
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 03 The Dragon on the Border (v1.3)
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Holly Lisle World Gates 03 Gods Old And Dark
- Hill_Livingston_Grace_ _Bliżej_serca_03_ _Szkarłatne_róże
- Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes 03 Pies Baskerville'Ä‚Å‚w
- Asprin, Robert Thieves World 03 Shadows of Sanctuary
- Alan Dean Foster Catechist 03 A Triumph Of Souls
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- Najpiękniejsze opowieści 03 Irlandzki romans Sandemo Margit
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wszystko może się wydarzyć. Wolę ich mieć na oku i pod kontrolą. Może się zdarzyć, że
tam, na równinach są Lamedończycy, a ja nie mam pewności, czy Umarli odróżnią
przyjaciół od wrogów.
Boromir pokiwał głową na znak, że rozumie i akceptuje decyzję dowódcy.
Przez dłuższą chwilę maszerowali w milczeniu, a Aragorn zajął się próbą
obliczenia, gdzie też dokładnie są i ile dziś ujechali. Nie było to łatwe, bo na trasie nie
było żadnych charakterystycznych punktów, żadnych osad, tylko stepy, jak okiem
sięgnąć i pasmo gór na horyzoncie.
- Jak kolczuga?- zagadnął Boromira, poprzestając na ustaleniu, że muszą być mniej
więcej w połowie drogi między Gilrainą a Pelargirem.
- W porządku. Mogłaby być wprawdzie dłuższa, ale darowanemu koniowi... -
Boromir zawiesił głos i odruchowo poklepał Koń po szyi.-Myślisz, że dotrzemy dziś do
portu?
- Trudno powiedzieć. Zobaczymy.
Znów chwilę szli w milczeniu.
- Czy mi siÄ™ wydaje mruknÄ…Å‚ nagle Boromir - czy oni zrobili siÄ™ wyrazniejsi?
Aragorn spojrzał na niego, a Gondorczyk wskazał mu podbródkiem zastęp
Umarłych przed nimi.
Rzeczywiście. Cienie sztandarów nabrały ostrzejszych kształtów, z szarej masy
zaczęły się wyróżniać poszczególne sylwetki.
- Też to zauważyłem - odezwał się Gimli. - Czy to dlatego, że do Mordoru jest coraz
bliżej?
- To możliwe - zgodził się Aragorn. - Grunt, że nabierają mocy, cokolwiek jest
powodem.
- A nie boisz się, że silny pies zerwie się z łańcucha?- zapytał Boromir, niby od
niechcenia.
- Wiąże ich przysięga.
- Jedną już złamali.
- Tej nie złamią.
- Skąd ta pewność?
- Bo łańcuch jest mocny, a ja go nie zamierzam go wypuścić - Aragorn uśmiechnął
siÄ™.
Boromir przyjrzał mu się nieodgadnionym wzrokiem, a potem odwrócił głowę i
zapatrzył się widmowe wojsko przed nimi. Aragorn sądził, że już się więcej nie
odezwie, był więc zaskoczony, kiedy usłyszał:
- Mogę cię o coś spytać?
Przyzwalająco skinął głową.
- Dużo nad tym myślałem. O naszej rozmowie w Isengardzie - zaczął Boromir, a
Aragorn uniósł brwi. - Powiedziałeś, wtedy, że dobrze będzie sprawić, by Nieprzyjaciel
pomyślał, że to ja mam... no, wiesz. %7łe to odwróci jego uwagę od F... od innych spraw.
Ale on zaraz potem zobaczył w palantirze Pippina. A potem ty mu się pokazałeś i
rzuciłeś mu wyzwanie. Nie obawiasz się, że to wzbudzi jego podejrzliwość i wzmoże
czujność? A co jeśli pomyśli, że coś ukrywamy i za wszelką cenę chcemy odwrócić jego
uwagÄ™?
- Cóż, trudno powiedzieć, co Nieprzyjaciel sobie pomyśli. Nikt z nas nie może tego
przewidzieć, bo nie mamy umysłów przeżartych przez zło - odparł Aragorn,
odruchowo przenosząc spojrzenie na czarne chmury na wschodzie. - Ale im większy
zamęt zdołamy rozpętać wokół... sedna sprawy, tym lepiej. Grunt, by jego myśli
odwróciły się od Mordoru. Kto wie, może właśnie teraz siedzi i zastanawia się, dlaczego
zmusiłeś hobbita do zajrzenia w palantir.
- Ja?- Boromir szeroko otworzył oczy.
- A któż inny? Ty zniszczyłeś Isengard, więc logiczne jest, że i palantir udało ci się
zagarnąć. I w ramach zabawy, zmusiłeś jednego z towarzyszących ci hobbitów do
spojrzenia w kryształ. Wiesz wszakże, że on poszukuje niziołka, więc postanowiłeś się z
nim podroczyć i pokazać, kto tu rządzi. Obawiam się, że myśli o tobie bardzo często. I z
dużą niechęcią.
- I dobrze - mruknął Boromir, uśmiechając się pod nosem. - No, a twoje pojawienie
siÄ™? Skoro ja mam palantir, to co w nim robi dziedzic Isildura?
- Zapewne tłumaczy sobie, że kolejny pionek wkroczył do gry. Pionek z apetytem
na władzę. Teraz wypada zaczekać, aż obecny posiadacz skarbu i on rzucą się sobie do
gardła - wyjaśnił Aragorn spokojnie.
- Mógł pomyśleć, że mnie pokonałeś i teraz ty masz skarb - zauważył Boromir.
- Myślę, że to akurat mógł wyczuć podczas naszej konfrontacji w krysztale.
- To, że masz skarb?
- Nie, to, że go nie mam.
- Można spytać, o czym wy w ogóle rozmawiacie?- zniecierpliwił się Gimli.
- Ot, takie gdybanie Aragorn wzruszył ramionami. Nie miał siły tłumaczyć mu
wszystkiego od początku. Boromir też milczał, widocznie dochodząc do tego samego
wniosku.
Krasnolud machnął na nich ręką i zajął się grzebaniem w sakwie. Wyjął swoją
paczuszkę z lembasami i westchnął ciężko.
- Nie masz tam może jakiej kiełbasy, mój chłopcze?- zagadnął Boromira tęsknym
głosem, spoglądając na juki przy siodle Koń.
Syn Denethora przymrużył oczy.
- Prosiłem, żebyś mnie tak nie nazywał - oznajmił.
- Zapomniałem. Wybacz, chłopcze ojca swego.
- Tak też mnie nazywaj!
- Dlaczego?
- Bo mnie to denerwuje.
- Ale samo mi się tak mówi.
- To niech samo ci siÄ™ przestanie. W przeciwnym wypadku zacznÄ™ siÄ™ do ciebie
zwracać... na przykład mój drogi krasnalku .
- Spróbuj, a zginiesz.
- %7łe wam jeszcze chce się kłócić - Legolas pokręcił głową. - Ja tam nie mam siły.
- Koniec świata - Boromir w udanym zdumieniu pokręcił głową. - Nasz elf pierwszy
raz w historii przyznaje, że nie ma na coś siły. Trzeba to zapisać w kronikach.
- Tak z ciekawości, mój zacny Boromirze, można wiedzieć, czemuż to
zawdzięczamy twój obecny kwaśny humor? zapytał Legolas.
- Mój kwaśny humor?- Boromir spojrzał na niego wymownie ponad szyją Koń. -
Proszę uprzejmie, już wyjaśniam. Jest zmęczony, głodny i niewyspany, ta kolczuga
śmierdzi, przed nami pół dnia marszu i bitwa, a moje miasto lada chwila zaleje armia
Nieprzyjaciela. Bardzo cię przepraszam, ale nie jestem w nastroju, żeby ćwierkać.
Legolas nie byłby sobą, gdyby porzucił tak obiecujący temat.
- Chcesz powiedzieć, że kiedy masz dobry humor, to ćwierkasz?- zapytał
natychmiast.
- Czasami - burknÄ…Å‚ Boromir gniewnie, ewidentnie na odczepnego, ale Legolas nie
zrażał się łatwo.
- Jakoś odkąd cię poznałem, nie słyszałem, żebyś kiedykolwiek ćwierkał - zauważył.
- Czy to znaczy, że od jesieni jesteś nie w humorze?
- Tak -odpowiedział krótko Boromir.
- Aha. A czy jest szansa, że usłyszę kiedyś twoje ćwierkanie?- drążył dalej Legolas.
- Nie wiem - warknÄ…Å‚ Boromir.
- Bardzo jestem go ciekaw.
- Co ty powiesz - Boromir miał taką minę, że Aragorn zawahał się, czy nie wkroczyć
i nie załagodzić sytuacji, ale niespodziewanie odezwał się Elladan:
- Estelu! WidzÄ™ Å‚unÄ™ na horyzoncie.
Wszelkie rozmowy natychmiast ustały. Aragorn spojrzał w dal, lecz niczego jeszcze
nie widział elfowie sięgali wzrokiem na setki lig.
- I ja ją widzę - Legolas przymrużył oczy.
- Podpalili stepy?! - Boromir spojrzał niespokojnie na Elladana.
- Raczej port - odparł syn Elronda.
- Albo okręty - dodał Aragorn posępnie.
- To znaczy, że o nas wiedzą - mruknął Boromir do siebie.
- Wcześniej, niż zakładałem - Aragorn zmarszczył brwi. - Na koń!
Ruszyli kłusem. Wprawdzie Roheryn, czując zdenerwowanie swego pana, sam
przeszedł do galopu, ale Aragorn go przytrzymał. Za krótko konie odpoczywały w
stępie, by ponownie je popędzać.
Jechali w milczeniu, jedynym odgłosami były szelesty traw, uderzenia kopyt o
ziemię i pobrzękiwanie broni. Po kłusie zrobili dłuższy odcinek stępa, a potem Aragorn
zaryzykował kolejny galop, zdając się na Roheryna. Liczył na to, że kiedy koń będzie
miał dosyć, zwolni. Znacząco poluzował mu wodze, pozwalając dyktować tempo. Co
jakiś czas oglądał się przez ramię na inne wierzchowce. Póki co, wszystkie
dotrzymywały kroku Roherynowi, nawet Koń, o którą Aragorn obawiał się najbardziej.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]