
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Hour of the Witch Harry Potter, Wicca Witchcraft, and the Bible by Steve Wohlberg
- 03.Harry Potter und der Gefangene von Askaban
- Harry Turtledove The Case Of The Toxic Spell Dump
- Mathematical Economics and Finance M. Harrison, P. Waldron (1998) WW
- Harris Raye Lynn Hiszpański torreador
- Harris Lisa Odnajdę cię
- Harry Turtledove [The V
- Turtledove, Harry V
- Harrison Kathryn Pocałunek
- MXXX. Gates Olivia Niebo na ziemi
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
w odczuciu Doma. Najpierw do teleportera walił tłum, potem było ich coraz mniej, a\ w
końcu nikogo. Toth wydawał rozkazy na częstotliwości bojowej kompanii, ale Dom wyłączył
radio, bo rozbolała go głowa. W wielkim pomieszczeniu pozostali sami, nie licząc trupów i
automatycznych karabinów maszynowych ostrzeliwujących krzy\owym ogniem wejście.
Jeden z nich właśnie eksplodował, gdy Toth ponownie zetknął się hełmem z Domem.
- To byli ostatni z tylnej stra\y. Ruszamy.
Dom miał pewne trudności ze zrozumieniem, tote\ jedynie skinął głową i wcisnął
przycisk aktywatora. Toth wziął go pod ramiona, dał pełen ciąg silniczka wibrotopora, który
ściskał w dłoni, i skierował go prosto w ekran. Gdzieś z tyłu zaczęły pojawiać się sylwetki w
skafandrach, ale to było ostatnie, co Dom zauwa\ył.
Potem były jeszcze światła bazy Tycho i zamknął oczy. Tym razem czerwona mgła
otuliła go całego.
- I jak nowa noga? - spytał sier\ant Toth rozwalony wygodnie na krześle stojącym
obok szpitalnego łó\ka.
- Nie wiem: nic nie czuję. Mówią, \e mam zablokowane nerwy, dopóki się nie zrośnie
z kikutem. - Dom odło\ył delikatnie ksią\kę, zastanawiając się, co te\ sier\ant tu robi.
- Wpadłem zobaczyć rannych - wyjaśnił Toth. - Oprócz ciebie jeszcze dwóch. Kapitan
mi kazał.
- Następny sadysta - parsknął Dom. - Nie wystarczy mu, \e ju\ jesteśmy chorzy?
- Dobry dowcip. - Mina Totha nie zmieniła się ani odrobinę. - Opowiem go
kapitanowi, pewnie mu siÄ™ spodoba. Ty te\ mu siÄ™ podobasz. Co teraz zrobisz: wykupisz siÄ™?
- A dlaczego nie? - Dom sam był zaskoczony, \e pytanie go rozzłościło. - Mam za
sobą zadanie bojowe, awans, medal i solidną ranę. Powinno wystarczyć na zwolnienie ze
słu\by wojskowej.
- Zostań. Jak przestajesz myśleć, jesteś naprawdę dobrym \ołnierzem, a takich jest
niewielu. W wojsku te\ mo\na zrobić karierę.
- Tak jak ty?! Zrobić sobie z zabijania zródło utrzymania? Dziękuję, nie chcę.
Zamierzam zająć się czymś bardziej konstruktywnym. W przeciwieństwie do ciebie nie
szczycÄ™ siÄ™ tym, co robiÄ™, a zabijanie w walce nadal uwa\am za odmianÄ™ morderstwa. Ty je
lubisz. - Nagła myśl spowodowała, \e Dom siadł prosto. - Mo\e to jest właśnie to! Wojny nie
mają ju\ nic wspólnego z walką o teren, agresją czy innymi patriotyzmami. Wojny są
wywoływane przez takich jak ty dlatego, \e są podniecające. Niosą ze sobą przyjemność
silniejszÄ… od jakiegokolwiek narkotyku. Ty lubisz wojnÄ™!
Toth wstał, przeciągnął się, odwrócił do wyjścia. Tu\ przy drzwiach stanął, zastanowił
się i odparł:
- Mo\e masz rację. Nie zastanawiałem się nad tym, mo\e faktycznie lubię wojnę,
kapralu. - Niespodziewanie jego rysy rozjaśnił zimny uśmiech. - Ale nie zapominaj, \e ty te\
ją polubiłeś.
I wyszedł.
Dom zaś wrócił do lektury poirytowany przymusowym przerywnikiem. Ksią\kę
przysłał mu wraz z pochwałną notą jego profesor języka. O wyczynach Doma on i jego szkoła
dowiedzieli się z wiadomości, byli z niego dumni itd. itp. Był to tomik wierszy Miltona i
Dom musiał przyznać, \e sława, jaką cieszył się autor, była zasłu\ona. Najbardziej spodobał
mu siÄ™ fragment:
Zwiat był cichy i spokojny
Bez huku i zgiełku wojny
Piękny dwuwiersz, tylko \e i w czasach Miltona, i teraz nieprawdziwy. Czy ludzkość
zawsze musiała toczyć wojny? Tego nie wiedział, ale poniewa\ zawsze toczyła, zało\enie, \e
ludzie je lubią, było całkiem prawdopodobne: inaczej przecie\ by ich nie było. Nie była to
przyjemna myśl.
Natomiast z sier\antem się nie zgadzał - dobrze walczył, ale tak został wyszkolony, a
poza tym chciał prze\yć. Nie zauwa\ył, by walka sprawiła mu przyjemność. To nie mogła
być prawda...
Spróbował skupić się na lekturze, ale kartka rozmazywała mu się przed oczyma.
Przeło\ył
Jarosław Kotarski
śona dla Pana
Nazywała się Osie i wszyscy zgodnie uwa\ali, \e była najpiękniejszą dziewczyną w
osadzie Wirral-Lo, która i tak od dawna słynęła z urody tutejszych kobiet. Osada wtulona w
siodło zbocza w niegościnnych górach planety Orriols nie miała wiele więcej do
zaoferowania, tak więc uroda Osie przedstawiała wielką wartość i była nale\ycie strze\ona.
Dziewczyna nosiła płaszcz podbity grubszą warstwą ołowiu ni\ ktokolwiek inny, kapelusz z
szerokim rondem i grube, ciemne okulary, wszystko dla ochrony przed silnym
promieniowaniem płonącego jasno, białobłękitnego słońca. Wieczorami pod dachem wszyscy
podziwiali biel jej skóry, połysk długich, czarnych włosów i krągłość pełnych, jędrnych
piersi. Zgodnie z tutejszymi surowymi zwyczajami ręce miała wówczas zakryte, a
wielowarstwowe suknie obwieszone małymi, srebrnymi dzwoneczkami. Oczy zawsze kryła
za okrągłymi, grubymi okularami. Jednak jej piękno było widoczne i robotnicy z płonącymi
znamionami na twarzach i karkach, a tak\e ci z rakowatymi naroślami na skórze chętnie na
nią spoglądali. Wszystkim było smutno, gdy uznano, \e pora dziewczynie iść do szkoły.
Było to przedsięwzięcie kosztowne, ale traktowano je jak dobrą inwestycję. Wieki
wcześniej wyemigrowali, by uprawiać ten kawałek ziemi i zbierać przydatne do produkcji
medykamentów rośliny, które nie rosły nigdzie indziej tylko tutaj, pod promieniami okrutnie
aktywnego słońca. Powietrze było rzadkie, ale poniewa\ wcześniej mieszkali na wy\ynach
Ameryki Południowej, to akurat nie było dla nich problemem. Piersi mieli szerokie i pojemne.
Co innego promieniowanie; to przysparzało kłopotów. Liczba osadników nie rosła tak szybko
jak powinna i wcią\ brakowało rąk do pracy. Musieli kupować kosztowne maszyny, a zyski
ze sprzeda\y zbiorów nigdy nie wystarczały na wszystko. Tak więc chętnie godzili się na
małe ofiary. Troszczyli się o Osie, bo wiedzieli, \e uzyskają za nią dobrą cenę.
Powstrzymując łzy, młoda dziewczyna pomachała im na po\egnanie i zniknęła w
teleporterze, by pojawić się w mieście Berno, pośród ziemskich gór. Tam miała się uczyć.
Rok pózniej wróciła ju\ jako młoda kobieta, która dobrze wiedziała, \e nie ma co ronić
niepotrzebnych Å‚ez.
Wydano uroczysty obiad, by wszyscy mogli ujrzeć tę, którą znali jako dziewczynkę.
Miała idealne maniery, mo\e tylko była wobec nich nieco chłodna, ale ostatecznie jaka miała
być wobec zwykłych robotników? Jej rozkwitająca uroda zapierała dech. Przywiozła
oczywiście zaświadczenie ze szkoły potwierdzające, \e zdała wszystkie egzaminy z
najwy\szymi wynikami i zna etykietę, potrafi dbać o swoje piękno i tak dalej oraz \e jest
[ Pobierz całość w formacie PDF ]