
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- James Axler Deathlands 037 Demons of Eden
- Eden Cole The Shifter's Mate (pdf)
- Edgar Rice Burroughs Ksiezniczka Marsa
- James Axler Outlander 02 Destiny Run
- Clarke Arthur C. Odyseja kosmiczna 2010
- 16. McBr
- Morgan Sarah Tajemniczy list
- Podrć™cznik j
- Carol Higgins Clark Quattro Diamanti Per Un Delitto
- dav
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dwanaście metrów dalej.
Wpatrywała się w kolejną linijkę na korze, usiłując sobie przypomnieć, co dalej.
- Każda z grup - podjęła - może łowić na Wielkostawie w czasie swojego normalnego
wstania, ale tylko jedną łodzią i jedną siecią na raz. I żadna sieć używana na Wielkostawie nie
może mieć więcej niż cztery metry długości. A to po to, żeby nie wyłowić zbyt dużo ryb.
Paru członków Rodziny, którzy lubili uważać się za rybaków, zaczęło gderać. (Durne
bałwany. Woleliby wyłowić wszystkie ryby, żeby potem już ich nie było?). Caroline znowu
zerknęła w notatki.
- Młodomatki - powiedziała - będą musiały zbierać i polować tak samo jak wszyscy, odkąd
ich dzieci skończą trzy okresy. Krzywostopy i starsi zajmą się maluchami.
Młodomatki i krzywostopy zaczęli gderać, ale Caroline szła dalej.
Ja czekałam. Właściwie niczego wielkiego się nie spodziewałam, ale zastanawiałam się, czy
będzie choćby najmniejsza wskazówka, że zastanawiali się nad pomysłem Johna, żeby Rodzina
rozeszła się szerzej i nie tkwiła wiecznie przy Kamiennym Kręgu. Ale nie, nic takiego. Kiedy
omówili wszystkie decyzje, Caroline powiedziała tak:
- Zajmowaliśmy się tylko tym, co zgłoszone do Rządku. Nie zajmowaliśmy się w ogóle
sprawami, które nie zostały nam właściwie zgłoszone. I wszyscy zgodziliśmy się, że Rodzina
musi zostać razem, tutaj, koło siebie, wokół tych kamieni, które oznaczają miejsce, gdzie z
Gwiezdnego Wiru przylecieli Tom my, Angela i Trzej Towarzysze, i skÄ…d Trzej Towarzysze
wylecieli z powrotem na Ziemię. Nie wolno rozbijać Rodziny. Musimy pozostać razem i zostać
w miejscu, do którego przylecą nas szukać nasze siostry i bracia z Ziemi. Wiemy bowiem, że
któregoś dnia się tu zjawią. Musimy razem pracować i żyć w pokoju, żeby być godnymi zabrania
z powrotem do naszego prawdziwego domu, choć tyle zapomnieliśmy i tak daleko jesteśmy od
czasów naszej świetności.
Spojrzała w stronę grupy Czerwoniuchów. Przepatrywała twarze, aż dostrzegła Johna.
Spojrzała wprost na niego.
- Mam nadzieję, że zrozumiano - powiedziała. - Taka jest decyzja Rady i moja, i musi być
przyjęta przez całą Rodzinę. A to oznacza wszystkich, ale to wszystkich.
Widziałam, jak John patrzy na Bellę Czerwoniuch, która jednak wbiła wzrok w ziemię, jakby
działo się tam coś naprawdę ciekawego.
Widziałam, że John jest zły zły. Widziałam, że walczy sam ze sobą. Caroline rozejrzała się po
wszystkich, czekając, aż jej słowa dotrą do każdego.
- I na tym się kończy... - zaczęła.
Wtedy jednak John pękł. Całkiem jak sok tryskający z naciętego drzewa.
- Pomyśl nad rym, Caroline! - zawołał. - Zastanów się. Do tego nie trzeba być Einsteinem.
Cała Polana stęknęła. No nie, znowu. Znowu ten niegrzeczny obrostek. Paskudny David
Czerwoni uch już zaczął się przepychać do Johna przez swoją grupę.
- Skoro kiedyś było nas dwoje, a teraz jest pięćset trzydzieści dwoje - ciągnął John - to ilu
ludzi będzie w Rodzinie za kolejne...
Pac! David walnął go swoim wielkim, twardym łapskiem w tył głowy.
- Zostaw go! - wrzasnęłam.
- Zostaw go, David! - usłyszałam, jak krzyczy wierny Gerry, jak popycha i szturcha
Davida.
Lecz David odgonił go jak mrówkę, chwycił Johna za włosy i stanął niewzruszony jak
drzewo.
Tymczasem zareagowali ludzie w całym Kręgu, każdy na swój sposób. Jedni się śmiali, inni
sapali, paru kibicowało Johnowi, a wielu wielu krzyczało z oburzenia, nie na to, co zrobił David,
ale na Johna, że robi zamieszanie.
Widziałam, że David pochyla się i syczy coś ostrzegawczo, a potem łapie Johna mocniej,
unosząc go trochę, tak żeby wisiał na własnych włosach.
- I to jest koniec Rządku - oświadczyła Caroline, z tym szczególnym, kamiennym uporem,
który tak świetnie jej wychodził, całkiem jakby w ogóle nic się nie stało, i po prostu ciągnęła
dalej to, co miała do powiedzenia. - Teraz czas odczytać Prawa, które Harry, nasz drugi ojciec, i
jego trzy siostry, wypisali na tych drzewach wokół Okrągłej Polany.
Sekret Tarka podała jej parę kawałków kory z przepisanymi na nie Prawami, a potem
przeszła na skraj polany, pomiędzy Londynami, tak że kiedy Caroline obchodziła w środku Krąg,
ona mogła podchodzić do kolejnych drzew i wskazywać napisy, podczas gdy Caroline
odczytywała ich treść z kory.
- Nie wolno zabijać niczego, z wyjątkiem zwierząt na jedzenie i zwierząt, które są
niebezpieczne - przeczytała Caroline. - Nie wolno robić niczego, co zaszkodzi Rodzinie .
Przerwała i spojrzała wokoło.
- To znaczy, że nie wolno robić niczego, co podzieli Rodzinę - powiedziała.
- Nie wolno się ślizgać z dzieckiem ani kimś, kto nie chce - ciągnęła - a dorosłym
mężczyznom nie wolno się ślizgać z młodymi dziewczynami .
- Nie wolno kraść .
- Trzeba przychodzić na każdą Rocznicę i Specjał .
- Trzeba szanować Starszych .
- A to - powiedziała Caroline, patrząc po nas spod zmarszczonych brwi - oznacza nie tylko
najstarszych, ale i starostów grup, i Głowę Rodziny i wszystkich, ale to wszystkich dorosłych.
Przez chwilę patrzyła w stronę Johna, a potem czytała dalej:
- Trzeba się opiekować krzywostopami .
- Nie wolno brudzić strumieni i stawów .
- Trzeba czekać na powrót Ziemi i zachowywać ziemskie zwyczaje, tak aby Ziemia zabrała
was z powrotem do domu .
John miał rację, pomyślałam. Naprawdę. Oczywiście, że chcemy wrócić na Ziemię, ale czy
naprawdę będziemy w stanie wiecznie czekać na ich przylot w tym samym miejscu?
I czy to faktycznie był ziemski zwyczaj, czekać w jednym miejscu i się nie ruszać? W końcu
to oni zbudowali łódz, co potrafiła podróżować między gwiazdami.
13. John Czerwoniuch
- Mam cię na oku, John, więc nic nie gadaj - warknął David, pchając mnie znienacka
naprzód, także niemal się przewróciłem.
Chciałem rozetrzeć sobie tył głowy, w tym miejscu, gdzie ciągnął mnie za włosy, ale
oczywiście nie zrobiłem tego. Udawałem, że wcale mnie to nie boli. I na Gerry ego, który
niespokojnie zaglądał mi w twarz, też nie zwracałem uwagi. Na cycki Geli, nie ma mowy, żebym
się przyznał przy nim, czy przy Davidzie, czy przy kimkolwiek, że David sprawił mi ból albo
mnie uraził. Stałem prosto i patrzyłem, co dzieje się w Kręgu, jak gdyby nigdy nic. To była gra
Caroline i ja też w nią umiałem grać.
Pomocnice pomagały Mitchowi, Garbusowi i Geli wstać na ich słabe nogi. Dotarliśmy do
tego punktu Rocznicy zwanego Ziemskie Rzeczy, kiedy trzeba było słuchać, jak trójka ślepych
staruchów opowiada nam o rzeczach, których nigdy nie widzieli i nie rozumieli.
Zasuszony stary Mitch mówił o tym, że Ziemia kręciła i kręciła się w kółko jak bączek, tak
że połowa zawsze była oświetlona gwiazdą, a połowa ciemna, potem obwisła siwa Gela
opowiedziała, jak ludzie znajdowali tam w ziemi metal, z którego robiło się noże, które się nie
kruszą tak jak czarnoszkło.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]