
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Anderson Poul StraĹź Czasu Tom 1 StraĹźnicy Czasu
- Gerber Michael Barry Trotter. Tom 2 Barry Trotter I Niepotrzebna Kontynuacja
- 35. Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik Tom 35 Europejska przygoda
- Ĺw. Tomasz z Akwinu 14. Suma Teologiczna Tom XIV
- Cole Allan & Bunch Christopher Sten Tom 5 Zemsta PrzeklÄtych
- Lingas Ĺoniewska Agnieszka Szukaj Mnie WsrĂłd Lawendy Gabriela TOM 3
- Carranza Maite Wojna Czarownic Tom 1 Klan Wilczycy
- Michael Moorcock Perlowa_Forteca_ _Sagi_o_Elryku_Tom_II
- Clancy Thomas Leo (Tom) 5 Zwiadowcy 3 Walka KoĹowa
- (18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ... Bursztynowa Komnata tom 2
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
radioaktywnego. Takie rzepy. Dają nam wszystko, z
wyjątkiem tego, o co prosimy. Bardzo potrzebują
żywności.
- A co jest na liście towarów zakazanych?
- Oczywiście broń i to, co można wykorzystać do jej
wyprodukowania. Wiedzą, na przykład, że wyrabiamy
proch, więc nie dają nam żadnych wielkich odlewów ani
rur bezspojeniowych, abyśmy nie mogli wyrabiać z nich
luf. Wiercimy więc lufy karabinowe ręcznie, choć kusza
jest w dżungli bronią cichszą i szybszą. Nie chcą też,
abyśmy zbyt wiele wiedzieli, więc jedyne książki, jakie do
nas docierają, to podręczniki obsługi i konserwacji, wyzute
z podstawowych teorii.
Ostatnią z zakazanych kategorii znasz.. to leki. Tego
jednego nie mogę pojąć, to jedno napawa mnie nienawiścią
do nich, ilekroć umiera ktoś, kogo można było uratować.
- Wiem, jaki jest powód - rzekł Jason. - Więc powiedz
mi, bo ja nie wiem.
- Całkiem prosty... wasze utrzymywanie się przy życiu.
Wątpię, czy zdajesz sobie sprawę, że panuje u nich stały
136
spadek liczby ludności. Podczas gdy u was ta liczba musi
utrzymywać się na tym samym poziomie... albo nawet
lekko wzrastać... chociaż nie macie tych wszystkich
mechanicznych zabezpieczeń. Stąd ich nienawiść, a
zarazem zazdrość. Gdyby wam dali lekarstwa, a tym
samym spowodowali wasz rozkwit, wygralibyście bitwę, w
której oni ponieśli klęskę. Podejrzewam, że tolerują was
jako zło konieczne, bo dostarczacie im żywności, poza tym
moglibyście dla nich nie istnieć.
- To ma sens - warknął Rhes uderzając pięścią w łóżko. -
Po tych śmieciarzach można oczekiwać tego rodzaju
logiki. Wykorzystują nas jako swoich żywicieli, dają nam
za to absolutne minimum tego, co powinni, a jednocześnie
odcinają nas od wszelkiej wiedzy, która mogłaby nas
wyrwać z tej lichej egzystencji. Co gorsze, dalece gorsze,
trzymają nas w izolacji od gwiazd i reszty ludzkości. - Na
jego twarzy malowała się tak silna nienawiść, że Jason aż
się cofnął. - Czy sądzisz, że jesteśmy dzikusami?
Zachowujemy się i wyglądamy jak zwierzęta, ponieważ
musimy walczyć o byt na płaszczyznie zwierzęcej.
Jednakże wiemy trochę o gwiazdach. W tamtym kufrze
znajduje się ponad trzydzieści książek, wszystkie, jakie
posiadamy. W większości z literatury pięknej, ale także
historii i wiedzy ogólnej. Dość, abyśmy posiadali nieco
wiedzy o dziejach naszego osadnictwa i reszcie
wszechświata. Widujemy, jak w mieście lądują statki
międzyplanetarne, i wiemy, że gdzieś w górze są światy, o
których możemy jedynie marzyć. Czy dziwisz się więc, że
nienawidzimy tych bestii, które zwą się ludzmi, i
gdybyśmy tylko mogli, wytłuklibyśmy je w jednej chwili?
Mają rację, że nie dają nam broni... bo niechybnie
137
wybilibyśmy wszystkich co do nogi i zabrali rzeczy,
których nam wzbraniają.
Było to surowe potępienie, ale zasadniczo słuszne.
Przynajmniej z ich punktu widzenia. Jason nie próbował
nawet tłumaczyć temu rozgniewanemu człowiekowi, że
miejscy Pyrrusanie uważają swoje stanowisko za jedyne
możliwe i logiczne.
- Jak w ogóle doszło do tej wojny pomiędzy dwiema
stronami? - spytał.
- Nie wiem - odparł Rhes. - Wiele razy o tym myślałem,
ale nie mamy żadnych zapisów z tego okresu. Wiemy, że
wszyscy pochodzili od kolonistów, którzy przybyli na tę
planetę. Dopiero pózniej doszło do podziału na dwie
grupy. Może to była wojna, czytywałem w książkach o
wojnach. Mam jednak swoją teorię, chociaż nie mogę jej
udowodnić, że powodem była lokalizacja miasta.
- Lokalizacja... nie rozumiem.
- Znasz przecie śmieciarzy, wiesz, gdzie jest ich miasto.
Zrobili, co mogli, aby je wznieść w możliwie najdzikszym
miejscu na planecie. Wiesz, że nie dbają o żadne żywe
istoty, prócz siebie samych. Ich celem jest strzelanie i
zabijanie. Nie chcieli się zastanowić, gdzie zbudować
miasto, i zbudowali je w najgłupszym miejscu. Jestem
przekonany, że moi przodkowie dostrzegli głupotę takiej
decyzji i próbowali im to uzmysłowić. A to mógł przecież
być dostateczny powód wybuchu wojny, prawda?
- Mógł... jeżeli tak było naprawdę - odrzekł Jason. - Ale
sądzę, że problem polega na czymś innym. Mamy do
czynienia a wojną pomiędzy rodzimymi formami życia
planety a ludzmi i każda ze stron pragnie zniszczyć drugą.
Formy tutejszego życia stale się zmieniają, pragnąc
ostatecznego zniszczenia najezdzców.
138
- Twoja teoria jest jeszcze bardziej karkołomna od mojej
powiedział Rhes. - Ale prawda jest inna. Przyznaję, że
życie na naszej planecie nie należy do łatwych... jeżeli to
prawda, co czytałem o innych planetach... Tylko że ona się
nie zmienia. Trzeba mieć szybkie nogi i oczy szeroko
otwarte, ale żyć tu można. Tak czy owak nie jest ważne,
czemu jest, jak jest. Zmieciarze zawsze szukają
nieszczęścia i cieszą się, że wreszcie mają go pod
dostatkiem.
Jason nie starał się go przekonywać. Zmuszanie Rhesa
do zmiany jego zasadniczego stanowiska wymagało zbyt
wielkiego wysiłku... o ile w ogóle było możliwe. Nie udało
mu się przecież nikogo w mieście przekonać o zgubnych
zmianach, choć mieli przed oczyma wszystkie fakty. Rhes
mógł mu jednak udzielić cennych informacji.
- Myślę, że nieważne, kto rozpoczął wojnę - rzekł Jason,
aby udobruchać Rhesa, choć uważał inaczej. - Lecz musisz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]