
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Harrison Harry Stalowy Szczur 6 Narodziny Stalowego Szczura
- Harry Harrison Bill 05 On the Planet of Zombie Vampires (Jack C. Haldeman)
- Harrison, Harry B3, Bill en el Planeta de los Placeres Ins
- Mathematical Economics and Finance M. Harrison, P. Waldron (1998) WW
- Harrison Harry Planeta Smierci, tom 1
- Harrison Harry Krok do Ziemi
- Harry Harrison To the Stars Trilogy
- Harris Lisa Odnajdę cię
- Harrison Kathryn Pocałunek
- Lynn Hagen Brac Pack 4 Remi's Pup
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
rek.
- Dlaczego uważasz, że to jest dla mnie gierka"?
Odgarnęła włosy za uszy. Drżały jej ręce.
- Sam to niedawno powiedziałeś. Doskonale wiesz, czego ode mnie chcesz. Prze-
stań więc owijać w bawełnę. Przejdz do sedna.
Mógł ją w każdej chwili zwolnić, wsadzić ją na pokład samolotu i odesłać do No-
wego Jorku z pustymi rękami. Pewnie nie powinna mu się narażać swoimi wypowie-
dziami dla mediów, lecz była już zbyt poirytowana całą sytuacją. Chciała, aby ten kosz-
mar się skończył. Pragnęła odzyskać firmę i uwolnić się od tego mężczyzny.
- Przejdz do sedna? - powtórzył. - Czyli mam pominąć grę wstępną? Przyznaję, że
czasem jest to dobry pomysł...
Rebeka dostała gęsiej skórki. Czy w jego oczach znowu widziała pożądanie? Win-
da nagle zrobiła się zbyt mała, duszna i przyprawiająca o klaustrofobię.
- Ale nie zawsze - dodał po chwili zmysłowym tonem, gładząc jej policzek.
Wzdrygnęła się. - Przedstawisz swoją sprawę na zebraniu.
- I tak zagłosujesz przeciwko mnie. Więc jaki jest tego sens?
Wyjął z marynarki palmtop, spojrzał na ekran i zmarszczył czoło. Erotyczne napię-
cie znikło bez śladu. Momentalnie jakby przestała dla niego istnieć.
Miała teraz chwilę czasu, by w jego obecności pomyśleć o nim w miarę spokojnie,
co nie zdarzało się prawie nigdy. Spojrzała na niego. Miał na sobie szyty na miarę ele-
R
L
T
gancki garnitur, przeciwieństwo stroju matadora - jednak pod ubraniem był tym samym
mężczyzną, który walczył z bykami. Potężnym mężczyzną, dla którego w jednej sekun-
dzie można stracić głowę.
Teraz jednak nie była już tą samą dziewczyną co wtedy - naiwną, z głową pełną
marzeń o miłości i życiu z tym wspaniałym Hiszpanem. %7łycie nauczyło ją, że bajki na-
leży zostawić dzieciom. W dorosłym życiu lepiej stąpać twardo po ziemi i nie oczekiwać
zbyt wiele od świata, za to jak najwięcej od siebie.
Winda zatrzymała się. Weszli do przestrzennego biura z przeszklonymi ścianami.
Alejandro usiadł za wielkim biurkiem z chromu i szkła.
Za oknem na horyzoncie widać było blizniacze wieżowce Puerta de Europa przy
ulicy Paseo de Castellana. Nieco bliżej Estadio Santiago Bernabéu, na którym miesz-
kańcy Madrytu oglądali występy swej ukochanej drużyny piłkarskiej.
- Zebranie zarządu odbędzie się za godzinę. Proponuję, abyś się przygotowała. -
Podniósł słuchawkę, rzucił parę słów po hiszpańsku.
Kilka sekund pózniej pojawiła się w drzwiach ładna kobieta.
- Mario, proszÄ™ zaprowadz pannÄ™ Layton do gabinetu.
Rebeka poszła za kobietą do małego pokoju bez okien. Musiała się przygotować do
zebrania, lecz najpierw zadzwoniła do biura Cahill Group w Londynie. Niestety, Roger
Cahill był w delegacji, miał wrócić dopiero jutro.
Otworzyła swoją teczkę, wyjęła notes. W ciągu pół godziny wykonała kilkanaście
telefonów do swoich współpracowników i agentów. Upewniła się, że Layton Internatio-
nal w ciągu pół roku wyjdzie na prostą, jeśli Rebeka będzie mogła kontynuować dotych-
czasowÄ… politykÄ™ firmy.
Jednakże spotkanie z zarządem przebiegło dokładnie tak, jak się tego obawiała.
Zarząd robił dokładnie to, co dyktował Alejandro. Rebeka była dyrektorem generalnym
jedynie symbolicznie. Każda decyzja i tak należała do Alejandra, który prawdopodobnie
wyprzeda jej imperium, hotel po hotelu, nieruchomość po nieruchomości.
Nie może na to pozwolić! Tu chodziło nie tylko o dzieło życia jej ojca oraz ro-
dzinną fortunę, lecz również o setki ludzi zatrudnionych w firmie Layton International.
- Po co kazałeś mi oglądać tę szopkę? - zapytała, kipiąc złością.
R
L
T
Alejandro uśmiechnął się bezczelnie.
- Jeśli nie podoba ci się twoja nowa posada, to możesz odejść - rzucił beznamięt-
nie.
Wstała z krzesła i wbiła w niego wrogie spojrzenie.
- Wracam do Nowego Jorku, żeby dopilnować swoich interesów.
- Zapomniałaś, że to ja jestem szefem? - Alejandro rozsiadł się wygodnie w fotelu,
uśmiechając się wyniośle. - Pracujesz dla mnie i to ja mówię, kiedy możesz odejść.
- Nie jestem twoją własnością! - stwierdziła buntowniczo.
- Mylisz siÄ™. JesteÅ›.
Po wyrazie jego twarzy poznała, że mówi poważnie.
- Co ja w tobie widziałam? - powiedziała, krzywiąc się z obrzydzenia.
Wstał i spojrzał na nią władczym wzrokiem. Wyprostowała się odruchowo. Nie
cofnęła się, gdy zbliżył się do niej jak drapieżnik.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]