
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Watt Evans, Lawrence Ethshar 09 Night of Madness
- Komuda Jacek Jurewicz Maciej 36 pić™ter w dóśÂ‚
- The Billionaire's Baby 4 New Beginnings Helen Cooper
- Boris Pahor Vila ob jezeru
- Fred Saberhagen Lost Swords 08 Shieldbreakers story
- Farmer, Philip Jose Riverworld 1 To your Scattered Bodies
- Conrad Joseph Freja z Siedmiu Wysp
- Colin Evans Great Feuds in History, Ten of the Liveliest Disputes Ever (2001)
- Cynthia Vespia [Demon Hunter 01] The Chosen One (pdf)
- D G Parker The Last Chance Ranch [Dreamspinner MM] (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Jutro umówiłam się na wieczór z Laurą - poinformowałam. - Jestem jej winna co najmniej kakao.
Wypytam ją trochę. Ale wydaje się dość skryta.
Marc prychnÄ…Å‚.
- Założę się.
Rozdział 30
Zatrzymałam się przed sypialnią Sinclaira. Słońce niedługo wstanie, a sama myśl o wydarzeniach tej
nocy (nie wspominając przeżycia ich) sprawiała, że czułam się zmęczona. Ale co teraz? Wyznałam
Sinclairowi prawdę... wyznałam sobie prawdę. Wiem, że odwzajemniał moje uczucia. Byliśmy
zaręczeni. Mieszkaliśmy razem. Wyglądało na to, że się kochamy. Mieliśmy dzielić sypialnię? Czy
zaczekać do nocy poślubnej?
Pomijając moje pożądanie do apetycznego, paskudnego Sinclaira, chciałam dzielić z nim łóżko.
Chciałam wynagrodzić mu to, że go wcześniej wykorzystałam, i chciałam słyszeć jego głęboki głos w
ciemności. I w swojej głowie.
Z drugiej strony po tym, co mu zrobiłam, jakie miałam prawo oczekiwać, że ot, tak podamy sobie ręce
na zgodę? Gdyby role były odwrócone, miałabym do niego pretensje co najmniej przez rok. Może
powinnam dać mu trochę czasu.
Z trzeciej strony, przyjechał do Scratch tak konkretnie. .. po co? Nieważne, i tak ocalił mi znowu tyłek.
Mozę to głupie dawać mu więcej swobody.
O rany, ale miałam mętlik w głowie. A niech to. Jutro będę się tym martwiła.
Odwróciłam się i poczłapałam do swojego pokoju. Jeden powód - no dobrze, kolejny powód - do
zmartwień. Zajmowałam główną sypialnię, która w domu takim jak ten naprawdę coś znaczyła. Po
ślubie Sinclair pewnie będzie chciał ją ze mną dzielić. To może być problem - był tak wybredny w
kwestii garniturów jak ja w kwestii butów. W moim sercu miałam miejsce dla Sinclaira, ale czy znajdę
je w swojej szafie?
Otworzyłam drzwi i wybałuszyłam oczy. Sinclair leżał w moim łóżku bez koszuli (co najmniej) z
kocem naciągniętym po pas, zaczytany w jakieś zakurzonej księdze. Oderwał od niej wzrok.
- O, jesteś już. Gotowa? Chwyciłam za klamkę. Tę u drzwi.
- Nie sądzisz, że to trochę bezczelne?
- Nie.
- Stałam pod twoimi drzwiami i postanowiłam dać ci więcej przestrzeni!
- Jak miło. A teraz się rozbieraj.
Prychnęłam rozdarta między irytacją, podnieceniem i zwykłym szczęściem. Prawda o Ericu
Sinclairze: do niezdecydowanych to on nie należał.
- Okej - zgodziłam się, zamykając drzwi. - Ale nie myśl, że tak łatwo będzie każdej nocy.
- Na to właśnie liczę. Wiesz, że jesteś jedyną kobietą, która mi odmówiła?
- Nic dziwnego, że byłeś taki upierdliwy.
- Tina miała taką samą teorię - przyznał w zamyśleniu. - Ale ją odrzuciłem.
Zdjęłam koszulkę przez głowę, wywierciłam się z dżinsów, zdjęłam stanik i majtki. Zepchnęłam z
drogi kilka śmierdzących książek i ignorując jego grymas, wsunęłam się pod kołdrę.
- Skarpetki z sushi? - spytał.
- Co ty masz do japońskiej kuchni? Nie podoba ci się piżama, nie podobają skarpety... - Podstępnie się
uśmiechnął. - Możliwe, że rujnują nastrój.
- Ej, zimno tu.
- Jeśli cię ogrzeję - zaproponował, przysuwając mnie do siebie - zdejmiesz je?
- Załatwione, załatwione - zgodziłam się i pocałowałam go w otwarte usta. Jego dłonie krążyły po
moich żebrach i wędrowały wyżej, co wcale mi nie przeszkadzało. Nieważne, co wydarzyło się
wcześniej - ta chwila była idealna.
Sięgnęłam w dół i poczułam go w dłoni, już twardego, i przez głowę przemknęła mi myśl: Jak
wampirom się to udaje? Po chwili zapomniałam o tym, gdy jego ręce oplotły moje pośladki i
przysunęły mnie bliżej, tak blisko, że między nami nie zmieściłaby się nawet folia śniadaniowa.
Przerwał i przycisnął usta do zagłębieniu w mojej szyi.
Och, Elizabeth, Elizabeth, nareszcie, nareszcie.
Niemal odetchnęłam z ulgą. Znowu słyszałam go w swojej głowie! Z całą pewnością nie byłam już
zła. Nie żebym jakoś specjalnie się tym przejmowała, ale przyznaję, że tęskniłam za tą formą
intymności.
- Kocham cię - powiedziałam.
Elizabeth, och moja Elizabeth. Jego uścisk zacieśnił się, a po dłuższej chwili wymamrotał przy mojej
szyi:
- Ja też cię kocham. Zawsze cię kochałem. Zawsze. Zawsze.
- Możesz mnie ugryzć, jeśli ch... - Jego zęby wbiły się we mnie, jego język mocno przycisnął się do
mojej łatani i razem zadrżeliśmy. Tylko gdy Erie mnie gryzł, czułam, że wszystko jest cudowne.
Tylko przy Ericu nie przeszkadzało mi, że nie żyję. Tak naprawdę bycie z Eri-kiem było całkowitym
przeciwieństwem bycia martwą.
- O Bosz... sudofnie.
Przestał pić, żeby się zaśmiać, a ja pochyliłam się w dół i połaskotałam go po genitaliach.
- Nie saczynaj, bo saśpiefam ci pssalm.
- Tylko nie to, najdroższa. Powinnaś częściej ćwiczyć, przyzwyczajać się do zapachu.
- Tylko z tobą lubię to robić - przyznałam, a on ugryzł mnie ponownie, po drugiej stronie.
A ja z tobą, moja słodka, jesteś jak wino, jesteś... wszystkim.
- Mmm... - Drżałam, jakbym miała gorączkę. Boże, tak bardzo go pragnęłam. - Wejdz we mnie. Tak
[ Pobierz całość w formacie PDF ]