
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Rice Darcy Milosc na Hawajach
- Rice Anne The Vampire Lestat [en]
- Sasson Jean Corki ksiezniczki Sultany
- Burroughs Edgar Rice Tarzan 09 Tarzan i zloty lew
- Burroughs Edgar Rice 3. Prawo dĹźungli
- Burroughs, Edgar Rice The Girl From Farris's
- Cartland Barbara Najpić™kniejsze miśÂ‚ośÂ›ci 160 Lucyfer i aniośÂ‚
- H. G. Wells The War of the Worlds
- Wróżki Wycinanki
- Beautiful Trouble Marteeka Karland Feels Like Home
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dziewczyna, spośród wszystkich zielonych Marsjan, z którymi się zetknąłem
okazywała mi sympatie, uprzejmość, a nawet pewne przywiązanie. Dbała o
zaspokajanie moich potrzeb cielesnych bardzo starannie, a jej troskliwa opieka
oszczędziła mi wielu cierpień.
Jak się miałem wkrótce przekonać marsjańskie noce są bardzo zimne, a
ponieważ prawie nie ma świtu ani zmierzchu, skoki temperatury są gwałtowne i
21
Edgar Rice Burroughs - Księżniczka Marsa
bardzo nieprzyjemne, podobnie jak szybkie przejścia od jasnego dnia do
ciemności. Noce są jasne i rozświetlone albo bardzo ciemne. Jeżeli na niebie nie
ma akurat żadnego z dwóch księżyców, cienka warstwa atmosfery nie rozprasza
światła gwiazd w wystarczającym stopniu i panują kompletne ciemności. I
przeciwnie jeśli oba księżyce wiszą na niebie powierzchnia planety jest
oświetlona bardzo jasno.
Oba księżyce Marsa są znacznie bliżej swej macierzystej planety niż nasz
Księżyc Ziemi bliższy z nich znajduje się w odległości około pięciu tysięcy
mil, natomiast dalszy w niewiele większej niż czternaście tysięcy, podczas gdy
nasz Księżyc oddziela od Ziemi prawie ćwierć miliona mil. Bliższy księżyc
obiega Marsa w nieco ponad siedem i pół godziny, wiec każdej nocy można go
widzieć dwu- lub trzy-krotnie, jak przemyka po niebie niczym ogromny meteor.
Dalszy księżyc zamyka swoją drogę wokół planety w trzydzieści godzin i
piętnaście minut i wraz ze swym bratnim satelitą powoduje, ze nocny krajobraz
Marsa odznacza się szczególnym pięknem. Dobrze się. stało, że natura
postanowiła tak intensywnie rozjaśniać mroki nocy, gdyż zieloni Marsjanie,
będący rasą koczowników o niezbyt wysoko rozwiniętym intelekcie, mają
bardzo skąpe i prymitywne sposoby sztucznego oświetlenia. Posługują się
przede wszystkim pochodniami, świecami i osobliwymi lampami naftowymi,
wytwarzającymi gaz i płonącymi bez knota, które dają wyjątkowo jasne, białe
światło. Jednak ze względu na to, że zdobycie nafty wiąże się. z pewnym
wysiłkiem przy jej wydobywaniu, a poza tym miejsca, w których ona występuje
są nieliczne i rozrzucone w dużej od siebie odległości, lampy te są rzadko
używane.
Gdy Solą poprawiła okrywające mnie futra, usnąłem znowu i obudziłem się
dopiero po nadejściu dnia. Pozostali mieszkańcy pokoju, pięć kobiet, jeszcze
spali, przykryci pstrymi stertami jedwabiu i futer. W poprzek progu leżała w tej
samej pozycji, w jakiej zostawiłem ją poprzedniego dnia, pilnująca mnie bestia-
wartownik. Najwyrazniej nie drgnęła nawet w ciągu ostatnich godzin i teraz
czujnie wlepiała we mnie ślepia. Zacząłem się zastanawiać, co by mnie spotkało
z jej strony, gdybym zdecydował się uciekać.
Zawsze miałem skłonności do poszukiwania przygód, do badania rzeczy,
które inni ludzie z ostrożnością obchodzili z daleka, doszedłem wiec do
wniosku, że najpewniejszym sposobem przekonania się o zamiarach bestii
wobec mnie będzie próba opuszczenia pokoju. Byłem pewien, że jeżeli uda mi
się wydostać na zewnątrz z łatwością jej ucieknę, posługując się moją
zdolnością do dalekich skoków. Co więcej, z niewielkiej długości jej nóg
wysnułem wniosek, że nie potrafi ona skakać, a prawdopodobnie także szybko
biegać. Powoli i ostrożnie podniosłem się na nogi i zobaczyłem, że mój strażnik
zrobił to samo. Zacząłem się przesuwać w jego kierunku, zauważając przy tym,
że jeżeli poruszam się nie odrywając stóp od ziemi, jestem w stanie utrzymać
równowagę. W miarę, jak się do niego zbliżałem strażnik cofał się ostrożnie do
tyłu, a gdy stanąłem w drzwiach, przepuścił mnie, odsuwając się na bok.
22
Edgar Rice Burroughs - Księżniczka Marsa
Wyszedłem na pustą ulice, a on poszedł za mną, około dziesięć kroków w tyle.
Jego zadanie miało polegać prawdopodobnie tylko na ochranianiu mnie,
jednak, gdy doszliśmy do skraju miasta, zagrodził mi nagle drogę, wydając
dziwne dzwięki i odsłaniając brzydkie, ostre kły. Postanowiłem zabawić się
nieco jego kosztem. Ruszyłem naprzód i gdy byłem tuż przed nim,
wyskoczyłem w powietrze, lądując daleko za jego plecami i poza obrębem
miasta. Odwrócił się błyskawicznie i runął ku mnie z najbardziej zatrważającą
szybkością, jaką kiedykolwiek widziałem. Myślałem, że jego krótkie nogi
uniemożliwiają mu szybkie poruszanie się, ale gdyby uczestniczył w zawodach
z chartami, te ostatnie w porównaniu z nim zdawałyby się stać w miejscu. Jak
się pózniej dowiedziałem, to zwierzę należało do najszybszych stworzeń na
Marsie i dzięki swojej inteligencji, wierności i drapieżności było używane w
wojnach, na polowaniach i jako obrońca swoich panów, Marsjan.
Zorientowałem się szybko, że nie uda mi się uciec, jeżeli będę skakał
wprost przed siebie, wiec, gdy pędzący ku mnie stwór był już bardzo blisko,
skoczyłem z powrotem. Ten manewr dał mi pewną przewagę i udało mi się
osiągnąć miasto chwile wcześniej niż jemu i wskoczyć na jedno z okien
budynku około trzydziestostopowej wysokości, stojącego frontem do doliny.
Usiadłem na parapecie, nie zaglądając do wewnątrz i patrzyłem w dół na
zawiedzione zwierze. Jednak moja radość trwała dość krótko, gdyż w chwile po
tym, jak się wygodnie usadowiłem ogromna ręka schwyciła mnie z tyłu za kark i
gwałtownie wciągnęła do pokoju. Zostałem rzucony na podłogę i zobaczyłem
nad sobą ogromne, podobne do małpy stworzenie, białe i bezwłose z wyjątkiem
porastającej łeb kępy najeżonej sierści.
Walka, w której zdobyłem przyjaciół
Istota, bardziej przypominająca ludzi z Ziemi niż tych Marsjan, których
widziałem, przygniatała mnie do podłogi ogromną stopą, jednocześnie bełkocąc
i gestykulując do czegoś, co się znajdowało poza zasięgiem mego wzroku. To
drugie stworzenie, samica, wkrótce podeszło do nas, trzymając w łapie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]