
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Susan Amarillas ĹNIEĹťNY ANIOĹ
- Hastings Brooke PuĹapka
- NajpiÄkniejsze opowieĹci 16 MaĹĹźeĹstwo na niby Sandemo Margit
- NajpiÄkniejsze opowieĹci 03 Irlandzki romans Sandemo Margit
- Margit Sandemo Cykl OpowieĹci (10) Gdzie jest Turbinella
- Sandemo_Margit_ _Saga_o_Czarnoksiezniku_Tom_4
- Sandemo Margit Irlandzki romans
- Margit Sandemo Tajemnica WĹadcy Lasu
- Kendrick Sharon Córki Oscara Balfoura 02 Niezapomniany rejs
- Childe 03 śąośÂnierzu nie pytaj
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nawet Jarl Fretne zaczął się wystrzegać samotności i garnął się do ludzi, chociaż nie
uczestniczył w rozmowach.
Rikard opadł na krzesło.
- Nie wiem, co było przyczyną zgonu - rzekł znużonym głosem. - %7ładnych zewnętrznych
obrażeń, a odmrożenia nie mogły spowodować śmierci, w każdym razie nie tak nagłej.
Trine, czy miał słabe serce?
- Nie wiem - odparła zapłakana. - Nigdy nie chciał iść do doktora. Zawsze mówił, że jest
silny jak koń, a wizyty u lekarza są dobre dla rozkapryszonych bab.
- No, tak - mruknął Rikard. - Ilu z podobnym nastawieniem zmarło na zawał serca?
- Wyglądał na przestraszonego - stwierdził Ivar trochę drżącym głosem. - Jakby doznał
wstrząsu nerwowego.
- To nic nie znaczy - uciął stanowczo Rikard, żeby zapobiec panice. - Atak serca może
być dla pacjenta strasznym przeżyciem.
- Ale miał taką czerwoną twarz. Chyba nie został uduszony?
- Tego nie mogę stwierdzić - odparł Rikard. - Nie jestem lekarzem, a poza tym czym
miałby się udusić?
- Jakieś obrażenia wewnętrzne? - podsunął Ivar.
Rikard wzruszył ramionami.
- Może to rozstrzygnąć jedynie lekarz. Kiedy się to mogło stać?
Trine odpowiedziała po namyśle:
- Spał, kiedy zaczęłyśmy przygotowywać obiad, ale to było dawno temu. Potem
zaglądałam do niego jeszcze tylko raz, bo nie chciałam mu przeszkadzać.
- Czy pózniej nikt go już nie widział?
65
Zaprzeczyli, kręcąc głowami. Louise większość czasu spędziła w kuchni z Trine, Jarl
Fretne spał w swoim pokoju, Rikard był u Jennifer, a Ivar kręcił się po hotelu, bawiąc się
w majstra-klepkę - przynosił drewno do kominka i naprawiał drobne usterki.
Rikard zagryzł wargę, a potem, patrząc na Trine, zaczął mówić, starając się, by jego
słowa brzmiały przekonująco:
- Wiesz, Trine, myślę, że lepiej się stało. Uważam, że żaden lekarz na świecie nie
zdołałby mu uratować rąk przed amputacją. Miał też poważne odmrożenia stóp i twarzy.
Jennifer dodała w duchu: A jego dusza była amputowana już dawno temu. Zgadzam się
z każdym słowem Rikarda, że dla ciebie, kobieto, najlepiej się stało!
Trine otarła oczy.
- Co teraz zrobimy? - zapytała zapłakana. - Nie mogę przecież...
- Przeniesiemy go do pomieszczenia na sprzęt narciarski - pospieszył z odpowiedzią
Rikard. - A przed nadejściem wieczoru przyjedzie pewnie odśnieżarka, żeby nas uwolnić.
Zamilkł. Wszyscy pomyśleli o tym samym. Zwiatło paliło się od dawna. Wieczór już
dawno nadszedł.
- Chyba wiem, co go zabiło - odezwała się nagle Trine.
Spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- To wina tego domu - zaczęła impulsywnie, a oczy zapłonęły jej niezdrowym blaskiem -
Tego przeklętego domu! Sam Brre też mówił: Jest tu ktoś jeszcze. Był tutaj cały czas.
- Głupstwa - skomentował Jarl Fretne. Były to właściwie jego pierwsze słowa, odkąd
przybyli do Trollstlen.
- Czy tego samego nie mówił pierwszego wieczoru Svein? A pomyślcie o wannie, która
sama zeszła ze schodów. Brre też coś zauważył. I ja też!
- Ty? - zdziwił się Ivar. - A kiedy?
Trine znowu zaczęła szlochać. Nie należała do kobiet, którym było do twarzy z łzami.
- Kiedy leżałam w tym zaśnieżonym dole na tyłach domu, nie miałam odwagi spojrzeć na
budynek, bo czułam na sobie czyjeś spojrzenie, ale kątem oka udało mi się dostrzec, że
w oknie na pierwszym piętrze coś się poruszyło.
- Jesteś pewna? - zapytał ostro Rikard.
66
- Nie - zaprzeczyła już spokojniej. - Jak mówiłam, nie odważyłam się rozejrzeć, ale byłam
przekonana, że ktoś tam był. Czułam to.
Podczas gdy pozostali siedzieli pogrążeni w milczeniu, Trine wybuchnęła znowu:
- Chcę do domu! Nie chcę tu dłużej zostać!
- Chyba nikt z nas tego nie chce - odparł Rikard. - Rano dokładnie przeczeszemy całą
górę, żeby cię uspokoić.
- Ale chyba nikt oprócz nas tu nie mieszka - upewniała się Jennifer, spoglądając
bezwiednie w stronę holu. - Hotel był przecież zamknięty na klucz, nie oświetlony i zimny,
kiedy dotarliśmy.
- Nie chodzi mi o żadne żywe istoty - zaprzeczyła zdecydowanie Trine.
- No wiesz co! - mruknęła Louise Borgum.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]