
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 03 The Dragon on the Border (v1.3)
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Holly Lisle World Gates 03 Gods Old And Dark
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes 03 Pies Baskerville'Ä‚Å‚w
- Asprin, Robert Thieves World 03 Shadows of Sanctuary
- Alan Dean Foster Catechist 03 A Triumph Of Souls
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- Najpiękniejsze opowieści 03 Irlandzki romans Sandemo Margit
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
swojego miejsca. Gdy dotarła do fotela, stanęła i w osłupieniu
rozejrzała się wokoło. Fotel był opuszczony, jakby ktoś na nim
siedział, chociaż wszystkie inne czekały podniesione. Nie to
jednak było najdziwniejsze: spoczywała na nim wielka, na
wpół rozwinięta róża o długiej łodyżce. Należała do rzadkiego
gatunku róż o kolorze ciemnego szkarłatu, który miejscami
przechodził w aksamitną czerń, a miejscami jaśniał jak
płomień. Rozsiewała subtelny, niebiański zapach, przypo
minający ogrody dzieciństwa, stare koronki przesypane la
wendą i arystokratyczne panie z przeszłości. Marion nachyliła
się i napawała się jej aromatem. Potem znów rozejrzała się
wokoło, licząc, że znajdzie jej właściciela, ale nikogo nie było
w pobliżu oprócz dwóch starszych pań w tylnym rzędzie
i mężczyzny, do którego zapewne ta róża nie należała. W jej
rzędzie nie było jeszcze nikogo. Może ktoś pomylił miejsca
i odszedł, gdy się zorientował, zapominając o zabraniu kwiatu.
Może wróci po niego za chwilę. Na pewno nikt nie porzuca
czegoś tak pięknego. Podniosła różę i upajając się jej za
pachem, spojrzała dyskretnie na starsze panie. Po chwili za
stanowienia podeszła do nich i spytała, czy przypadkiem nie
zgubiły kwiatu. Obrzuciły ją zimnym spojrzeniem i za
przeczyły, najwyrazniej traktując ją jak intruza, więc wróciła
na swoje miejsce, opuściła fotel obok i ostrożnie położyła na
nim różę.
Sala zaczynała się zapełniać i Marion przez swoją lornetkę
z zaciekawieniem obserwowała wchodzących. Patrzyła na
wspaniałe fryzury i kreacje i bawiła się wymyślaniem, kto
czym się zajmuje. Przez cały czas czuła wspaniałą woń róży
i było jej przyjemnie, że leży ona obok. Nie wątpiła, że
właścicielka powróci i może nawet przez pomyłkę będzie twie
rdziła, że nie tylko róża, ale i miejsce należy do niej. Jednak
dopóki jej nie ma, będzie mogła się cieszyć obecnością cudow
nego kwiatu. Zapatrzyła się na wchodzących muzyków, gdy
nagle przyszła kobieta, na której miejscu leżała róża. Marion
opuściła lornetkę i czekała na jej reakcję.
- Czy może pani zabrać kwiat z mojego miejsca? - kobieta
odezwała się niemiłym tonem.
Marion czując, że musi pilnować róży, dopóki nie wróci ona
do właściwych rąk, szybko podniosła kwiat i położyła sobie na
kolanach. Kobieta usiadła i nie zwracała już na nią uwagi. Nikt
nie przyszedł po różę i Marion pomyślała, że dzięki niej kon
cert będzie podwójną przyjemnością.
Kiedy się skończył, Marion stanęła przy wyjściu i rozglądała
się zaniepokojona. Prawie wszyscy już wyszli, a nikt się nie
zgłosił po kwiat. Co ma teraz z nim zrobić? Przecież ktoś, kto go
zgubił, musiał już to zauważyć. Nieśmiało podeszła do portiera
w hallu i powiedziała, że ktoś zostawił różę na jej miejscu.
Portier spojrzał najpierw na różę, potem na miłą dziewczynę,
która ją trzymała, i uśmiechnął się pobłażliwie.
- Myślę, że ona należy już do pani - powiedział. - Nikt nie
fatygowałby się specjalnie, aby po nią wracać. Ktokolwiek ją
zgubił, ma na pewno więcej takich kwiatów.
66
- Tak pan myśli? - westchnęła Marion i razem ze swoim
skarbem udała się do wyjścia.
W jej malutkim pokoiku róża dodawała wszystkiemu
piękna. Marion włożyła ją do wysokiego smukłego wazonika,
który należał jeszcze do jej babci. Jennie uważała, że jest staro
modny, ale był bardzo ładny i stylowy. Marion usiadła i wdy
chając odurzający zapach, wpatrywała się w prześliczne płatki.
Poczuła się szczęśliwa. Przed snem zastanawiała się jeszcze,
jak kwiat mógł się znalezć na jej krześle, ale nie potrafiła
udzielić sobie odpowiedzi. Następnego dnia przyniosła różę do
sklepu. Nie chciała się z nią rozstawać, dopóki nie zwiędnie;
pragnęła napawać się jej pięknem jak najdłużej. Koleżanki
chciały ją powąchać i pytały, skąd Marion ją wzięła. Gdy
odpowiedziała, że znalazła, wszystkie myślały, że żartuje; ro
ześmiały się i próbowały zgadnąć, kim jest tajemniczy przyja
ciel, do którego nie chciała się przyznać.
Przy niektórych ludziach kwiaty nie pozostają świeże zbyt
długo i szybko przygasają i więdną. Jednak róża Marion wyda
wała się kochać przebywanie przy dziewczynie i zdawała się
przy niej rozkwitać. Marion włożyła ją do miski z wodą
i następnego dnia kwiat wyglądał tak świeżo jak przedtem.
Znowu wzięła go do pracy i wszystkie koleżanki myślały, że to
następna róża. Trzeciego dnia nie była już świeża i sztywna, ale
nawet więdnąc zachowała swoje piękno. Czwartego dnia Ma-
rion zebrała opadłe płatki i schowała do szuflady razem z chus
teczkami, ponieważ chciała zachować przynajmniej zapach.
W dzień następnego koncertu ciągle jeszcze miała w głowie
miłe wspomnienie róży i gdy szła do swego miejsca, uśmie
chnęła się do siebie i ponownie zaczęła się zastanawiać, skąd
znalazła się ona na jej fotelu. Gdy doszła do swojego rzędu,
zatrzymała się, wzięła głęboki oddech i aż chciała przetrzeć
oczy ze zdumienia. Czy wzrok jej nie myli? Znowu tam była!
Wielka, ciemna, gorejąca róża! Była identyczna jak ta poprzed
nia, nawet płatki były tak samo zwinięte. Czy to był sen, czy
urojenia?
Jak za pierwszym razem, nie było w pobliżu osoby, do której
kwiat mógłby należeć. Marion usiadła, wzięła różę do ręki
i podniosła prawie na wysokość ust. Musnęła ją delikatnie
67
wargami i poczuła, jak odurzający zapach przenika ją całą.
Gdyby ktoś to obserwował, pomyślałby, że to bardzo piękny
obrazek. Kwiat zdawał się być umarłym, ukochanym człowie
kiem, który powstał z grobu i wcielił się w piękną formę. Tym
razem dziewczyna od razu wzięła kwiat dla siebie, nie próbując
zgłębiać jego sekretu i ciesząc się samą myślą, że należy do
niej. Wydawało się, że róża ma swoją osobowość i przyszła do
niej z własnej woli.
Gdy zaczęły rozbrzmiewać pierwsze takty muzyki, Marion
odchyliła się do tyłu, położyła głowę na oparciu i zamknęła
oczy. Wydawało jej się, że róża do niej mówi, że opowiada
o cudach, o jakich nigdy nie wiedziała, o wielkich tajemnicach
ziemi - grobu nasion, o zmartwychwstaniu Å‚odygi i kwiatu,
o historiach wiatru, o słowach strumyka, o znaczeniu śpiewu
ptaków, o biciu serca lasu, o szepcie wędrującego mchu, o szu
mie chmur płynących po letnim niebie. Róża mówiła poprzez
muzykę i Marion, której serce było całkowicie pogrążone
w dzwiękach symfonii, widziała wszystko wyraznie przed
oczyma swojej duszy.
Koleżanki w sklepie znów powitały ją śmiechem i żartami
dotyczącymi róży, ale dla Marion była ona zbyt ważna, żeby
mogła z niej żartować. Nie odpowiadała więc na zaczepki
i pozwalała im myśleć, co tylko chciały. Sama nie zastanawiała
się, jak róża trafiła na jej fotel. Gdy wkładała opadłe płatki do
szuflady obok tych z poprzedniego kwiatu, uznała, że nie chce
tego wiedzieć. Wystarczyło jej, że dostała dwie piękne róże;
nie było ważne od kogo i dlaczego.
W wieczór czwartego koncertu serce biło jej mocno. Sto
razy powiedziała sobie wcześniej, że tym razem nie będzie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]