
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- 0748621520.Edinburgh.University.Press.Christian.Philosophy.A Z.Jul.2006
- Cole Allan & Bunch Christopher Sten Tom 5 Zemsta Przeklętych
- Craig Sinnott Armstrong God A Debate between a Christian and an Atheist
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- Christie Agata Wczesne sprawy Poirota
- Lord of the Flies
- Bova, Ben Children of the Mind
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Zwietny okaz myślał. Bardzo udany okaz. Silny charakter. Ciekawy zarys
szczęki. W pewnych okolicznościach może być groznym przeciwnikiem.
Niebezpieczny młody człowiek, tak można by go określić .
Gdy major Burnaby wszedł do salonu i pani Willett wstała, aby go powitać,
a
a
T
T
n
n
s
s
F
F
f
f
o
o
D
D
r
r
P
P
m
m
Y
Y
e
e
Y
Y
r
r
B
B
2
2
.
.
B
B
A
A
Click here to buy
Click here to buy
w
w
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
A
A
Y
Y
B
B
Y
Y
B
B
r r
ogarnęło go dziwne uczucie nierealność!,
Cudownie, że pan przyszedł.
Te same słowa co w ubiegłym tygodniu. Ten sam płonący ogień na kominku. Nie
był pewien, ale zdawało mu się, że nawet panie są w tych samych sukniach.
Stwarzało to dziwny nastrój, tak jakby był to znów ubiegły tydzień, jakby nie umarł
Joe Trevelyan, jakby nic się nie wydarzyło ani nie zmieniło. Stop! Nieprawda, zmieniła
się ta kobieta, pani Willett. Ruina tak tylko można było określić jej wygląd. Już nie
była to zamożna i pewna siebie światowa kobieta, lecz załamana, nerwowa istota,
która podejmuje widoczne i żałosne wysiłki, ab} wydawać się taką jak zwykle.
Nie mam pojęcia, czemu śmierć Joego wywarła na niej takie wrażenie
pomyślał major.
Po raz setny uświadomił sobie, że jest coś diablo osobliwego w paniach Willett.
Nagle zorientował się, że milczy i że ktoś do niego mówi.
Przykro mi, że to nasze ostatnie skromne spotkanie& mówiła pani Willett.
Co takiego? wtrącił się nagle Ronnie Garfield.
Tak. Pani Willett z cieniem uśmiechu pokiwała głową. Musimy
zrezygnować ze spędzenia reszty zimy w Sittaford. Ja sama oczywiście uwielbiam to
miejsce, ten śnieg, te skaliste wzgórza, to odludzie. Ale sprawa służby! Ten problem ze
służbą jest dla mnie za trudny, pokonał mnie.
Zdawało mi się, ze mają panie mieć lokaja, kierowcę i kucharza powiedział
major Burnaby.
Nagły dreszcz wstrząsnął ciałem pani Willett.
Nie powiedziała muszę& porzucić ten projekt.
O mój Boże westchnął pan Rycroft. To wielki cios dla nas wszystkich,
naprawdę bardzo smutne. Znów pogrążymy się w naszej rutynie, gdy panie wyjadą. A
skoro już o tym mowa, kiedy panie wyjeżdżają?
Myślę, że w poniedziałek powiedziała pani Willett. Chyba żeby dało się
jutro. Bardzo tu niewygodnie bez służby. Oczywiście, muszę jeszcze ustalić pewne
sprawy z panem Kirkwoodem, Wynajęłam dom na cztery miesiące.
Jada panie do Londynu? dopytywał się pan Rycroft.
Tak, przynajmniej na razie. Potem chcemy wyjechać za granicę, na Riwierę.
Będzie to wielka strata rzekł pan Rycroft, kłaniając się szarmancko.
Pani Willett wydała z siebie cichy, dziwny, bezsensowny chichot.
Bardzo pan uprzejmy. No cóż, pora na herbatę.
Stół był już nakryty. Pani Wilłett nalewała herbatę, a Ronnie i Brian pomagali
obsługiwać gości. Całe towarzystwo czuło się zakłopotane.
A co z panem? zwrócił się nagle Burnaby do Briana Pearsona. Pan też
wyjeżdża?
Do Londynu, tak. Oczywiście nie wyjadę za granicę, dopóki ta historia się nie
skończy.
Ta historia?
To znaczy dopóki mój brat nie zostanie oczyszczony z tego absurdalnego
oskarżenia warknął Brian tak wyzywająco i zaczepnie, że goście umilkli. Major
Burnaby rozładował sytuację.
Nigdy nie wierzyłem, że on to zrobił. Ani przez chwilę powiedział.
Nikt z nas tak nie myślał dodała Violetta, rzucając mu wdzięczne spojrzenie.
Zapadła cisza, którą przerwało brzęczenie dzwonka.
To pan Duke powiedziała pani Willett. Wpuść go, Brianie.
Młody Pearson podszedł do okna.
To nie Duke powiedział. To ten przeklęty dziennikarz.
O mój Boże! wykrzyknęła pani Willett. No trudno, myślę, że mimo
a
a
T
T
n
n
s
s
F
F
f
f
o
o
D
D
r
r
P
P
m
m
Y
Y
e
e
Y
Y
r
r
B
B
2
2
.
.
B
B
A
A
Click here to buy
Click here to buy
w
w
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
A
A
Y
Y
B
B
Y
Y
B
B
r r
wszystko musimy go wpuścić.
Brian skinął głową i po kilku minutach wprowadził Charlesa.
Enderby wkroczył do pokoju z właściwą sobie niewinną miną, promieniejąc
zadowoleniem. Do głowy by mu nie przyszło, że może nie być mile widziany.
Jak się pani miewa, droga pani Willett? Pomyślałem sobie, że wpadnę i zobaczę,
co słychać. Zastanawiałem się, gdzie się wszyscy w Sittaford podzieli. No i teraz już
wiem.
Pozwoli pan herbaty?
Strasznie pani miła, tak, proszę. Widzę, że Emilii tu nie ma. Chyba jest u
pańskiej ciotki, panie Garfield.
Nic mi o tym nie wiadomo powiedział Ronnie, mierząc go wzrokiem.
Myślałem, że pojechała do Exhampton.
O tak, ale już wróciła. Skąd wiem? Powiedział mi mały ptaszek, dla ścisłości,
ptaszek Curtis. Widziała, jak samochód minął pocztę i pojechał alejką, a wracał pusty.
Nie ma jej w domku numer pięć i nie ma jej w Rezydencji Sittaford. Zagadka: gdzie
jest Emilia? Skoro nie wpadła do panny Percehouse, musi popijać herbatkę z tym
pożeraczem serc niewieścich, kapitanem Wyattem.
Mogła się udać na Wzgórze Sittaford, aby obserwować zachód słońca
zauważył pan Rycroft.
Nie sądzę rzekł major Burnaby. Widziałbym, jak przechodzi. Byłem w
ogrodzie od godziny.
No cóż, nie jest to bardzo istotny problem, jak sądzę stwierdził pogodnie
Charles. To znaczy, nie przypuszczam, żeby ją ktoś porwał, zamordował czy coś w
tym rodzaju.
A jaka to szkoda z punktu widzenia pańskiej gazety, czyż nie? szyderczo
zauważył Brian.
Nie poświęciłbym Emilii nawet dla sensacji reporterskiej oświadczył Charles.
Emilia dodał z zadumą jest niezwykła.
Czarująca powiedział pan Rycroft. Urocza. Jesteśmy, ee&
współpracujemy z sobą, ona i ja.
Czy wszyscy już skończyli? spytała pani Willett. Może partyjkę brydża?
Ee& chwileczkę powiedział pan Rycroft. Odchrząknął z namaszczeniem.
Wszyscy zwrócili na niego wzrok. Jak pani wie, głęboko mnie interesują zjawiska
metapsychiczne. Tydzień temu w tym właśnie pokoju mieliśmy zdumiewające,
wzbudzające prawdziwą grozę przeżycie.
Słaby okrzyk wydarł się z gardła Violetty Willett. Pan Rycroft zwrócił się do niej.
Wiem, moja droga pani, wiem. To przeżycie wytrąciło panią z równowagi.
Bezsprzecznie było to zatrważające. Od czasu zbrodni siły policyjne poszukują
mordercy kapitana Trevelyana. Dokonano aresztowania. A niektórzy z nas,
przynajmniej obecni w tym pokoju, nie wierzą, aby pan James Pearson był winien.
Proponuję rzecz następującą: abyśmy powtórzyli eksperyment z ubiegłego piątku, choć
tym razem podejdziemy do tego w całkiem innym nastroju.
Nie! krzyknęła Violetta.
Coś podobnego! zawołał Ronnie. Tego już za wiele. Ja się w każdym razie
nie przyłączam.
Pan Rycroft nie zwrócił na niego uwagi.
A pani? Co pani powie? Pani Willett zawahała się.
Szczerze mówiąc, proszę pana, nie podoba mi się ten pomysł. Zupełnie mi to nie
odpowiada. Ta nieszczęsna historia z ubiegłego tygodnia wywarła na mnie bardzo
[ Pobierz całość w formacie PDF ]