
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 44.Tajemnica Dallas Sensacje XX wieku
- Gildas Bourdais UFO 50 tajemniczych lat
- Courths Mahler Jadwiga Tajemnica bezimiennej
- 01 Durgin Doranna Tajemnicza kobieta
- Christie Agatha Tajemnica Sittaford
- Morgan Sarah Tajemniczy list
- Margit Sandemo Tajemnica Władcy Lasu
- Guy N. Smith Kraby 01 Noc krabĂłw
- Smith Guy Trzesawisko 2 Wedrujaca Smierć
- 08. Smith Deborah Legendy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nie mówił do niej, a dopiero zdał sobie z tego sprawę. A teraz znowu cię odnalazłem. Moją
drugą połowę.
Kaitlyn poczuła to samo, co przedtem, a świat wokół nich zamarł w cichym oczekiwaniu. Ale
tym razem oprócz ciszy były też radość i pewność. Nie byli już na progu. Właśnie go prze-
kroczyli. Wszystko zostało już powiedziane, bez słów, a nawet myśli. Jakby ich dusze
połączyły się w uścisku, nie tylko w sieci i nie tylko z powodu uzdrawiającej mocy Roba,
chociaż oba te elementy byty w tym obecne.
To było coś więcej. To była jedność, całość, o której Kaitlyn nigdy nawet nie śniła.
Jestem z tobą. Należę do ciebie.
jestem częścią ciebie. Zawsze będę.
Nawet nie wiedziała, które z nich to powiedziało. Oboje czuli to samo.
Po to się urodziliśmy.
Trzymali się za ręce. Kaitlyn czuła przepływającą między nimi moc i energię, która
przypominała miliony migoczących światełek, czystą, orzezwiającą wodę, muzykę i gwiazdy.
Ale czuła też, że tak jak on uzdrowił ją, tak ona uzdrowiła jego. Oddała mu to, co stracił w
wypadku, tę część, której mu brakowało.
Wszystko było takie proste i naturalne. Jakby oboje wiedzieli, co trzeba zrobić, jakby zawsze
to wiedzieli. Uniosła głowę, a on się nachylił. Ich usta się zetknęły.
Po chwili wymienili najbardziej delikatny i niewinny pocałunek, jaki można sobie wyobrazić.
Kait nigdy w życiu nie wyobrażała sobie, że całowanie chłopaka może być tak przyjemne.
Nawet Roba. Owszem, przeczuwała, że jego pocałunek może być cudowny, ale w tym nie
było nic fizycznego. Czuła się tak, jakby utonęła w jego oczach, jakby bez końca spadała w
dół w blasku słońca i złota.
Urodziliśmy się dla siebie. Dla tego.
Uniosła ich słoneczna, złota fala.
Nagle, jak przez mgłę, Kaitlyn zdała sobie sprawę, że słyszy jakiś dzwięk. Ludzki głos.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale Rob, na miłość boską, mamy tu coś do zrobienia!
v:ifj||
To była Joyce. W porównaniu z cudownymi odgłosami, które Kaitlyn słyszała przed chwilą,
jej głos nie brzmiał zbyt melodyjnie. Joyce spoglądała na nich ze zniecierpliwieniem, a na
twarzy Anny nadal widoczne były łzy. Od ich przyjścia upłynęła zaledwie minuta lub dwie.
To niemożliwe. W głębi serca Kaitlyn czuła, że minęło co najmniej parę godzin. Ale to był
czas prawdziwy, czas duszy a nie ten, który upływał na tej ponurej planecie. Oboje z Robem
unosili się w powietrzu ładnych parę godzin, ale tutaj zajęło to zaledwie minutę.
Rob puścił jej ręce. Było to krótkie, ale trudne rozstanie. Kaitlyn zacisnęła dłoń i poczuła
pustkÄ™.
- Przepraszam. Chyba mogę pomóc Gabrielowi - odezwał się Rob. Wstał, zrobił krok do
przodu i odwrócił się do Kait. Uklęknął przy niej. Zapomniałem powiedzieć, ze cię kocham.
Kaitlyn roześmiała się zdumiona. Jakby trzeba było o tym mówić.
- Idz i pomóż Gabrielowi - wyszeptała.
- Nie, oboje jesteście mi potrzebni - powiedziała Joyce. -I to szybko. Transfer energii nic tu
nie da, Rob. Musimy go natychmiast sprowadzić z miejsca, w którym się znajduje. Chcę,
żebyście wszyscy czworo dotknęli kryształu.
Jej słowa wreszcie wyrwały Kaitlyn ze snu i sprowadziły na ziemię.
- Co takiego? - zapytała, wstając na równe nogi. Zauważyła, że fizycznie czuła się dobrze.
Była silna. To dzięki uzdrawiającej mocy, która jednak przepłynęła między nią a Robem.
- Chcę, żebyście wszyscy dotknęli kryształu - powtórzyła cierpliwie Joyce. - Gabriel też...
- Nie!
- Kaitlyn, to jedyny sposób.
- Ale sama widziałaś, co się stało!
- Tym razem to potrwa bardzo krótko, ale wszyscy musicie dotknąć kryształu. Wszyscy,
którzy są połączeni. A teraz pospieszcie się, na miłość boską. Nie rozumiecie, że pan Zetes
może w każdej chwili wrócić?
Kaitlyn chwiejnym krokiem wyszła z klatki. Nie mogła pozwolić, by Gabriel znowu dotknął
kryształu. To było niemożliwe, zbyt okrutne. Ten kryształ był zły. Wiedziała o tym...
Ale Joyce mówiła, że to jedyny sposób.
Kaitlyn spojrzała na Joyce, która wpatrywała się w nią jasnymi akwamarynowymi oczami. Jej
wzrok był udręczony, ale wydawał się szczery.
- Nie chcesz go uratować, Kaitlyn? Kaitlyn nagle poczuła w dłoni skurcz.
Czuła, że musi coś narysować, ale nie było na to czasu. Poza tym nie miała niczego, czym
mogłaby rysować. W sterylnym laboratorium nie było ani jednego długopisu czy ołówka.
- Proszę, zaufajcie mi. Chodz, Lewisie. Przygotujcie się, by dotknąć kryształu. Kiedy
powiem: teraz", złapcie jakąś końcówkę.
Lewis wziął głęboki wdech i pokiwał głową. Trzymał rękę w gotowości.
- Anno? Dobrze. Dziękuję. Rob? Rob spojrzał na Kaitlyn.
Gdyby tylko mogła coś narysować... Ale nie mogła. Spojrzała na Roba i wykonała bezradny
gest.
- Lepiej to zróbmy - wyszeptała. Joyce zamknęła oczy i westchnęła z ulgą.
- Dobrze. Słuchajcie, ja stanę za Gabrielem. Jak powiem: teraz", przysunę do niego kryształ,
a każde z was złapie którąś z końcówek, jasne?
Kaitlyn czuła, że wszyscy się zgodzili. Wyciągnęła rękę i ruszyła w kierunku kryształu, ale jej
umysł pracował na pełnych obrotach.
Nie mogę rysować... przynajmniej nie rękami. Ale moja moc nie znajduje się w dłoniach. Jest
w mojej głowie, w moim umyśle. Gdybym tylko mogła narysować to w głowie...
Rozdział 16
Jaktylko o tym pomyślała, coś zaczęło się dziać. Wyobraziła sobie swoje ulubione pastelowe
kredki, w różnych odcieniach.
Najpierw wezmÄ™ trochÄ™ cytrynowego z odrobinÄ… bladej ochry. Potem trochÄ™ cielistego i dwie
niewielkie plamki jasnoniebieskiego i werońskiej zieleni.
W porządku! Co to jest? Odsuń się! Odsuń się i popatrz.
Kaitlyn zrobiła w głowie krok do tyłu, a kreski i kropki ułożyły się w całość. Joyce. To
niewątpliwie była Joyce.
Potem szary. Szare kreski i łuki. Jakiś kształt, szklanka. I kolor cielisty, który ją trzyma. Joyce
[ Pobierz całość w formacie PDF ]