pi Magazine .
Boże, mój felieton! wrzasnęłam. Czytałaś go? Jaki jest?
Uśmiechnęła się, otworzyła pismo na właściwej stronie, po czym
podstawiła mi pod nos.
Zwietny! I jeszcze to twoje zdjęcie, wyglądasz na nim pięknie,
inteligentnie i zabawnie. Jestem z ciebie taka dumna!
Felieton opublikowano na lewej kolumnie, pod nagłówkiem
Ellie o... ANARCHII . Obok zobaczyłam zdjęcie, które wysłałam do
redakcji. Promienie słońca rozświetlały na nim moją skórę. Szybko
przeczytałam swój tekst. Okazało się, że nie zmieniono w nim prawie
ani słowa. Całość podpisana była Ellie Kolstakis .
Boże! krzyknęłam. Nie wierzę, że go wydrukowali.
Wygląda całkiem niezle.
Emma krzyknęła z radości, po czym mnie uściskała.
Wygląda świetnie. Jestem z ciebie dumna. Widziałam, jak
ludzie go czytają. Zobaczysz, będziesz sławna. Zostaniesz WGK.
Uniosłam pytająco brwi. Westchnęła i wyjaśniła: Wielką Gwiazdą
Kampusu, Ellie. Nie nadążasz za slangiem.
Roześmiałam się.
Coś nie wydaje mi się, żeby to nastąpiło w najbliższym czasie.
Chodzmy, bo spóznimy się na Chaucera.
***
Przez cały dzień żyłam w stanie euforii. Potem zaczęła ona
wygasać, ustępując miejsca rozczarowaniu. Siedząc we wtorek w
bibliotece, nagle zdałam sobie sprawę z tego, że od naszego rozstania w
poniedziałek rano Jack ani razu się do mnie nie odezwał. Nie
doczekałam się od niego ani jednego esemeska. Niby nie musieliśmy
codziennie do siebie pisywać, ale w końcu ofiarowałam mu swoje
dziewictwo.
Jego milczenie mnie rozpraszało. Za każdym razem kiedy
wibrowała komórka, patrzyłam niecierpliwie na wyświetlacz. W
połowie dnia postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i sama do niego
napisać. W końcu mieliśmy dwudziesty pierwszy wiek nikt nie każe
kobiecie czekać, aż to ON się odezwie. Pewnie siedzi w domu i kręci
młynka palcami, zastanawiając się, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam.
Zapytam, jak się ma i czy chce się ze mną spotkać w tym tygodniu.
Po dziesięciu godzinach pełnego napięcia oczekiwania, wreszcie
doczekałam się odpowiedzi. Napisał, że chętnie się ze mną zobaczy w
weekend, ale da jeszcze znać kiedy dokładnie, i że ma się dobrze. A jak
się mam ja? Czytając te słowa, uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
Wcale mnie nie wystawił, po prostu był zajęty. Nadal chce się ze mną
spotykać. Postanowiłam na razie nie odpisywać, żeby nie burzyć
spokoju i zadowolenia, które mnie ogarnęły. Wiedziałam, że w chwili
gdy napiszę, wszystko się zmieni i znów będę siedziała jak na
szpilkach, czekając na jego odpowiedz. Jeśli chciałam skończyć pracę
dyplomową (trzeba ją było oddać do końca tygodnia), musiałam się jak
najbardziej wyciszyć. Zamknęłam telefon w szufladzie, po czym, z
długopisem w ręce, przystąpiłam do ostatniego etapu roboty:
zredagowania swoich wypocin.
W połowie wyjątkowo nudnego akapitu dotyczącego metaforyki
wszystko wzięło w łeb. Uznałam, że koniecznie muszę zobaczyć się z
Larą. Nie mogłam znieść tego, że nic nie wie o najważniejszym
wydarzeniu mojego życia. Wprawdzie nie przeszła mi jeszcze złość na
nią, jednak musiała się dowiedzieć, że nie jestem już dziewicą. I że
moja dokumentacja medyczna kłamie.
Koniecznie trzeba jej o tym powiedzieć. To niedorzeczne. Jedna z
nas musiała zrobić pierwszy krok i zasypać przepaść, która pojawiła się
między nami. W sumie mogę ją przeprosić, co mi tam. Przekroczę
Rubikon niczym Aleksander Wielki czy kto to tam zrobił. Będę jak
grecki bohater. Zaczęłam zbierać papiery, kiedy nagle przypomniałam
sobie, że pracę należy oddać już w piątek. Musiałam skończyć ją
redagować, zrobić bibliografię, ponownie wydrukować, a potem
jeszcze dać do oprawy. Westchnęłam przeciągle. Mój Rubikon musi
poczekać.
Rozdział 27
Kolejne dni upłynęły mi raczej ponuro. Odpisałam Jackowi,
narzekając na swoją pracę dyplomową, ale on zareagował swoim
zwykłym: Super, powodzenia, całuję . Nie zachęcało to do
kontynuowania rozmowy. Z każdym dniem, który mijał, moje
rozczarowanie stawało się coraz większe. Czułam się jak kokainistka
pozbawiona dostępu do koki.
Przez cały poprzedni weekend towarzyszyła mi euforia. Potem
jednak dopadła mnie szara rzeczywistość uniwerku. Na dodatek moja
najlepsza przyjaciółka się nie odzywała, inna przyjaciółka szlajała się
gdzieś z cudownym facetem i wreszcie, co najważniejsze, mój niby-
chłopak nie zachowywał się tak, jak bym tego oczekiwała po moim
chłopaku. Wszystko było do dupy.
Straciłam dziewictwo. Powinnam być szczęśliwa. Więc dlaczego
nie byłam?
No dobra, wiedziałam dlaczego.
Dlatego, że Lara i ja nie odzywałyśmy się do siebie. Bo zdarzył
się Sergio. Bo Jack do mnie nie esemesował. Nie mogę powiedzieć, że
[ Pobierz całość w formacie PDF ]