
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- Ashley Brooke [Beautiful Liars 01] Submission (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
smutnym spojrzeniem jego dzieci kryje się kres pewnej epoki w ich życiu, epoki, która już
nigdy nie powróci.
Wchodząc do domu, spojrzał w wilgotne oczy Alicji, wpatrzonej nieobecnym
wzrokiem w linię horyzontu, jakby dziewczyna miała nadzieję, że odnajdzie tam odpowiedzi
na dręczące ją pytania - wątpliwości, których nie potrafiła rozwiać sama, a nikt nie mógł jej w
tym pomóc. Nagle zegarmistrz odkrył, że jego córka jest już prawie dorosła i pewnego dnia,
całkiem nieodległego, wyruszy na poszukiwanie swoich własnych odpowiedzi.
* * *
Dworzec kolejowy tonÄ…Å‚ w buchajÄ…cej z lokomotywy parze. Na peronach ostatni
pasażerowie pospiesznie żegnali się z krewnymi i przyjaciółmi. Max spojrzał na stary zegar,
który przywitał go, gdy tylko przyjechał do miasteczka. Tym razem przekonał się, że jego
wskazówki stanęły na dobre. Do Maxa i stojącego obok Victora Kraya podszedł bagażowy z
ręką wyciągniętą w geście sugerującym niedwuznacznie, że mężczyzna oczekuje napiwku.
- Walizki są już w pociągu, proszę pana.
Latarnik wręczył mu kilka monet i bagażowy odszedł, licząc je. Max i Victor Kray
uśmiechnęli się porozumiewawczo, jakby scenka wydała im się nader zabawna. Jakby żegnali
siÄ™ tylko na jakiÅ› czas.
- Alicja nie mogła przyjść... - zaczął tłumaczyć Max.
- Nie szkodzi. Rozumiem - uciął latarnik. - Pożegnaj ją ode mnie. I opiekuj się nią.
- Na pewno - odpowiedział Max.
Zawiadowca odgwizdał odjazd. Pociąg miał za chwilę ruszyć.
- Nie powie mi pan, dokąd jedzie? - spytał Max, wskazując na czekające na torach
wagony. Victor Kray uśmiechnął się i wyciągnął do chłopca rękę.
- Wszystko jedno, dokąd się udam, i tak nigdy nie będę mógł naprawdę stąd wyjechać.
Rozległ się ponowny gwizd. Victor Kray był jedynym pasażerem, który jeszcze nie
wsiadł do pociągu.
- Czas na mnie - powiedział latarnik.
Max uściskał go, a stary odwzajemnił uścisk.
- Byłbym zapomniał. Mam coś dla ciebie.
Max wziął z rąk latarnika niewielką szkatułkę. Delikatnie nią potrząsnął. Coś
zagrzechotało w środku.
- Nie otworzysz? - spytał Victor Kray.
- Otworzę, kiedy pan odjedzie - odparł chłopiec.
Victor Kray podszedł do wagonu, konduktor podał mu rękę i pomógł wejść do środka.
Kiedy staruszek był już na ostatnim stopniu, Max podbiegł do niego.
- Panie Kray! - krzyknÄ…Å‚.
Stary latarnik odwrócił się i spojrzał na niego, jakby rozbawiony.
- Cieszę się, że pana poznałem - zawołał Max.
Victor Kray uśmiechnął się do niego po raz ostatni i delikatnie poklepał go po
ramieniu.
- Ja też się cieszę, że cię poznałem, Maksie - zapewnił. - Bardzo się cieszę.
Pociąg ruszył ospale. Zostawiając za sobą smugę pary, robił się coraz mniejszy i
mniejszy. Max patrzył za nim, aż pociąg zmienił się w ledwie dostrzegalny punkcik na
horyzoncie, a potem zupełnie zniknął mu z oczu. Dopiero wtedy otworzył szkatułkę, którą
podarował mu Victor Kray, i znalazł w niej pęk kluczy. Max uśmiechnął się. Były to klucze
do latarni.
Epilog
Ostatnie tygodnie lata przyniosły nowe wiadomości o wojnie, która, jak powiadali
wszyscy, miała się już ku końcowi. Nieopodal placu kościelnego Maximilian Carver otworzył
niewielki zakład zegarmistrzowski, choć, prawdę mówiąc, zakład przypominał raczej jarmark
rozmaitych cudów, i już wkrótce nie było w miasteczku nikogo, kto by go nie odwiedził.
Mała Irina wróciła do zdrowia i zdawało się, że całkiem zapomniała o wypadku, jakiego
doznała na schodach domu przy plaży. Chadzała z mamą na długie spacery brzegiem morza,
szukając muszli i małych skamieniałości. Uzbierała się ich cała kolekcja, która na jesieni stać
się miała obiektem zazdrości koleżanek z nowej klasy.
Max, wierny dziedzictwu Victora Kraya, pedałował co wieczór do domu przy latarni.
Dzięki niemu, noc w noc, snop światła latarni przecinał aż do świtu ciemności, prowadząc
statki bezpiecznie do portu. Max wdrapywał się po schodach i z wysokości swojej warowni
patrzył na ocean, jak zwykł czynić stary latarnik przez całe niemal życie.
Któregoś wieczoru, podczas pobytu w latarni Max odkrył, że Alicja wraca na plażę, na
której stała niegdyś chatka Rolanda. Przychodziła sama, siadała na brzegu i potrafiła tak
przesiedzieć całe godziny, w zupełniej ciszy, zapatrzona w morze. Już nie rozmawiali ze sobą
tak wiele jak w dni, które przeżyli wspólnie z Rolandem. Alicja nigdy ani słowem nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]