
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Harrison Harry Stalowy Szczur 6 Narodziny Stalowego Szczura
- Harry Harrison Bill 05 On the Planet of Zombie Vampires (Jack C. Haldeman)
- Harrison, Harry B3, Bill en el Planeta de los Placeres Ins
- Mathematical Economics and Finance M. Harrison, P. Waldron (1998) WW
- Harris Raye Lynn Hiszpański torreador
- Harrison Harry Planeta Smierci, tom 1
- Harrison Harry Krok do Ziemi
- Harry Harrison To the Stars Trilogy
- Harrison Kathryn Pocałunek
- Smith Lisa Jane Wizje mroku 1 Tajemnicza moc.Opętany.Pasja
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- I zostawiła ciebie? Ojciec nie pozwolił jej zabrać dziecka?
-Zostawiła mnie, zostawiła jego... Nawet się nie obejrzała. Od
tamtego czasu jej nie widziałem.
- Ile miałeś wtedy lat?
- Dziewięć. - Stracił cierpliwość do samego siebie. Dlaczego
zaczął paplać? Jak stara baba. Był zły na Laurę, że udało się jej
wszystko z niego wydobyć. - Mam już dosyć tego wypytywania -
oświadczył.
65
RS
- Przepraszam. Po prostu uważam, że jesteś... bardzo
interesującym człowiekiem. Ale powiedz mi jeszcze jedno: czy ten
twój przyjaciel i ty, czy obaj zostaliście tropicielami? Pracujecie
razem?
Laura poruszyła najboleśniejsze miejsce. Wielokrotnie
rozmawiali z młodym Rajmundem na temat wspólnego
przedsięwzięcia. Wówczas wydawało się, że ich przyjazń przetrwa
wszystko.
Mieli założyć własny interes. Ich marzeniem było mieć bazę
gdzieÅ› w dziczy, gdzie polowaliby i wynajmowali siÄ™ na
przewodników dla turystów i myśliwych. Ale ich projekty nigdy się
nie ziściły...
- Nie - odparł. - On jest barmanem w tym samym lokalu, w
którym pracował mój ojciec.
- Więc tylko ty kontynuujesz tradycje starego przyjaciela?
- Zdecydowanie to już koniec pytań - burknął Jarod, ale na tyle
jakoś miękko, że złagodził niegrzeczność. Naprawdę nie chciał więcej
tego wszystkiego wspominać.
Młody Rajmund Hare był mu zawsze niemal bratem. Kiedyś
upuścili sobie nawet po kropli krwi z serdecznych palców, dotknęli
razem skaleczonych miejsc, aby krew się zmieszała i aby mogli zostać
braćmi krwi.
Mając dziewiętnaście lat Jarod zakochał się w dziewczynie z
sąsiedniego miasteczka. Ona miała lat osiemnaście i była córką
nauczyciela, który dopiero co sprowadził się w ich strony. Wendy!
66
RS
Włosy miała koloru lnu, oczy niebieskie jak błękit nieba. Tak go
poraziła swoją urodą i czarem, że nie potrafił powiedzieć choćby
słowa. Posłał Rajmunda, aby wystąpił w jego imieniu. Ten nie
wiedział, co to nieśmiałość.
Właściwie będąc nawet tak młodym, naiwnym i
niedoświadczonym, powinien był przewidzieć, jak to się skończy.
Rajmund też się w niej zakochał, oczarował ją, rozkochał w sobie i
pobrali siÄ™.
Jednakże Wendy chciała mieć prawdziwy dom, jak inni ludzie.
Domowe ognisko. Wobec tego Rajmund przyjÄ…Å‚ prawdziwÄ… pracÄ™ w
regularnych godzinach i ze stałą płacą. I tak też wszystko trwa. Ile to
już lat są po ślubie? Dziesięć.
W ciągu tych dziesięciu lat udało się Jarodowi odkochać. Wendy
już nie wydawała mu się taka niezwykła. Ani wyjątkowo piękna, ani
godna nadzwyczajnego poświęcenia czy pożądania. Miał w tym
czasie inne kobiety, rzecz jasna. Dopuszczał zbliżenie fizyczne, ale
nigdy emocjonalne. Jeśli one żądały więcej, niż był zdolny dać,
zrywał z nimi. Nie chciał komplikować sobie życia.
- Ja bardzo panią przepraszam - odezwał się po chwili. - Z natury
nie jestem zbyt wylewny. Bardzo mi trudno mówić ludziom o sobie...
Przez moment wydawała się zbita z tropu.
-To ja przepraszam, nie chciałam... Nie mówmy o tym więcej.
Spojrzała nieufnie w głąb pieczary.
67
-Czy pan sądzi...? - Koniec z poufałością i tykaniem! - Czy pan
sądzi, że Tim z jakiegoś powodu zaczął tracić głowę i dlatego wybrał
tak nieodpowiednie miejsce?
- Przecież poszedł dalej - odparł ogólnikowo. -I to jest
najistotniejsze.
-I co dalej? - naciskała, domagając się bardziej szczegółowego
wyjaśnienia.
Co mógłby jeszcze dodać, by jej nadmiernie nie niepokoić?
- Wkrótce potem musiał znalezć coś do jedzenia. Może już
wybrał sobie jakieś stałe miejsce. Stałą kryjówkę. Jeśli to zrobił, to
bardzo dobrze. Aatwiej go znajdziemy.
- Zaraz się ściemni - zauważyła. -I robi się zimno. Brr, nawet
bardzo. Ciekawa jestem, czy w tej chwili Tim jest w drodze... I czy
jest głodny... Zziębnięty, zmęczony...
- No to chodzmy, póki jest jeszcze jako tako jasno. - Jarod
usiłował nadać swemu głosowi lekki, neutralny ton. - Chciałbym
sprawdzić drugie zbocze. Przeciwległe. Wydawało mi się, że widzę
parę. Może jest tam gorące zródło.
- Gorące zródło? - powtórzyła Laura z niedowierzaniem.
- Wasz stan jest ich przecież pełen - odparł biorąc plecak.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]