
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Smith Lisa Jane Wizje mroku 1 Tajemnicza moc.Opętany.Pasja
- 44.Tajemnica Dallas Sensacje XX wieku
- Gildas Bourdais UFO 50 tajemniczych lat
- Courths Mahler Jadwiga Tajemnica bezimiennej
- 01 Durgin Doranna Tajemnicza kobieta
- Christie Agatha Tajemnica Sittaford
- Morgan Sarah Tajemniczy list
- Najpiękniejsze opowieści 16 Małżeństwo na niby Sandemo Margit
- Najpiękniejsze opowieści 03 Irlandzki romans Sandemo Margit
- Margit Sandemo Cykl Opowieści (10) Gdzie jest Turbinella
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pasmami we włosach i brodzie.
To ja jestem owym dzieckiem, odepchniętym z powodu ciemnej karnacji rzekł
cicho.
Co to znowu za przedstawienie? warknął rotmistrz. Jak możecie dopuścić...
Baronie von Adelkalk chłodno przerwał mu burmistrz. Czy pamięta pan jeszcze
jedno wydarzenie, które miało miejsce dwadzieścia lat temu? Kiedy mała Elin uciekła do lasu
wraz z waszym synem, który dopiero co przyszedł na świat?
Z moim synem, który urodził się martwy. Owszem, pamiętam. Ta mała dziwka! Nie
pozwoliła mi nawet zobaczyć własnego dziecka!
Dziecko nie urodziło się martwe. Chłopca należało ukryć, by uratować życie jego
matki i prawdopodobnie jego własne, a być może także życie niewinnego człowieka.
Zza pleców rotmistrza wyłonił się jeszcze jeden mężczyzna, rosły, przystojny
młodzieniec o uderzająco ciemnych włosach i oczach.
Oto najstarszy syn pana, rotmistrzu.
Co takiego? pisnÄ…Å‚ Hannibal, podrywajÄ…c siÄ™ z miejsca. To jakiÅ› oszust! Ja jestem
jedynym synem i jedynym dziedzicem, ojciec zawsze tak mówił!
Baronowi krew omal nie trysnęła z policzków.
Christine... Ty bezwstydna ladacznico! Przez tyle lat ukrywałaś to przede mną!
Zdradziłaś mnie...
Nie, nigdy cię nie zdradziłam odparła Christine drżącym głosem. Czy nie
pamiętasz, jak mówiłam ci, że w moim rodzie jest domieszka obcej krwi?
To kłamstwa! Puste wymysły! Chcesz, bym uwierzył w takie bzdury?
Owszem, to prawda wtrąciła się Lisen. Dokładnie to sprawdziłam.
Zamknij się! wrzasnął ojciec. Pohańbiłyście mnie na oczach wszystkich tych
obcych ludzi! Nie mówiąc już o burmistrzu i pułkowniku! Spojrzał na Czarnego wzrokiem
100
pełnym pogardy. Jak ośmielacie się twierdzić, że ten czarnuch jest moim synem! Został
spłodzony w grzechu! Cóż za obrzydlistwo!
Chwileczkę, teściu Patrik powstrzymał go od dalszych wybuchów. Mamy dzisiaj
jeszcze więcej gości. Lars! Margrethe! Teraz możecie się już pokazać!
Do jadalni weszła druga z sióstr Lisen i jej mąż. Margrethe w objęciach trzymała
maleńkie, tygodniowe dziecko.
To nasza córeczka z dumą oznajmił Lars. Allan von Adelkalk z niedowierzaniem
przypatrywał się dziecku, oczy ze zdumienia omal nie wyszły mu z orbit. Maleńka była
doprawdy czarującą istotką, lecz, o ile to w ogóle możliwe, jeszcze ciemniejszą niż Martin i
Czarny.
Nigdy nie podawałem wierności Margrethe w wątpliwość powiedział Lars. Byłoby
to niesprawiedliwe wobec tak wspaniałej kobiety jak ona. Margrethe jest równie czysta i
godna szacunku jak jej matka i cioteczna babka Charlotta.
To prawda włączyła się akuszerka. Mogę to przysiąc, bo przy mnie te dzieci
przyszły na świat.
Rotmistrz kilkakrotnie otwierał i zamykał usta, nie mogąc znalezć właściwych słów.
Christine wstała i objęła swego najstarszego syna, za którym tak gorzko tęskniła przez
dwadzieścia lat. Spotkali się już poprzedniego wieczoru, lecz nie mogła ukryć radości, że
znów go widzi.
W ciszy, jaka zapadła, rotmistrz zdał sobie sprawę, że dzisiejsze spotkanie zostało
starannie przygotowane, omówione z góry. Tylko on i Hannibal o niczym nie wiedzieli. Nie
chciał się jednak przyznać do klęski. Postanowił uderzyć od innej strony:
A co robią tutaj ci wszyscy... żebracy? Te szczenięta przy tym samym stole co ja,
pułkownik i...
I znów burmistrz przerwał mu zimno:
Ci żebracy i ich zmarła matka doświadczyli podobnego losu, jak pańska małżonka i
córki. Dzieci miały ojca tyrana, który faworyzował jedne i nie znosił drugich... Zadręczał
matkÄ™...
Urwał, by te słowa głęboko zapadły w serce rotmistrza, ale von Adelkalk zacisnął tylko
usta w wÄ…skÄ… kreskÄ™.
Te dzieci jednak miały sporo szczęścia podjął burmistrz. Gustafsson udzielił im
schronienia w swojej zagrodzie. Charlotta zajęła się najmłodszą dziewuszką, która wymaga
opieki lekarza, a pańska małżonka pomaga finansowo w przeprowadzeniu kuracji i zakupie
medykamentów. Elin przyjęła pod swój dach Rebeckę, bo dziewczynka ma talent artystyczny,
101
musi się rozwijać. Ole pójdzie do najlepszych szkół, jest bardzo zdolny. Miasto postanowiło
opłacić jego wykształcenie. A dwoje najstarszych... No cóż, oni mają swoje własne plany
uśmiechnął się burmistrz.
Rotmistrz popatrzył za jego wzrokiem i ujrzał, że jasnowłosy wiejski chłopak trzyma za
rękę jego własną córkę, Lisen. Poczuł, że znów wzbiera w nim gniew. Nic go nie obchodziło,
że jego domniemany syn obejmuje najstarszą z wieśniaczek, ale Lisen? Nie, nigdy do tego nie
dopuści!
Jeśli wydaje ci się, że uwodząc moją córkę, uzyskasz dostęp do pieniędzy, to...
Baronie von Adelkalk, pozostaje jeszcze jedna poważna sprawa do omówienia.
Co znów takiego? mruknął baron zniecierpliwiony. Kolejny spisek przeciwko
mnie?
Tym razem chodzi o los Elin. Mamy wielu świadków na to, że pozwolił pan swoim
ludziom, by robili, na co tylko im przyjdzie ochota z piętnastoletnią dziewczynką. To pan
jest odpowiedzialny za jej nieszczęście, za wstyd i hańbę, jako że młody Benjamin jest
owocem wstrętnego gwałtu.
Baron nie wiedział, co ma odpowiedzieć. To było gorsze od najstraszniejszego
koszmaru.
Ale to nie ja zabiłem żołnierzy! wyrzucił wreszcie z siebie.
Owszem, w pewnym sensie tak, choć nie bezpośrednio. Ale to przestępstwo uległo już
przedawnieniu.
A więc i to niby-przestępstwo wobec Elin także jest przedawnione.
To prawda zgodziła się Christine. Nikt też nie ma zamiaru karać cię za nie. Ale ja
chcę ci oznajmić, Allanie, że z tobą skończyłam. Chcę, by na nasz dwór dostało się wreszcie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]