
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Bracie, czy wszystko w porządku? spytał zatroskanym głosem prezbiter, gdy Atarkis
usiadł w jednej z ław, by opanować emocje.
Tak, ojcze. Dziękuję ci. Nie wiem, co mi się stało. Miałem dziwaczne wrażenie&
Widziałem& Nie, nie wiem, co widziałem.
Zapomniałem wspomnieć o jednej rzeczy. Wybacz mi, proszę, w natłoku tych nagłych
odwiedzin zupełnie straciłem rezon.
Zdaje się, jak my wszyscy odparł z gorzkim uśmiechem paladyn.
Twój brat, Atarkisie, kardynał Desturiuss& Spojrzenie Atarkisa przeszyło księdza na
wylot. On powraca. Otrzymaliśmy wiadomość, że będzie tu przed wieczorem.
Młody paladyn rozpromienił się i pozwolił sobie na okrzyk radości. Rzucił się staremu
księdzu w ramiona, ściskając go mocno i serdecznie, aż tamten zaczął pojękiwać.
Pamiętaj rzekł rozradowany Atarkis nikomu więcej ani słowa, zrobimy mu wielką
niespodziankę! Prezbiter kiwnął tylko głową i z lekka się uśmiechnął. Wiedział, że choć
Rycerze Zwiatła nie uczestniczą w zabawach i uroczystościach, to ich bracia owszem, a to
oznaczało tęgą balangę w karczmie, suto zakrapianą nie byle jakim alkoholem i
dziewczynkami .
*
Desturiuss nie pamiętał, żeby ktoś dał mu taki wycisk, no chyba, że ta banda upiorów pod
dowództwem arcydiabła, co prowadzał na smyczy obmierzłego behemota. A przecież teraz
ściskał go tylko jego brat. Atarkis szalał z radości, a po policzkach spływały mu łzy szczęścia.
Sam kardynał też pozwolił sobie na chwilę wzruszenia, bracia nie widzieli się bowiem od chwili,
gdy Atarkis wyjeżdżał na nauki do klasztoru na wschodzie Imperium wiele, wiele lat temu.
Nawet nie wiesz, jak się cieszę! wykrzyknął młody.
Widać to dość wyraznie odrzekł z uśmiechem Desturiuss. Ale wiedz, że twoja
radość w niczym nie ustępuje mojej. Wyrosłeś na pięknego mężczyznę, a twoje dystynkcje
przysparzają mi ogromnej dumy. Wiesz, ja, mimo niewątpliwej miłości do Jedynego
Sprawiedliwego, nie miałbym w sobie tyle sił, by kroczyć twoją ścieżką. Poklepał go po
ramieniu i przytulił, a przez myśli przebiegły mu bolesne sceny z przeszłości. Wiedz, że jesteś i
zawsze byłeś moją wielką dumą.
Atarkis zaniemówił. Kochał brata nad życie i zawsze upatrywał w nim wzór cnót i
ideałów. Brat kardynał, paladyn wielkiej sławy, który od ponad trzystu lat walczył ze złem w
najgorszych norach tego świata, teraz mówił o nim z takim uznaniem i dumą, że młody rycerz nie
mógł powstrzymać wzruszenia.
No już rzekł Desturiuss. Bądz duży i przestań się smarkać zażartował. Na
uściski i opowiadania przyjdzie jeszcze czas, a my przecież nie możemy stać tak na środku ulicy.
Racja. Pozwoliłem sobie przygotować małą niespodziankę dla ciebie. Jak tylko
przywitasz się z Luną, która oczywiście nic nie wie o twoim powrocie, przyszykujcie się i
przyjdzcie, proszę, do Kryształowego Pucharu.
Desturiuss spojrzał na brata z ukosa.
Mam zacząć żałować tego, co powiedziałem? spytał z przekąsem. Ty, ostoja
prawości, urządzasz mi powitalną bibę w znanym przybytku, niegrzeszącym dobrą reputacją?
Och, daj spokój. Z tego, co mi wiadomo, są już tam Ragnar, Derlos, Forlorn i pół całej
kurii. Na pewno odprawili stosowne egzorcyzmy i konsekrowali to miejsce, by na dziś wieczór
pozbyć się mieszkającego tam diabła. Atarkis przykleił sobie głupawy uśmieszek.
Dobra zaśmiał się Desturiuss. Będziemy.
To super, Dest, przywitam was, ale, jak wiesz, długo tam nie zostanę, więc bądzcie
gotowi na moje jutrzejsze odwiedziny.
Dobrze, dobrze. ucałował brata. Luna upiecze swoje sławne rajskie jabłka. Musisz
spróbować. Poklepał Atarkisa i wskoczył na siodło.
Już po chwili znikał w barwach zapadającego zmierzchu. Atarkis odprowadzał go pełnym
szczęścia i miłości spojrzeniem. Głęboko westchnął i ruszył spokojnym krokiem w stronę
luksusowej karczmy, gdzie dziś w nocy dziać się miało niezwykłe widowisko i iście szampańska
zabawa. A było co świętować. Oto Desturiuss Stormbringer, najsławniejszy paladyn Verlaos,
jego brat, powrócił do domu.
*
Hadrius był z rodzaju tych groznych piratów , o których mówiono, iż są najsilniejsi,
najstraszniejsi i najgrozniejsi i dosłownie przerąbane jest ich spotkać na swej drodze. Takie
słuchy chodziły o Hadriusie. Szkoda tylko, że te wieści można było usłyszeć głównie od niego
samego.
Chudy jak szczapa ork o szarozielonej skórze miał blisko dwa kije wzrostu i nigdy w
swym długim życiu nie postawił stopy na pokładzie żadnego statku nawet tych, które
wychodziły rankiem w morze, by popołudniem wrócić z tuńczykiem i krewetkami. Jednak wśród
bywalców tawerny Pod Wężem Morskim uchodził za wytrawnego korsarza, który z niejednego
już pieca jadł piracki chleb. W gruncie rzeczy znajomość morza i korsarskiego rzemiosła
zaczynała się i kończyła, w jego przypadku, na dogłębnej znajomości rumu, który to trunek
zwykł żłopać litrami w okolicznych wyszynkach.
Wieczór był ciepły i przyjemny, a noc zapowiadała się pięknie. Hadrius, po opędzlowaniu
na porannym targowisku dwóch półolbrzymów z opasłych sakiewek, mógł śmiało zaliczyć ten
dzień do udanych. Poczekał z tym jednak do zachodu słońca, gdyż, jak każdy pirat z krwi i kości,
był niezwykle przesądny, szczególnie gdy przebywał na lądzie. Dobrze ustawiony i pewny
ciekawie zapowiadającego się wieczoru, skierował swe kroki do szulerni Diabeł Morski, gdzie
stare wilki z błękitnego szlaku, pospołu z okolicznym kryminogennym marginesem, oddawały
siÄ™ rozkoszom hazardu i taniego seksu.
Na wnętrze karczmy składały się jedno główne i dwa skrzydłowe pomieszczenia, a także
kilka prywatnych loży, gdzie zacni goście mogli zaznać nieco prywatności. Gdyby komuś to
jednak nie wystarczało, Diabeł Morski oferował na przytulnym pięterku szeroki wachlarz
jednoosobowych pokoi. Każde, ma się rozumieć, z pięknym, królewskim łożem. W środku
karczmy, ozłoconej tańczącymi jęzorami pochodni i kandelabrów, bawił się rozpasany motłoch.
Przy prostych stołach i jeszcze prostszych ławach dzicz żarła indycze udzce, słodzone placki z
agawy i bigosy na świńskim ryju, popijając wszystko obficie krasnoludzką gorzałką. Podpici i
trzezwi goście tegoż przybytku pospołu zaczepiali przedzierające się między nimi półnagie
karczmarki i służebnice, które swoimi wywalonymi na wierzch obfitymi cycorami i wystającymi
spod miniówek pośladkami miały przyciągać klientelę.
Podczas gdy w sercu karczmy trwała niekończąca się impreza, w jej skrzydłowych
częściach, skryci za ciemnymi kurtynami, miejscowi gamblerzy i cwaniaczkowie obstawiali w
ruletkę, oczko, siedem szóstek, śmierć i demona, a także w zwykłe i jakże popularne siłowanie
się na rękę. Dla koneserów wciąż jednak pozostawał główny stół, gdzie niepodzielnie rządził
ostry pokerek, suto zakrapiany złociszami, tymi (jak zwykle) z mocno podejrzanego zródła.
Piękna (jak na gust Hadriusa) ludzka kobieta o wychudzonym ciele i przerzedzonych
kasztanowych włosach oraz przednich zębach siedziała na kolanach dumnego korsarza, który
[ Pobierz całość w formacie PDF ]