
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 03 The Dragon on the Border (v1.3)
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- Holly Lisle World Gates 03 Gods Old And Dark
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Hill_Livingston_Grace_ _Bliżej_serca_03_ _Szkarłatne_róże
- Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes 03 Pies Baskerville'Ä‚Å‚w
- Asprin, Robert Thieves World 03 Shadows of Sanctuary
- Alan Dean Foster Catechist 03 A Triumph Of Souls
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- Najpiękniejsze opowieści 03 Irlandzki romans Sandemo Margit
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Tak, jak mój pan ciemiężyciel nie widzi. O, zapomniałabym,
na imię mi Marta. - Wsadziła rękę do kieszeni dżinsów i wyjęła
kompletnie zgniecioną paczkę papierosów. - Zapalisz?
Sebastian zabrał papierosy i ponaglił, żeby obie weszły do domu.
- Ho, ho - mruknął. - Kto by się spodziewał, że wy dwie się
dogadacie?
- On nie przepada za tatuażami - szepnęła Jessa Marcie. -
Powinnaś zobaczyć jego twarz, kiedy pierwszy raz zobaczył u mnie
kolczyk w brwi. Myślałam, że będę musiała mu zrobić sztuczne
oddychanie... Przywiozłam pizzę i napoje, bo wiedziałam, że nie
zdążę na kolację. Gdyby któreś z was było głodne, to zapraszam.
- Masz piwo? - spytała prędko Marta.
- Nie, przykro mi. Tylko napój gazowany. Ale piłam w twoim
wieku.
Sebastian głośno przełknął ślinę.
- Słyszałeś, Sebastian? Nie każdy jest taki sztywniak jak ty. On
w każdym głupstwie widzi zagrożenie.
48
RS
- Naprawdę? Hm... Byłam sama, kiedy miałam szesnaście lat.
Nikt mi nie mówił, co mam robić, gdzie mam iść, co powinnam jeść i
pić, i w ogóle.
- Bujasz, no nie? To musiało być super! Uciekłaś, czy jak?
- Nie - powiedziała Jessa. - Moja matka ode mnie uciekła.
Zostawiła mi w lodówce trochę piwa, pół kromki chleba, i ani jednego
centa, żadnych środków do życia, kompletnie nic. Ale byłam wolna. I
nikt nie próbował mi mówić, co mam robić. Robiłam tylko to, co mi
się podobało.
Marta miała ochotę coś powiedzieć, ale w końcu się nie
odezwała. Przez godzinę nie odstępowała Jessy na krok. Pochłonęła
cztery porcje pizzy, wypiła dwa napoje jeden za drugim, bez przerwy
obracała językiem i obiegła cały dom. W końcu usadowiła się w
salonie przed telewizorem, krzywiąc się, że to prehistoryczny grat.
Sebastian przywołał Jessę do frontowego holu. Nie chciał
spuścić Marty z oka, a tutaj byli choć trochę odosobnieni. Jessa
usiadła na stopniu schodów, Sebastian przykucnął poniżej - mógł
stamtąd widzieć swoją podopieczną.
- JakoÅ› siÄ™ z niÄ… porozumiewasz - szepnÄ…Å‚ z niedowierzaniem.
- Tego bym nie powiedziała. Ona jest słodka jak ocet siedmiu
złodziei. Czy czasem mówi komuś coś miłego?
- Niedługo ją znam - ale nie, jeszcze nie słyszałem od niej
dobrego słowa.
- Akurat dziś musisz się nią zajmować? Dlaczego?
49
RS
- Jest okres świąteczny i zawsze trafiają się tacy rodzice, którzy
w tym czasie nie chcę zabierać dzieci do domu, więc muszą tkwić w
szkole. Marta nie jest moją podopieczną, ale Jim i Marły -
małżeństwo, które prowadzi szkołę - wzięli sobie tydzień wolnego, bo
chcieli odwiedzić rodzinę, tak że dziś przypadła mi rola piastunki.
- Lubisz Martę? - Trudno było w to uwierzyć, ale Jessa widziała,
jak dbał o tę diablicę. Nawet kiedy ostro do niej przemawiał,
traktował ją delikatnie. A kiedy mu się odszczekiwała, nie tracił
cierpliwości.
- Teraz trudno byłoby ją lubić. Ale widzę, jak bardzo się stara
nie wypaść ze swojej roli. - Westchnął. - Przez całe lata brat jej ojca
molestował ją seksualnie. Zanim się to wydało, ona zdążyła się
wykoleić. Ojciec odsunął brata od rodziny, ale nie zrobił nic więcej -
nie podał sprawy do sądu ani nie zawiadomił policji.
- Więc Marta czuje się zdradzona?
- Jeszcze jak! I nie wiem, czy w tym przypadku nasz program
zda egzamin. A dziś po prostu nie mogłem zostawić jej samej w
szkole.
- Rozumiem. - I chociaż Jessa mu wierzyła, jednak pomyślała, że
było mu to na rękę.
Im dłużej rozmawiali, tym silniejsza wydawała się Jessie
nieoczekiwana więz, jaka się między nimi wytworzyła. Miała
wrażenie, że on też to czuje.
Nagle w holu zrobiło się bardzo cicho. Z salonu dobiegały od
czasu do czasu przytłumione dzwięki widowiska telewizyjnego, ale
50
RS
wydawały się bardzo dalekie. Nie zapalili światła, gdyż Z początku
było jasno, ale o tej porze roku zmrok zapada wcześnie. Pachniało
woskiem,wokół nich skradały się, olbrzymiały cienie. Jessę odurzało
ciepło bijące od Sebastiana i jego zapach, zniewalał wyraz jego oczu.
Powtarzała sobie, że są sobie obcy, ale to nie było tak. Coś się między
nimi budziło, coś rosło i nie było na to rady.
To przez ten dom, pomyślała Jessa. Ten dom wszystko zmienił.
Jej życie. Przeszłość. Przyszłość. Nic nie było takie jak przedtem,
odkąd postawiła nogę w tym domu.
Właściwie nic nie było już takie jak przedtem, odkąd spotkała
Sebastiana.
- Ciężko ci się żyło, kiedy matka cię opuściła? - Sebastian
nawiązał do jej rozmowy z Martą.
- Nie tak zle jak Marcie. Ale niełatwo, to prawda.
- Nic dziwnego, że pragniesz domu. To naturalne. Nie wiem, czy
doszłaś do jakichś wniosków w sprawie tej chałupy...
- Owszem. - Zaczerpnęła tchu. - Kocham to miejsce, Sebastian.
Nie zapieram się. Byłoby moim marzeniem tutaj mieszkać, ale...
- Jeżeli tego chcesz...
- Ale ja nie mam takiej misji jak ty. Ta przestrzeń nie jest mi do
niczego potrzebna. Ty opiekujesz się dziećmi, które potrzebują domu.
A to cudowne miejsce stoi puste.
- Nie. Ja tego domu nie chcę ani nie potrzebuję. -Puścił mimo
uszu jej argumenty. - Rozmawiałem z Ryanem. On chce z nami zjeść
51
RS
jutro wieczorem kolację. Uważam, że powinnaś pójść sama. Tobie
zależy na tym domu. Ja chcę, żebyś go miała. Możemy to ustalić sami
miedzy sobą. Ale myślę, że chciałabyś usłyszeć od Ryana jego
historiÄ™...
- Orange... - To był gwarantowany sposób na ściągnięcie jego
uwagi. - Posłuchaj mnie uważnie. Ty bierzesz ten dom.
Podniosła się, zdecydowana, żeby zakończyć dyskusję.
- Na litość boską! Jesteś uparta jak osioł, i bez powodu. Ja nie
chcÄ™ tego domu. Ty go chcesz. To proste.
- Proste. Jest twój. Koniec, kropka.
- Cholera!
Wstał i wyciągnął rękę, najwyrazniej pragnąc schwycić ją za
przegub, zanim mu siÄ™ wymknie. Tak przynajmniej jego gest
zrozumiała Jessa.
Poczuła jego duże dłonie na swojej ręce. Pociągnął ją ku sobie,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]