
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Bova, Ben Children of the Mind
- William Tenn The Deserter
- James Axler Deathlands 00 Encounter
- LearningExpress 501 Grammar & Writing Questions, 1st Ed 180p(1)
- Andersson Marina PrzystaśÂ„ posśÂ‚uszenstwa
- Helena Mniszkowna Czciciele szatana[JoannaC]
- 09. Dodatekb
- Stableford, Brian Emortals 01 Inherit the Earth
- Dzieje ludzkiej duszy
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Pić…ta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wania po morzach i oceanach, w służbie króla i ojczyzny. A po-
tern złożył największą ofiarę. Oddał syna i wnuka. Został odarty
z nadziei na przyszłość. Ale ta jedna świetlista chwila wynagro
dziła mu wszystkie cierpienia. Opromieniła go na stare lata bla
skiem sławy i zyskała wdzięczność ukochanego monarchy,
a także uznanie jego własnych rodaków.
Ambrozja spojrzała na swą rodzinę i zobaczyła, że oni rów
nież są do głębi przejęci. Bethany i Darcy uśmiechały się, pła
cząc ze szczęścia. Pani Coffey mocno przegryzała dolną wargę,
aby się nie rozpłakać. Winnie łkała cicho w chusteczkę. Nawet
Newton nie mógł oprzeć się wzruszeniu i z trudem powstrzy
mywał napływające do oczu łzy.
Król nie próbował powściągać emocji tłumu. W końcu jed
nak uniósł rękę do góry na znak, że pragnie przemówić.
- Ta wspaniała rodzina zostanie ze mną tu, na podwyższe
niu, do końca, tak aby wszyscy zgromadzeni mieli okazję przy
jrzeć się szlachetnym twarzom ludzi, którym król tak wiele ma
do zawdzięczenia.
Członkowie rady królewskiej natychmiast zrobili miejsce
przy królu dla rodziny Lambertów.
Król Karol chwycił rękę Ambrozji i nachylił się do niej,
szepczÄ…c:
- Jest ktoś, kto przesyła wyrazy żalu, że nie może uczestni
czyć w tej podniosłej uroczystości.
- Riordan... - szepnęła. - Gdzie on teraz jest, Wasza Wy
sokość?
- To tajemnica. Ale mogę powiedzieć coś innego. -
Uśmiechnął się. - Teraz rozumiem, dlaczego taki zaprzysięgły
samotnik i obieżyświat jak on stracił dla ciebie głowę, o pani.
- On... powiedział o tym Waszej Wysokości?
Król roześmiał się, a jego śmiech brzmiał głęboko i dzwięcznie.
- Nie musiał. Wyczytałem to w jego oczach. Tak jak teraz
czytam w twoich, pani.
Ambrozja zarumieniła się i spuściła głowę. Poczuła się nie
zmiernie szczęśliwa, jak prawie nigdy dotąd. Właśnie w tej
chwili król dodał:
- MuszÄ™ paniÄ… jednak ostrzec co do jednej rzeczy, panno
Lambert. Ludzie tacy jak Riordan niechętnie zapuszczają korze
nie. Ich żywiołem jest ryzyko i niebezpieczeństwo. Nie potrafią
bez tego żyć. Uważam, że Riordan Spencer jest właśnie tego
typu człowiekiem - niepoprawnym ryzykantem i wiecznym
wędrownikiem. Nawet obecnie, po tym wszystkim, co prze
szedł, bez jednego słowa, na moją prośbę, podjął się misji, która
może kosztować go życie.
Ambrozja aż do końca audiencji nie mogła otrząsnąć się z odrę
twienia, w które wprawiły ją rewelacje króla. Nie słyszała ani nie
widziała ludzi, którzy jeden po drugim zbliżali się do podwyższe
nia, składając petycję przed królem i jego radą. Niewidzącymi
oczami patrzyła na otaczający ją przepych i paradę dworskiego ce
remoniału. Obojętnie przyjęła fakt, że kipiący z wściekłości Silas
wybiegł z sali, porzucając Edwinę i jej matkę.
Jedyne, o czym mogła myśleć, to Riordan, kolejny raz wy
stawiający się na niebezpieczeństwo.
Mógł umrzeć, a ona już nigdy nie miałaby okazji powiedzieć
mu o tym, jak bardzo go kocha.
Umrzeć. Nagle spłynął na nią spokój. Wstrząs minął. Nie.
On nie umarł. Gdyby tak było, ona by o tym wiedziała. Jej serce
by to przeczuło. Nie siedziałaby tak spokojnie przy królu, gdyby
Riordan Spencer zginÄ…Å‚ gdzieÅ› tam, w nieznanym miejscu, z da
la od niej. Ona bowiem padłaby nieżywa w tym samym czasie
co on.
Ambrozja rozejrzała się wokół ze zdziwieniem. Zauważyła,
że wszyscy już wstali i kłaniają się nisko wychodzącemu z sali
królowi.
- Idziemy, Ambrozjo. - Dziadek podsunÄ…Å‚ jej ramiÄ™.
- Dokąd mamy iść, dziadku?
Uśmiechnął się.
- Co się z tobą dzieje, dziewczyno? Król zaprosił nas
wszystkich do swoich prywatnych apartamentów. To najwyższy
zaszczyt, jakiego mogliśmy dostąpić w życiu. Spożyjemy kola
cję w towarzystwie króla Anglii.
Jej siostry chichotały uszczęśliwione, a twarze dwóch staru
szek promieniały nie dającą się opisać radością.
Nagła myśl przemknęła jej przez głowę. A może Riordan
także będzie na tej kolacji? Jeżeli nie, to spróbuje namówić kró
la, by zdradził miejsce jego pobytu. Tak właśnie zrobi. Jeżeli
uda się jej wydobyć głos w obecności monarchy, zdobędzie się
na odwagÄ™ i zapyta go o to wprost.
ROZDZIAA DZIEWITNASTY
Ambrozja uśmiechnęła się urzekająco, gdy lokaj w liberii
zwrócił się do niej ze słowami:
- Zechcą państwo pójść ze mną?
Zaprowadzono ich do salonu w prywatnych apartamentach
króla. Znajdował się w nim kominek, na którym płonęły wielkie
drwa oraz ustawione w krąg wygodne krzesła.
Wszedł służący z tacą, niosąc herbatę i piwo. Na innych
znajdowały się ser i ciasteczka.
Pokój stopniowo zapełniał się gośćmi. Byli wśród nich ele
ganccy lordowie z żonami oraz dwóch przedstawicieli Francji
i Hiszpanii, którzy prześcigali się we wzajemnych uprzejmo
ściach: Francuz mówił po hiszpańsku, a Hiszpan po francusku.
Przyszedł także kardynał. Nadeszli również członkowie rady
królewskiej. Wszyscy przybyli po to, aby pogratulować Geof
freyowi Lambertowi i jego rodzinie pomyślnego zakończenia
niebezpiecznej wyprawy.
Za każdym razem, gdy drzwi się otwierały, Ambrozja pod
nosiła głowę i wpatrywała się w nie z natężeniem. Miała na
dzieję, że ukaże się w nich ten, na którego czekała: Riordan
Spencer. Kiedy jednak okazało się, że to ktoś inny, rozczarowa
na opuszczała wzrok i ponownie skupiała uwagę na filiżance
z herbatÄ….
Widząc jej zdenerwowanie, Newton nachylił się ku niej, mó
wiÄ…c:
- Nie martw siÄ™, panienko. On nadejdzie.
Starała się uśmiechnąć, ale wargi jej drżały.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]