
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Clark Catherine Kto na Ĺawce WyciÄ Ĺ Serce... PamiÄtny dzieĹ
- Ann Charlton MÄ Ĺź pani dyrektor
- Hastings Brooke PuśÂapka
- Lois Mcmaster Bujold Chalion 1 The Curse Of Chalion
- Diana Palmer Her Kind of Hero
- E book Alojzy Feliński Barbara Radziwiłłówna
- Susan Squires Burning
- J. C. Owens Wings 1 Wings
- Crown CT400B pwramp
- Beckett Chris Ciemny Eden
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
gospodarzem. Powinieneś wiedzieć, kogo tu trzymasz.
- Ciebie, i jak mi Bóg miły, wcale tego nie chcę.
Nie wydawał się bardzo przejęty mówiąc te słowa.
Tony powiedział tylko: - Kuzynie, sądziłem, że wybaczysz mi tego ranka. Wziąłeś
wreszcie Alex jak przystało na męża, i sądząc po waszym wyglądzie chyba było...
-Tony!
-Masz rację, Alex, nie będę nic mówił. Douglasie, w piątek zamierzam zabrać
Melisandę na Truskawkowe Wzgórze. Odpowiada ci to?
-Jeszcze trzy dni tu zostaniesz!
-On i moja siostra - stwierdziła Alexandra. - Powinieneś być zadowolony. Jeszcze trzy
dni będziesz mógł na nią patrzeć i wzdychać.
-Dobrze by było, gdyby szanowna pani nauczyła się trzymać języczek za zębami.
-Alex, Douglas nigdy nie wzdycha do kobiet. Jest na to za dumny.
-Dzień dobry, dzień dobry. Alex, jesteś taka blada. yle spałaś? Douglas znowu ci
dokucza? Dzień dobry panom!
Alexandra spojrzała na swoją pełną werwy szwagiereczkę i westchnęła. - Witaj,
Sinjun.
-Dzień dobry, smyku! - zawołał Tony. Douglas mruknął coś do siostry.
-Twoja matka jest już w jadalni? - zapytała Alexandra.
- O nie, na nią o wiele za wcześnie. Wstaje dopiero koło południa. Alexandra, nie
masz się czego bać. Jest tam tylko ciotka Mildred, a ona dużo je i dlatego mało mówi.
Okropne, prawda? I w dodatku jest taka chuda.
Alexandra westchnęła kolejny raz.
-Matka rano bywa kwaśna jak cytryna. Ciotka przypomina raczej śliwkę. Chociaż
trudno sobie wyobrazić śliwkę, która dużo je - zauważyła Sinjun.
-Sinjun, wiesz, że jesteś okropna?
-Braciszku, wstałeś dziś lewą nogą? Tony znowu z czymś wyskoczył? Nie zwracaj na
niego uwagi. Tak się cieszę, że jesteś już w domu i że ożeniłeś się z Alex. Pojezdzimy
sobie konno po śniadaniu?
-Czemu nie? - powiedziała Alexandra. - Najlepiej najkrótszą drogą do Londynu.
Ciocia Mildred rzeczywiście już urzędowała w jadalni, zajadając dwie bułeczki naraz,
jedną z miodem, a drugą z dżemem. Spojrzała na Alexandre spod oka, ale nic nie
powiedziała.
Alexandra czuła, że Douglas chwyta ją za łokieć. Spojrzała na niego.
- Czas żebyś usiadła na swoim miejscu.
Aż zadrżała. - Nie, to nie jest konieczne i...
-I nic. Bądz cicho i rób co ci każę. To będzie dla ciebie nowe doświadczenie. Siadaj.
-Bardzo ładnie wyglądasz na tym krześle - zauważyła Sinjun. - Matka będzie się
złościć, ale tak musi być. %7łona Douglasa musi być tu panią. Douglas zawsze
powtarza, że Sherbrooke'owie powinni robić, co do nich należy i być odpowiedzialni.
- Szkoda że mój kuzyn o tym nie pamiętał, podły drań.
Ciotka Mildred odezwała się do nikogo w szczególności.
- Jest za mała do tego krzesła.
Douglas uśmiechnął się do żony. - Chcesz poduszkę?
- Ciociu, to krzesło jest jak w sam raz dla Alex. Mama była do niego trochę za duża.
Alex trzeba będzie dać poduszkę w dużej jadalni - stwierdziła Sinjun.
Tony przyznał jej rację.
-Anthony, nikt cię nie pyta o zdanie - oświadczyła ciotka. - Zachowujesz się poniżej
krytyki. %7łeby ożenić się z dwiema pannami i dać nie tę co trzeba Douglasowi!
-Bułeczki są przepyszne - powiedziała Sinjun, podsuwając je ciotce.
-Cioteczko, tylko proszę nie mówić tego mojej żonie. Ona żyje po to, żeby oddychać
powietrzem, którym ja oddycham, tęskni, jeżeli opuszczę ją nawet na kilka chwil...
-Douglas, chyba powinieneś kupić dziś Alexandre konia - stwierdziła Sinjun,
machając bułeczką w stronę Tony'ego. - Nie zabijaj go przy śniadaniu. Widziałam
Toma O Malleya i powiedział mi, jak troskliwie opiekowałeś się Alex podczas jej
choroby i że następnego dnia wysłałeś mu nowe łóżko. Powiedział, że czuje się w nim
jak w niebie, i że to pierwsze łóżko w jego życiu dłuższe od niego. O, jest Hollis. Jego
lordowska mość potrzebuje kawy.
-Rzeczywiście, widzę, że potrzebuje - zgodził się Hollis i nalał kawy z delikatnego
srebrnego dzbanuszka.
- Czy jej lordowska mość również napiłaby się kawy?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]