
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jane Lisa Smith PamiÄtniki wampirĂłw 04 Mrok
- Clark Catherine Kto na Ĺawce WyciÄ Ĺ Serce... PamiÄtny dzieĹ
- 166. Martyn Leah PamiÄtne walentynki
- MacDonald Laura Nasze marzenia duĹźe i maĹe
- Laura MacDonald Chirurg z Argentyny
- Laura Anthony Samotni kochankowie
- Langan Ruth Korsarska rapsodia
- Jerry Pournelle War World II Death's Head Rebellion
- 150 Mortimer Carole Weekend z szefem
- Heyer_Georgette_ _Niezwykly_dzentelmen
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
A wie, jaki jesteś podstępny?
Nigdy nie słyszałem, by tak mnie nazwał.
A słyszałeś, co jeszcze mówiłam do Rancona?
Nie.
Dobrze wiedzieć. Nie mogła sobie przypomnieć, czy jeszcze coś powiedziała głośno.
Odpychając się od framugi, Dan podszedł bli\ej i poklepał konia po zadzie.
Jakie plotki ona tu rozpuszcza, chłopie?
Nie powie ci.
Kpiące rozczarowanie pojawiło się na twarzy Dana.
Czy\by ta kobieta rzuciła na ciebie urok? Ile razy o tym rozmawialiśmy?
Najwidoczniej niewystarczająco. Nie musiałam go długo przekonywać, by dotrzymał
tajemnicy.
Nie?
Potrząsnęła głową. Na jej ustach widniał szeroki uśmiech.
Wystarczyły trzy marchewki i całus.
Mogę się przyłączyć do tego układu?
Pod warunkiem, \e obiecasz dochować sekretu.
Dobrze.
Chciała mu to wyznać, ale zamiast: Zakochuję się w tobie , powiedziała:
Uwielbiam tę muzykę.
Dan znów poklepał Rancona. Z magnetofonu płynęła łagodna piosenka o miłości.
Zatańczysz? zaproponował.
Ręka ze zgrzebłem zamarła w bezruchu.
Ja czy Rancon?
Ty, Angel.
Z tobą w parze?
Tak.
Wziął od niej zgrzebło, wrzucił je do skrzynki i objął Angel w talii. Delikatnie zrobiła to samo
jedną ręką, drugą zaś poło\yła mu na ramieniu.
Poruszali się powoli w rytm muzyki, Dan prowadził. Był wspaniałym tancerzem, trzymał ją
bardzo blisko, ruszał się pewnie.
Nagle ujrzała inną tańczącą parę i poczuła tęsknotę za tym, co oni mieli, za tym, co do siebie
czuli.
Odgoniła tę wizję i uśmiechnęła się do niego.
Chyba umiem tańczyć.
Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, był surowy.
Angel... Słucham?
Jutro znów wyruszam do miasta.
Po co?
Muszę zadać kilka pytań, sprawdzić te numery rejestracyjne, pogadać z kumplem z FBI.
I chcesz iść sam?
Zrobię to du\o szybciej.
Przytaknęła, zatrzymała się i cofnęła.
Tak będzie bezpieczniej, Angel tłumaczył stanowczo.
Dla mnie czy dla ciebie?
Nie zaczynaj znowu...
To ju\ się zaczęło. Szczerze mówiąc, jesteśmy ju\ parę dni za linią startu.
Jego twarz spochmurniała.
Tak, chyba masz rację.
Wyprostowała się i wskazała palcem w jego stronę.
I wiesz, co jeszcze? Kiedy chodzi o mnie, nie ufasz sobie.
śebyś wiedziała! wybuchnął.
Przez chwilę nie odrywali od siebie oczu. Co mogła teraz powiedzieć? Jak walczyć, by go
zdobyć, je\eli on nie chciał zostać zdobyty?
Poczuła się znu\ona. Miała ju\ dość wra\eń w tak krótkim czasie. Spróbowała się uspokoić.
Umyję się i idę spać. Nie spojrzawszy nawet w jego stronę, odwróciła się na pięcie i
wyszła.
ROZDZIAA SMY
Ma około metra sześćdziesięciu, pewnie wa\y z pięćdziesiąt pięć kilo. Długie,
jasnobrązowe loki i fiołkowe oczy.
Gdy Dan oparł się o ścianę budki telefonicznej, jego kumpel z FBI, Jack Bonner, zachichotał.
Fiołkowe oczy, powiadasz?
Zgadza się.
I długie jasnobrązowe loki?
Powtarzasz to dla siebie czy \eby mnie wkurzyć? Jack znów się zaśmiał.
śeby cię wkurzyć i trochę się rozerwać.
Znali się od przeszło dziesięciu łat, razem zaczynali naukę w akademii policyjnej. Niektórzy, ze
względu na niekonwencjonalne metody prowadzenia dochodzeń, nazywali ich indywidualistami.
Jednak tytuł oficera policji nie odpowiadał \adnemu z nich i po kilku latach Jack znalazł pracę
w FBI, a Dan w biurze szeryfa.
Ku ogólnemu zdziwieniu ich przyjazń przetrwała. Jasne, \e czasami było im trudniej, ale gdy
zaistniała potrzeba, mogli na siebie liczyć. Gdy przestępca odstrzelił Jackowi fragment nogi, Dan
wspierał go w dochodzeniu do zdrowia i powrocie do pracy. A gdy zginęła Janice, to Jack zmusił
Dana do wyjścia z łó\ka po miesiącu totalnego piekła.
Mówi z obcym akcentem dodał Dan, obserwując miasto u schyłku dnia. Zapisujesz to?
Jack parsknął szyderczo.
A myślisz, \e z kim rozmawiasz, Mason? Dan usłyszał stłumiony dzwięk dartego papieru.
Skrzywił się.
Mówiłem, \e ma akcent.
Południowy, brytyjski? Jaki?
Brytyjski, szkocki, irlandzki? Nie jestem pewien.
Myślisz, \e jest z bogatej rodziny?
Tak się zachowuje. Doskonałe maniery, doskonała wymowa, nie potrafi gotować, kiedy siedzi,
krzy\uje nogi w kostkach. Kiedy ją znalazłem, miała na sobie bardzo dobre, drogie buty.
Bogate dziewczyny potrafią być bardzo upierdliwe.
I właśnie to nie pasuje do Angel.
W chwili gdy imię wymknęło mu się z ust, dałby wszystko, \eby to cofnąć. Ale nie miał szansy.
Angel? powtórzył Jack przeciągle.
Jakoś musiałem ją nazwać wydusił Dan przez zaciśnięte zęby.
To takie słodkie.
Odwal się, Bonner. W tej sekundzie znów byli jak dziewiętnastoletni chłopcy, spierający się,
kto ma najfajniejszy samochód i najlepszą broń.
Miło wiedzieć, \e górskie powietrze nie zmieniło cię zbytnio, Mason zaśmiał się Jack.
A mo\e to ta piękna i upierdliwa...
Ona nie jest upierdliwa. Jest... có\, szczera i urocza.
Urocza? Przepadłeś, stary.
Przysięgam, \e ju\ nie mogę się doczekać, a\ się stąd wydostanę i...
Postawisz mi piwo?
Spróbuję jeszcze raz.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]