
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 03 The Dragon on the Border (v1.3)
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Holly Lisle World Gates 03 Gods Old And Dark
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Hill_Livingston_Grace_ _Bliżej_serca_03_ _Szkarłatne_róże
- Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes 03 Pies Baskerville'Ä‚Å‚w
- Asprin, Robert Thieves World 03 Shadows of Sanctuary
- Alan Dean Foster Catechist 03 A Triumph Of Souls
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Dlatego, \e w tamtych czasach \elazo było czymś niebywale pięknym - wyjaśnił
Jørgen. - PiÄ™kniejszym ni\ zÅ‚oto, bo byÅ‚o nowe.
Tone westchnęła.
- W takim razie proponuję, \ebyśmy tę przeklętą koronę zostawili w spokoju do jutra.
Teraz jestem ju\ bardzo zmęczona!
Annika i Martin poszli w stronÄ™ domu trochÄ™ przed wszystkimi, bo on nadal
dotrzymywał obietnicy, \e będzie jej pomagał. Czuła dzisiaj, \e za bardzo zmęczyła tę swoją
chorą nogę, ale poprawa była 'widoczna.
Szli w milczeniu. Panował między nimi jakiś wrogi, naznaczony zaciętością nastrój,
byli sobÄ… nawzajem rozczarowani, ka\de z innego powodu.
Przed drzwiami Annika przystanęła.
- Zdejmę tutaj buty. Są okropnie ubłocone.
Martin poszedł za jej przykładem. Chocia\ nie chciał, musiał podziwiać jej lekkie,
pełne gracji ruchy, wdzięk, z jakim pochylała głowę, jej delikatny uśmiech.
Nie ma się czym zachwycać, naprawdę, pomyślał ze złością. Niech ją sobie Ron
bierze.
Bezszelestnie weszli do środka i ruszyli schodami na górę.
Przed drzwiami do pokoju Anniki zatrzymali siÄ™ i spoglÄ…dali na siebie z
niedowierzaniem. Martin ścisnął łokieć dziewczyny.
Z pokoju docierał do nich jakiś dzwięk, stłumiony, ukradkowy.
Martin gwałtownym szarpnięciem otworzył drzwi.
Zobaczyli Lisbeth siedzÄ…cÄ… w kucki nad rozbebeszonÄ… torbÄ… Anniki Na ich widok
pospiesznie wepchnęła do torby plik kartek i zerwała się na równe nogi.
- O, nareszcie wróciliście! - roześmiała się dzwięcznie. - Annika, masz mo\e tabletki
od bólu głowy? Elmer dostał okropnej migreny, a was nie było, więc...
Elmer? Ach, tak, to przecie\ imię Parkinsona. Annika nigdy się nie zastanawiała, czy
on w ogóle jakieś imię ma.
- Wynoś się stąd! - warknął Martin z wściekłością. - Jazda! I zbierajcie się do
wyjazdu! śebym was tu jutro nie widział!
Lisbeth próbowała walczyć sprawdzoną bronią.
- O co ci chodzi? Czy wcią\ jeszcze nie pogodziłeś się z tym, \e zaręczyłam się z
Parkinsonem?
Aha, więc jednak! Teraz wszystko wyszło na jaw! Więc jednak coś było między
Lisbeth i Martinem. No, oczywiście, nale\ało się tego spodziewać!
Martin jednak zachował zimną krew.
- Spróbujmy na tę sprawę spojrzeć tak\e z innej strony - powiedział złośliwie. - Mo\e
przypomnimy sobie tę historię z akademika. Kto to był taki pijany, \e nie mógł się utrzymać
na nogach i jedyne, czego chciał, to wejść do mojego łó\ka? I kto to musiał wyrzucać tę
panienkę, a jeszcze na dodatek po niej sprzątać, bo się biedactwo rozchorowało na \ołądek? I
wtedy ja skończyłem ze wszystkim!
Lisbeth zagryzła wargi.
- To nieprawda! - krzyknęła.
- Och, ty mo\esz niczego nie pamiętać. Ale moi koledzy pamiętają bardzo dobrze. No,
to jak? Wyniesiecie siÄ™ jutro?
Było to mo\e niezbyt eleganckie, ale bardzo skuteczne posunięcie ze strony Martina.
Lisbeth bez słowa wypadła za drzwi.
Tymczasem pojawili siÄ™ Tone i Jørgen; sÅ‚yszeli prawie caÅ‚Ä… rozmowÄ™.
- Ile ona widziaÅ‚a? - zapytaÅ‚ Jørgen.
Annika przejrzała uwa\nie notatki.
- Nie wiem, ile zdą\yła przeczytać. Zdjęcie kamienia z muzeum jest w ka\dym razie
na miejscu. I tekst do niego tak\e.
- DziÄ™ki Bogu i za to - westchnÄ…Å‚ Jørgen.
- Nasze pierwsze nieporadne próby, nieudane rozwiązania te\ są, chocia\ akurat to
mogła sobie wziąć. O, tutaj widać wyraznie, \e połączyliśmy obie inskrypcje... a na następnej
kartce... aha, tu mamy ju\ rozszyfrowany tekst: VERONINOS MAQ - QOS CATUVELLANI
- RONNOGABA..
- Ona by nigdy w \yciu tego wszystkiego nie spamiętała na tyle, \eby to jakoś
sensownie powtórzyć Parkinsonowi - powiedział Martin z nadzieją w głosie, ale zaraz umilkł,
bo na następnej kartce znajdowało się tłumaczenie całości, wyrazne i czytelne.
Jørgen wymamrotaÅ‚ coÅ›, czego w \adnym razie z jego ust nie powinni nigdy sÅ‚yszeć
jego czcigodni rodzice.
- No, a tutaj mamy nowy tekst - wyliczała dalej Annika.
- Nie! - krzyknÄ…Å‚ Martin zrozpaczony.
- Ale tylko po galijsku - uspokoiła go Annika. - I tylko kawałek. Nie sądzę, \eby ona
coś z tego wywnioskowała. Poza tym nic ju\ więcej nie było.
- Nie, jeśli Lisbeth nie zdą\yła niczego odpisać, to nie wierzę, by udało jej się
zapamiętać takie trudne słowa, jak Ro - fulgsam i ncoroin - powiedział Martin.
- Tylko teraz powinniście być przygotowani na to, \e Parkinson będzie robił to samo
co my - ostrzegÅ‚ Jørgen. - Jutro na pewno przeszuka zagajnik.
- Jutro to oni wyjadą - uciął Martin. - Nawet gdybym miał ich na własnych plecach
przenieść przez góry! A ty, Annika, powinnaś lepiej chować papiery!
- Zamknęłam drzwi na klucz, widocznie jeden klucz pasuje do kilku zamków.
- Parkinson jest zdeterminowany - wyjaÅ›niÅ‚ Jørgen. - W przyszÅ‚ym tygodniu ma
zapaść decyzja, kto zostanie profesorem i zajmie wolne miejsce. A ostatnie, co w tej sprawie
słyszałem, to była informacja, \e szanse naszego drogiego Elmera nie są specjalnie wielkie.
Musiałby wystąpić z czymś absolutnie wyjątkowym, jeśli w ogóle ma być brany pod uwagę.
On zaś nie chce czekać do czasu, gdy zwolni się kolejne stanowisko profesorskie, bo nie
wiadomo, kiedy to mo\e nastąpić, a w ka\dym razie ju\ by nie był najmłodszym profesorem
w kraju. A właśnie tę myśl wbił sobie do głowy, jest nią dosłownie opętany.
- On mi wygląda na takiego typa, co to ulega opętaniu - rzekła Tone rozsądnie. -
Musimy go stąd wyprawić za wszelką cenę.
- Owszem - potwierdził Martin. - Za wszelką cenę. Poza tym jest jeszcze jeden powód,
dla którego musimy to zrobić. Mianowicie Ron.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zdziwiła się Annika.
Oczy Martina pociemniały.
- Ron ich nie cierpi. Jeśli zobaczy, \e na przykład znalezli koronę, mo\e się posunąć
[ Pobierz całość w formacie PDF ]