
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Tadeusz Boy śąeleśÂ„ski SśÂ‚ówka
- Harrison Harry Krok do Ziemi
- Destiny Blaine [Menage Amour 151] Love's Unselfish Gift (pdf)
- 3551 Asesinato647915
- Smith Lisa Jane Wizje mroku 1 Tajemnicza moc.Opć™tany.Pasja
- Conan Doyle Artur Dolina strachu
- (18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ... Bursztynowa Komnata tom 2
- Crown CT400B pwramp
- Charmed 20 Die Saat des BĂśsen Torsten Dewi
- Baccalario_Pierdomenico_ _Kod_królów
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Drew posłuchał natychmiast. Rosa ze zdumieniem patrzyła, jak wychodzi z domu.
- Niesamowite. Zwykle trzeba mu wszystko powtarzać po sto razy, zanim się ruszy. - Spojrzała domyślnie
na Sydney. - Bardzo mu z tobą dobrze. Od dawna nie widziałam go w takim nastroju. Musi być bardzo
92
szczęśliwy.
Otworzyła drzwi prowadzące z kuchni do ogrodu.
- Kurczak musi się jeszcze popiec z godzinkę. Chodzmy do oranżerii ściąć trochę kwiatów do ozdobienia
stołu. Opowiesz mi, co planujecie na dzisiejszy wieczór.
Rosa Wallace potrafiła słuchać. Sydney ze szczegółami opowiedziała jej o wizycie u Fowlerów i o tym,
czego się dowiedzieli ze starych dzienników.
- Myślisz, że kiedy się ściemni, coś się wydarzy?
- Nie wiem, Roso. Ja nawet nie wiem, czy wierzyć, że to naprawdę duch uratował mi życie. To trochę
dziwne, prawda?
- Nie tak bardzo, jak ci się wydaje. Andrew Joshua pewnie nie zaznał spokoju, mam na myśli jego duszę.
Zginął w tak tragicznych okolicznościach... Nikt na jego miejscu nie zaznałby spokoju. Ale kiedy o tym
myślę, głównie myślę o Mary. Jestem matką i babką. Gdyby spotkało mnie coś bardzo złego i wiedziałabym,
że świadkiem tego jest moje dziecko, bałabym się przede wszystkim o jego życie. Jestem już stara,
widziałam i słyszałam rzeczy bardzo, bardzo dziwne. Dlatego tak spokojnie przyjęłam tę historię.
- Nie myślisz, że zwariowałam?
Rosa zatrzymała się i spojrzała Sydney prosto w oczy.
- Jeśli ty zwariowałaś, dziecino, to zwariowały te miliony ludzi na całym świecie, które wierzą w duchy.
Postępuj tak, jak ci każe instynkt. Rób to, co czujesz, że masz zrobić. Zdaj się na swoje wyczucie.
Sydney miała wrażenie, że spada z niej wielki ciężar.
Tak jakby ktoś zdjął nagle z jej ramion brzemię przekraczające jej siły. Uspokojona, rozejrzała się z
ciekawością dokoła. Wyszły z ogrodu zimowego wprost na okalający posiadłość teren. W miarę jak oddalały
się od domu, drzewa robiły się coraz mniejsze. Doszły w końcu do pięknego sadu, a dalej rozciągał się
nieduży warzywnik.
- Uwielbiam świeże jarzyny i wszelkiego rodzaju zioła. Sama gotuję, lubię to. Lubię zajmować się domem
i mężem. Może jestem trochę staroświecka? Chyba jestem bardzo, bardzo staroświecka. Teraz wszystko jest
inaczej.
A widząc zmieszanie Sydney, uśmiechnęła się serdecznie.
- Jesteś bardzo wrażliwa. Musisz okrzepnąć; w tej rodzinie trzeba umieć się rozpychać łokciami. Z czasem
siÄ™ tego nauczysz.
Sydney nie zdążyła odpowiedzieć, bo zafascynował ją widok trzech niewielkich szkłami. Wyglądały jak
małe chatki.
- Tę najmniejszą nazywam moim wiosennym domkiem - wyjaśniła Rosa. - Hoduję w niej tulipany, dalie i
hiacynty. Dwie pozostałe służą po trochu do wszystkiego. Mam tam różne inne kwiaty, róże i trochę
warzyw, które wymagają szczególnej opieki. Kiedy nadchodzi zima, mamy wszystkie nowalijki, jakie
chcemy.
- Chyba nie zajmujesz się tym wszystkim zupełnie sama?
- Nie. Nie dałabym rady. Clay nieraz mi pomaga, a od czasu do czasu udaje mi się ściągnąć Drew. Chociaż
mój wnuk często bywa nieuchwytny. Obaj stale powtarzają, że nie znoszą babrać się w ziemi, ale to
nieprawda. Tylko tak mówią. Ziemia ma w sobie coś kojącego. Kiedy sieją uprawia, człowiek robi się
lepszy. Drew, po rozwodzie z Ellen, często tu przychodził. Nieraz w nocy widziałam, jak siedzi i patrzy w
gwiazdy. Potem, kiedy zabrał się do remontu Kasztanowego Dworu, wiedziałam już, że doszedł z sobą do
Å‚adu.
Rosa otworzyła drzwi do szklanego domku i wprowadziła Sydney do środka.
- Ale nie myślałam, że kiedykolwiek zobaczę go tak radosnego jak teraz. Od twojego przyjazdu bardzo się
zmienił. Jest taki sam jak dawniej.
Sydney nie była w stanie wymówić słowa. I to nie z wdzięczności. Oszołomił ją zapach i kolor kwiatów. W
chłodnym pomieszczeniu klimatyzowanej szkłami kwiaty, oddzielone od morderczego upału szklanymi
ścianami, kwitły wspaniale, mieniąc się barwami wiosennej świeżości.
- Właśnie takie kwiaty widziałam dzisiaj pod tym drzewem, gdzie powieszono Andrew.
- Tak. To moje. Bardzo lubię świeżo ścięte kwiaty. Nie żyją długo, ale przez moment robią wrażenie
czegoś naprawdę pięknego i niebanalnego. Nie można obok nich przejść obojętnie.
- Tak. I są dowodem pamięci.
- Właśnie dlatego to robię. Mówię temu miastu, że pamiętam o tym, co się stało. Clay też czci ten dzień.
Daje swoim pracownikom wolne, aby pamiętali, że to bardzo ważna rocznica.
Rosa ścięła kilka tulipanów.
- Pewnie sobie myślisz, że jesteśmy parą starych dziwaków.
Sydney wybuchnęła śmiechem.
93
- Prawdę mówiąc, tak. Ale to chyba musi być zarazliwe. Ja jestem takim samym dziwakiem jak wy;
Rosa z uśmiechem ujęła ją pod ramię.
- Wracajmy do domu. Drew chyba już skończył rozmowę z Clayem. Mam nadzieję, że przekonał go, żeby
nie robił głupstw. Mam też nadzieję, że za bardzo się nie pokłócili. Nie zdziw się, kiedy będą na siebie
warczeć jak rozzłoszczone bulteriery.
Drew i Clay siedzieli przy kuchennym stole, patrząc na siebie bez słowa.
Na widok wchodzących kobiet, Drew wstał z krzesła.
- Jak widzicie, dziadek nie zdołał jeszcze zerwać gipsu.
- Nie krępuj się! Opowiedz paniom, jak obezwładniłeś starego, schorowanego człowieka i odebrałeś mu
nożyce - sapnął ze złością Clay, energicznie drapiąc się starym wieszakiem. - Wiesz, Rosa, chyba mi się tam
[ Pobierz całość w formacie PDF ]