
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- C.S. Lewis 1.OpowieÂœci z Narnii Lew,czarownica i stara szafa
- Opowieści z Borgaanu 01 Oko Węża Rejdak Paweł
- MacDonald Laura Nasze marzenia duże i małe
- Dickson Helen Potajemne małżeństwo
- 33. Dyvonne Romantyczne małżeństwo
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- 16. McBr
- Alex Kava Whitewash (v4.0) (pdf)
- Lynn Hagen Brac Pack 4 Remi's Pup
- Rydzynski Marie Szcz晜›liwy traf
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
to wpaść. Nie jestem chodzącym przewodnikiem po zabytkach z przeszłości. Są tu jakieś
ważne miejsca?
Wzruszył ramionami.
- Mnie o to pytasz?
Zreflektowałam się. Rzeczywiście nie miał ostatnio zbyt dużo czasu na zwiedzanie...
Zmarszczył czoło.
- No, jest tu trochę tego - powiedział w końcu. - Zatopiona świątynia Diany koło
Palermo...
- Hm - zaczęłam sceptycznie - trochę trudno wyobrazić mi sobie twoją matkę jako
nurka.
Roześmiał się. Był taki ładny, gdy się śmiał...
- Nie znałaś mojej matki. Miała najdziwaczniejsze pomysły. Zresztą Palermo leży po
drugiej stronie Sycylii.
Coś przyszło mi do głowy.
- Twierdza obronna - rzuciłam. - Gdy łaziłam po mieście, ciągle ją widziałam, ale czy
jest wystarczajÄ…co stara i znana?
Scott po włosku zawołał kelnera i rozpoczął rozmowę. Mówił w zabójczym tempie. W
końcu podziękował i odwrócił się do mnie.
- Myślę, że się nadaje - uśmiechnął się. - Grecka, z czterechsetnego roku przed naszą
erÄ…. Bardzo znana.
- Wspaniale - odetchnęłam i odchyliłam się z uśmiechem na oparcie krzesła. Ciepło i
wino mocno na mnie podziałały. Znalazłam się w stanie euforii, wszystko wydawało mi się
cudowne. Czułam, jakbym nie miała już ciała, tylko samą duszę. Ale gdy spojrzałam na
ramiona Scotta i powędrowałam wzrokiem do jego silnych dłoni spoczywających na stoliku,
poczułam się nagle całkiem cielesna... i wcale mi się to nie podobało! Posłałam mu spojrzenie
pełne niechęci. Jego oczy, które jeszcze przed chwilą błyszczały pogodnie, zmieniły wyraz,
stały się zimne i surowe.
Miły nastrój prysnął jak bańka mydlana. Gdy jedliśmy podane na deser owoce i sery,
zerkałam na Włocha siedzącego przy dalszym stoliku za Scottem i sprawnie pochłaniającego
spaghetti. Nie był może przystojny, ale miał w sobie coś, co mnie zafascynowało. Niezbyt
wysoki, ubrany w szary garnitur. Wydawał się blady przy tych ciemnych oczach... takich
orientalnych, przyszło mi na myśl. No i ten lekko ironiczny wyraz twarzy....
Chyba zauważył moje spojrzenie, bo podniósł głowę i popatrzył na mnie. Nie za
długo, ale wystarczająco, aby przeszył mnie dziwny, ale wcale nie niemiły dreszcz.
- Co tam widzisz? - spytał ostro Scott. Kierował się jakby szóstym zmysłem, kiedy
chodziło o mnie.
- Nic... to znaczy, morze - odpowiedziałam zmieszana.
To sycylijskie wino naprawdę było niebezpieczne...
Po obiedzie przeszliśmy się po Syrakuzach. Scott chciał się pozbyć więziennej
karnacji, jak to określał. Włóczyliśmy się bez specjalnego celu. Po jakimś czasie znalezliśmy
się na wąskiej i brudnej uliczce, gdzie psy grzebały wśród śmieci i rozciągały wnętrzności
zdechłej kury. Zemdliło mnie, ale żal mi też było tych wychudzonych psów. Scotta to nie
poruszyło.
- Typowa Sycylia - rzucił sucho.
Nasze układy weszły w stadium szczególnego napięcia. Cóż, biorąc pod uwagę
okoliczności, w jakich los nas zetknął... Obserwowaliśmy siebie nawzajem, utrzymując
zawieszenie broni.
Domy, które teraz oglądaliśmy skąpane w słońcu, wydawały nam się ładne, mimo że
były zniszczone... a może właśnie dlatego. Na białej ścianie budynku przed nami widniało
słowo BAR namalowane niebieską farbą. W wejściu wisiały jako zasłona sznury jasnych
koralików. Wyglądało to zachęcająco, a ponieważ Scotta zmęczyło chodzenie, weszliśmy w
chłodny półmrok.
Młody chłopiec za kontuarem tak się zdziwił i zaciekawił naszym widokiem, że aż
upuścił szklanki na podłogę. Zaśmiał się, wzruszył ramionami i pozbierał odłamki szkła.
Scott zamówił dla siebie whisky, a dla mnie, mimo moich protestów, lampkę moscato
di Siracusa. Smakowało wspaniale, ale trochę się niepokoiłam. Wspomniałam już, że nie
byłam przyzwyczajona do picia wina, a zdążyłam już zauważyć pewne skutki jego działania,
dla mnie z pewnością niebezpieczne... Scott opowiadał mi, w jaki sposób wytwarzano to
wino. Słuchałam go jednym uchem, a w drugie wpadała mi muzyka z szafy grającej, która
stała w kącie Sali.
Dwaj chłopcy wrzucili kilka stulirówek i wybrali utwory, które mogłyby wydawać się
banalne w innym kraju i innych okolicznościach, tu jednak brzmiały dramatycznie i
podniecajÄ…co.
Po jakimś czasie zauważyłam, że repertuar zmienił charakter. Trini Lopez śpiewała
swoim miękkim, prowokującym głosem o miłości pokonującej wszystkie przeszkody.
Zerknęłam w stronę szafy grającej, aby zobaczyć, kto to wybrał. Mężczyzna w szarej
marynarce stał do nas plecami, lecz odwrócił się powoli i posłał mi długie, prowokujące
spojrzenie. Poznałam go - to był facet z restauracji. Mimo nieco odpychającego wyrazu
twarzy i papierosa przyklejonego do wargi było w nim coś, co mnie pociągało. Może dlatego,
że wydawał się pochodzić ze świata tak różnego od mojego.
Chyba nie jestem dużo lepsza od tych skandynawskich dziewczyn na wakacjach, o
których wyrażano się z taką pogardą, pomyślałam.
Scott niczego nie zauważył. Whisky sprawiła, że stał się niezwykle rozmowny.
Wciągnął do dyskusji kilku starszych panów siedzących przy stoliku obok, i, sądząc po
gwałtownej gestykulacji, ta wymiana zdań stała się bardzo interesująca.
Zanim wyszliśmy z baru, zerknęłam raz jeszcze w stronę mężczyzny stojącego przy
szafie grającej. Tym razem odpowiedział mi spojrzeniem, w którym dostrzegłam podziw.
Poczułam się atrakcyjną kobietą! Było to niezwykłe uczucie. Po tylu krytycznych
spojrzeniach i pouczeniach Arnego oraz przy kompletnym braku zainteresowania ze strony
Scotta...
Dalej włóczyliśmy się po mieście. Zapadł już zmrok. Ciemność była ciepła i miękka,
wydawało się, że otulała i ochraniała przed wszelkimi nieprzyjemnościami czającymi się za
dnia. Minęliśmy kilka willi, przypominających teraz białe pałace otoczone ogrodami pełnymi
tajemnic.
Wszystko wydawało się teraz takie czyste, zniknął kurz, brud i smród. Patrzyłam
dokoła zachwycona, nawet przyszłość zaczęła mi się wydawać tak obiecująca, że odruchowo
złapałam Scotta za rękę. Wzdrygnął się, jakbym go oparzyła, i spojrzał na mnie ze
zdziwieniem.
- Zawróćmy lepiej, zanim zabłądzimy - powiedział cicho.
Ale już zabłądziliśmy i dopiero po serii pytań i niezbyt zrozumiałych wyjaśnień
dotarliśmy do hotelu.
Z tarasu dochodziła muzyka. Mimo że oboje byliśmy zmęczeni, chcieliśmy jeszcze
zerknąć na tańczących. Gdybym oczekiwała taranteli lub innych tańców ludowych,
doznałabym zawodu. Ludzie poruszali się w takt współczesnej muzyki, którą można było
usłyszeć wszędzie wokół Morza Zródziemnego.
- Chodz, usiądziemy - zaproponował Scott. W świetle kolorowych lampionów jego
oczy miały ponury wyraz. Nie powinien był pić whisky po tak długim odosobnieniu,
pomyślałam. Starałam się stłumić nerwowe napięcie, które czułam w jego obecności.
Usiedliśmy przy stoliku w ciemnym kącie tarasu, jednak zauważono nas. Po chwili
[ Pobierz całość w formacie PDF ]