
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Najpiękniejsze opowieści 16 Małżeństwo na niby Sandemo Margit
- Dickson Helen Potajemne małżeństwo
- 33. Dyvonne Romantyczne małżeństwo
- Wright Laura Kochać bez pamięci
- Laura Anthony Samotni kochankowie
- 02. Pershing Diane Bratnie dusze Przybysz z krainy wyobraĹşni
- 08. Burnham Nicole Bratnie dusze Prezent dla księżniczki
- Laura MacDonald Chirurg z Argentyny
- Gordon Barbara (Zajć…czkowska Mitzner Larysa) Ewa wzywa 07... 114 Dolina nocy
- Mandalian_Andrzej_ _Czerwona_orkiestra
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Jakie stanowisko zajmuje pani w przychodni? - zwrócił
siÄ™ policjant do Sary.
- Zastępuję Francisa Rossingtona. Wuj pojechał do
rodziny w Kanadzie.
- Doprawdy? - zdziwił się policjant.
Alex i Sara zorientowali się w końcu, że nie jest
miejscowy. Zapewne komenda rejonowa przysłała wsparcie
dla komisariatu w Longwood Chase.
- Czy jest możliwość, że będzie tu pani trzecim lekarzem?
- Owszem, i to bardzo realna - odparła. - Zostałam o to
poproszona i zamierzam się zgodzić.
- Załóżmy więc, że odpowiedz będzie twierdząca. Czy
zechce pani leczyć Desiego Webstera?
- Nie wiem. Sądzę, że nie stanowi zagrożenia, ale jest za
to bardzo uciążliwy.
- Co może pani powiedzieć o jego stanie?
- To znaczy?
- Określiła go pani - kontynuował policjant - jako
nieszkodliwego, tak?
Sara bezradnie spojrzała się na Alexa.
- Desi przeszedł w dzieciństwie zapalenie opon
mózgowych - wyjaśnił Alex. - W rezultacie pozostał na
umysłowym poziomie ośmiolatka.
- Dziękuję państwu - odparł mężczyzna. - Dowiedziałem
się chyba wszystkiego. Udam się teraz do Websterów.
Gdy wyszedł, Sara odetchnęła z ulgą.
- Lepiej byłoby, gdybym zachowała milczenie.
- Nie mogłaś - odparł Alex.
- Biedny Desi. Będzie przerażony, kiedy zaczną go tak
maglować. Czułam się, jakbym to ja była oskarżona.
- Desi da sobie radÄ™. Nic mu nie zrobiÄ….
- Nadal mi go żal. - Sara czuła się fatalnie. Upośledzony
mężczyzna jej ufał, a ona go wydała.
- Matka przy nim będzie. - Alex pogłaskał Sarę po
włosach. - Zrobiłaś, co do ciebie należało. Nie możemy
zapominać, że chodzi o życie dziecka. Julie też jest
przerażona, a nie ma przy sobie nikogo bliskiego.
- Masz rację - odparła i ogarnęło ją poczucie ulgi. - Muszę
Babrać dystansu do tej sprawy. - Podeszła do okna i spojrzała
aa ogród. - Zastanawiam się, co zrobiliby Jean i Francis.
- Nie wiem. Może byliby zadowoleni?
- Co masz na myśli? - odparła zdziwiona.
- Z tego, co słyszałem, wynika, że nareszcie podjęłaś
decyzję - rzekł z uśmiechem. - Zostajesz w Longwood Chase.
Rossingtonowie będą szczęśliwi. Ja też - dodał po chwili.
- Alex - przerwała mu - jeśli chodzi o wczorajszą noc...
- Tak? - wyszeptał, całując ją w policzek. - Chciałaś mi
coś powiedzieć?
- Nie jestem pewna, czy dobrze zrobiliśmy.
- Może nie powinniśmy się zapominać, ale nie możemy
zmienić przeszłości. Poza tym nie stała nam się żadna
krzywda. Mam rację? - zapytał cicho.
- Oczywiście - szepnęła, mocno przytulając się do niego.
ROZDZIAA SIÓDMY
W miasteczku krążyły najrozmaitsze domysły. Pod
wieczór dręcząca niepewność doprowadziła mieszkańców
niemal do stanu wrzenia. Policja wciąż prowadziła
poszukiwania zaginionej dziewczynki i przesłuchiwała
sąsiadów - niestety, daremnie. Julie Jones zniknęła bez śladu.
- Dreszcz mnie przechodzi na myśl, że to biedactwo już
drugi dzień błąka się po okolicy... - Mavis z niedowierzaniem
pokręciła głową i umilkła, nie kończąc zdania.
- Nie sądzę, żeby dziewczynka zabłądziła - odparła
Sandie Morgan, jedna z pielęgniarek zatrudnionych w
przychodni.
- Co ty opowiadasz, kochanie? Masz jakieÅ› podejrzenia?
- Moim zdaniem ktoś ją uprowadził - oznajmiła Sandie.
- Mogła też zostać napadnięta...
- Przestań! - krzyknęła Mavis. - Nie chcę tego słuchać!
Jessica naszej Tracy chodzi czasem po szkole na plac zabaw.
Cała się trzęsę na myśl, że to mogła być ona. Chyba bym
oszalała...
Lekarze mieli chwilÄ™ oddechu przed wyznaczonymi na
popołudnie zabiegami. Cały personel zebrał się koło recepcji.
Poli układała karty pacjentów.
- Zapisały się tłumy, pani doktor - zwróciła się do Sary.
- Przez to wszystko ludzie chodzą jak błędni.
- To prawda. Wracam do gabinetu - oznajmiła Sara,
zaglÄ…dajÄ…c do poczekalni. - Czekam na pierwszego pacjenta.
- Jak tylko ktoś przyjdzie, od razu przyślę go do pani -
odparła rejestratorka.
W tej samej chwili zadzwonił telefon, który Poli
natychmiast odebrała. Sara ruszyła w głąb korytarza. Gdy
mijała pokój Alexa, drzwi się nagle otworzyły i wypadła
stamtąd Geraldina. Była wzburzona, policzki miała czerwone.
Gdy zamknęła się w swoim gabinecie, Sara z uśmiechem
wzruszyła ramionami. Przystanęła na moment, a potem
zapukała do drzwi kolegi, uchyliła je i wsunęła głowę do
środka.
- Proszę nie tyranizować personelu, doktorze Mason -
skarciła żartobliwie Alexa, który wyglądał przez okno,
zwrócony do niej plecami.
Na dzwięk jej głosu odwrócił się natychmiast.
- Co masz na myśli? - spytał, marszcząc brwi.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]