
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jane Lisa Smith PamiÄtniki wampirĂłw 04 Mrok
- Clark Catherine Kto na Ĺawce WyciÄ Ĺ Serce... PamiÄtny dzieĹ
- Wright Laura KochaÄ bez pamiÄci
- Carranza Maite Wojna Czarownic Tom 1 Klan Wilczycy
- Cabin Fever Sarah Masters
- Baniewicz Elśźbieta Anna Dymna. Ona to ja
- Wróżki Wycinanki
- Carlo Levi Cristo si e fermato a Eboli
- Emily Bronte Wichrowe Wzgórza
- Crowe_Evelyn_Czy_on_naprawde_istnieje_SR063
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Wkrótce po drugiej rocznicy ślubu Zoe zaszła w ciążę. Nie planowaliśmy
tego, ale ja byłem zachwycony. Natomiast Zoe niezbyt cieszyła wizja
rychłego macierzyństwa.
- Może twoja żona martwiła się, że straci figurę? - Gina zamierzała być
obiektywna. Jack wzruszył ramionami.
- W ogóle nie chciała zostać matką. Podpisała kontrakt na sesje w Europie
i czekała na próbne zdjęcia w telewizji. Starała się o rolę w serialu i miała
szansę ją dostać. - Jack zaśmiał się gorzko. - Dlatego szalała ze złości.
- Och, Jack. - Gina wzięta go za rękę i lekko ją ścisnęła, pragnąc chociaż w
ten sposób wyrazić zrozumienie.
- Gdyby ciąża przebiegała gładko, może jakoś dalibyśmy sobie radę. Ale
Zoe strasznie cierpiała z powodu porannych mdłości. Nic nie pomagało jej
na tyle długo, żeby wzięła się w garść. Dlatego była znudzona,
nieszczęśliwa, wiecznie rozgniewana.
- Na ciebie?
- Oczywiście. W końcu podjąłem decyzję. Poprosiłem szefa o przyzwoity
rozkład dyżurów i przejąłem obowiązki domowe, żeby Zoe mogła więcej
wypoczywać.
- To działało?
- Początkowo tak - przyznał, patrząc ponuro w dal. - Aż do dnia, w którym
zapomniałem przywiezć nowe kasety wideo z wypożyczalni. Zoe
postanowiła nie czekać na mój powrót i pojechała swoim samochodem do
miasta. Ale było jej niedobrze, więc nie zapięła pasów...
- O Boże... - Gina zadrżała, wiedząc, co zaraz usłyszy. Jack skinął głową.
- Odniosła tylko powierzchowne obrażenia, ale doznała szoku. I tej nocy
poroniła.
Gina zastygła w bezruchu.
- Miałeś do niej pretensje?
- Mało powiedziane. - Głos Jacka zabrzmiał zgrzytliwie. - Zrobiłem jej
dziką awanturę.
- Jack, jak mogłeś?
- Po prostu przestałem nad sobą panować. Byłem zestresowany do granic
możliwości. Ale to żadne usprawiedliwienie. Powinienem był przecież
wesprzeć moją żonę, a nie umiałem. - Przełknął gwałtownie ślinę. -
Pogodziliśmy się, ale to nic nie dało. - Ujął dłoń Giny. - Najgorszym dniem
mojego życia okazał się ten, w którym spojrzeliśmy z Zoe na siebie i
zrozumieliśmy, że już nic nas nie łączy. Rozeszliśmy się. Ona chyba mieszka
w Stanach. Nadal jest modelką.
- A ty zostałeś tutaj - szepnęła Gina.
- Jak widzisz.
Przez resztę dnia miała wrażenie, że przebywa w jakiejś próżni. Jack
wpadł w melancholijny nastrój i prawie się nie odzywał. Tylko na usilną
prośbę Giny przyniósł albumy ze zdjęciami z dzieciństwa. Wyczuwała, że
zamknął się w sobie i próbowała delikatnie sprowokować go do pogawędki,
ale nic z tego nie wyszło. Zupełnie jakby otoczył się niewidzialnym murem,
za który nie miała wstępu.
O zmroku chciał pokazać jej dzikie wombaty, lecz nawet i one okazały się
dziś chimeryczne i nie wyszły ze swych nor. Jack był wyraznie
rozczarowany.
- Zawsze pojawiają się o tej porze. Bezbłędnie wyczuwają zapadające
ciemności.
- Siedząc w swoich jamach? - spytała zdumiona i przysunęła się do niego.
- Mają imponujący instynkt. - Jack przykucnął, pociągając ją za sobą. -
Przy wejściu do nor urządzają coś w rodzaju punktu obserwacyjnego, z
którego oceniają panującą na zewnątrz temperaturę i intensywność światła.
Wychodzą tylko w specyficznych warunkach.
- Coś takiego. - Gina była pod wrażeniem. - Może zechcą mi się pokazać
następnym razem? - spytała, wolnym krokiem wracając z Jackiem na
podwórze.
Nie odpowiedział.
Minęli bramę i Gina zdjęła ze sznurka suchy kostium kąpielowy oraz
ręcznik.
- Chyba jednak nie będzie burzy - stwierdziła, usiłując podtrzymać
rozmowę.
Potem rozejrzała się po kuchni, jakby szukała jakiegoś namacalnego
dowodu, że spędziła ten dzień z Jackiem. Otoczenie wyglądało jednak tak
samo jak przedtem, wszystko pachniało tak samo. Tylko atmosfera się
zmieniła.
Nie, to nie tak. Gina potrząsnęła głową. Już wiedziała, o co chodzi.
Zasadniczo zmieniło się tylko to, co do niedawna było między nią a Jackiem.
Wzdrygnęła się, gdy dotknął jej ramienia.
- Jeśli spakujesz swoje rzeczy, to odwiozę cię do domu. Te słowa
podziałały na nią jak smagnięcie biczem. Zamaskowała ból wymuszonym
uśmiechem.
Jak mogła oczekiwać, że Jack jeszcze raz poprosi ją, aby została do jutra?
Przecież było jasne jak słońce, że już nie jest nią zainteresowany.
ROZDZIAA SMY
W niedzielę zupełnie nie mogła znalezć sobie miejsca. Postanowiła
wyładować na czymś dręczącą frustrację i posprzątała mieszkanie. Pózniej
okazało się, że musi spędzić kilka długich godzin w pralni, ponieważ pralka
odmówiła posłuszeństwa.
- Ach, ta nowoczesna technika! - mruczała pod nosem, gniewnie
wpychając pościel, ręczniki, szpitalne stroje i mnóstwo innych rzeczy do
bagażnika.
Wyjeżdżając spod ocieniającego podjazd daszku, pomyślała o żonach
pionierów, które używały niezawodnych balii. Tyle tylko, że musiały
poświęcać na pranie każdy poniedziałek. Ten argument trochę poprawił jej
humor.
Gdy po powrocie przepychała się przez drzwi z koszem czystego prania,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]