
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Cykl Indiana Jones Indiana Jones i Siedem Zasłon Rob MacGregor
- Baronowa_Orczy_ _Cykl_Tancerka_z_Solferino_02_ _Hrabina_de_Lanoy
- Cykl Pan Samochodzik (37) Wilhelm Gustloff Sebastian Miernicki
- Cykl Pan Samochodzik (57) Złoty Bafomet Arkadiusz Niemirski
- 0739116452 10 17 African American Slave Medicine Herbal and non Herbal Treatments
- Deveraux Jude Cykl Dama 03 Kłamca
- C.S. Lewis 1.OpowieÂœci z Narnii Lew,czarownica i stara szafa
- Opowieści z Borgaanu 01 Oko Węża Rejdak Paweł
- James White SG 10 The Final Diagnosis
- Cross Caroline SpeśÂ‚niony sen
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
upodobnił się do ostrego, nieprzystępnego policjanta.
- I pomyśleć, że cały czas wodził mnie za nos - dodała gorzko Sara. - Stary cap!
- Co powiedziałaś?
Muzykanci zbliżali się właśnie do sąsiedniego stolika. W kilka sekund po tym jak
Alfred zadał pytanie, muzyka na moment umilkła, a w dużej sali o dobrej akustyce rozległ się
donośny głos Sary:
- Stary cap!!!
Wszyscy jak jeden mąż zwrócili oczy w ich kierunku. Jeden ze skandynawskich gości
z trudem powstrzymywał się od śmiechu.
Sara przykryła dłonią usta i patrzyła przerażona, choć jednocześnie rozbawiona, na
Alfreda; on także z trudem zachowywał powagę.
Gdy już ochłonęli, Sara rzekła:
- Wiem, że ci zawadzam, ale naprawdę nie mam się gdzie podziać.
Alfred ocknął się z zamyślenia.
- Naturalnie, pod żadnym pozorem nie pojedziesz do Mount Lavinii. Zakazuję ci.
Taki... sama zresztą świetnie go scharakteryzowałaś. Ale nie mogę również zostawić cię tu
jutro samej. Dałabyś radę pojechać ze mną? Ostrzegam, że to może być męcząca wyprawa.
Buzia Sary rozpromieniła się w okamgnieniu. Alfred zmuszony był odwrócić twarz,
gdyż radość i szczęście, bijące z oczu dziewczyny, wprost go poraziły. Zdał sobie przy tym
sprawę, że Sara usiłowała wybłagać u niego taką właśnie decyzję.
- Nie chciałabym jednak towarzyszyć ci wbrew twojej woli - dodała z miną smutnego
spaniela.
- Czy takie odniosłaś wrażenie? Rzeczywiście, są z tobą pewne kłopoty, ale...
- KÅ‚opoty?! Ze mnÄ…?
- Nie czas na dyskusję - mruknął speszony. - Jutrzejsza wyprawa może okazać się
niebezpieczna, ale... nie chcę, żebyś jechała do Mount Lavinii.
- Więc dlaczego mi to proponowałeś?
- Sądziłem, że powinienem.
Spuściła głowę, a w jej oczach pojawiły się błyskawice.
- Chciałeś mnie wypróbować?
- A czy ty nie zachowywałaś się podobnie?
- Nie powinieneś zmuszać mnie do zwierzeń, nie czyniąc tego samemu.
- Moja droga, ciebie to także dotyczy.
Wreszcie między obojgiem zajarzyła iskierka. W tym momencie podszedł do nich
Victor, podajÄ…c kartkÄ™ od swojego wuja Sebastiana.
Alfred podziękował i zaczął czytać list: Człowiek, którego poszukujecie, nazywa się
Paramanathan i mieszka w Balikulan w rejonie Jahny. Należy do niewielu powszechnie
znanych właścicieli lewoskrętnej muszli.
- Bogu dzięki! Teraz mamy wreszcie coś konkretnego. Muszę natychmiast
porozmawiać z naszym kierowcą, z którym byliśmy w Negombo.
- Pójdę z tobą.
Na znak zawieszenia broni Alfred wziął Sarę za rękę. Dotyk jego ciepłej dłoni sprawił,
że poczuła się jak w siódmym niebie.
Umówili się z taksówkarzem, że wyjadą nazajutrz punktualnie o szóstej rano.
Dosłownie w tym samym momencie dobiegł Alfreda głos z recepcji:
- Panie Elden!
Kiedy podeszli do recepcjonisty, mężczyzna dyskretnie zniżył głos:
- Policja kryminalna z Oslo prosi o natychmiastowy telefon.
- Dziękuję. Czy mogę skorzystać z tego aparatu?
- Ma się rozumieć.
Po chwili zjawił się dyrektor hotelu.
- Panie komisarzu, czy dzieje siÄ™ coÅ› niepokojÄ…cego? Weszli obaj do biura.
- Nic, co bezpośrednio dotyczy hotelu. Chciałbym zachować najwyższą dyskrecję.
Mogę tylko powiedzieć, że mają państwo poszukiwanego przez policję gościa.
- Kto to taki?
Alfred wahał się z udzieleniem odpowiedzi.
- Wolałbym, żeby jak najmniej osób było w to wmieszanych. Podejrzany nie może się
niczego domyślać.
- Oczywiście rozumiem. Będzie pan potrzebował wsparcia tutejszej policji?
- Niewykluczone. W razie konieczności dam znać. Dyrektor wciąż nie odchodził.
- Panie Elden, chodzi o pokój numer siedem, prawda?
- Owszem.
Twarz dyrektora rozjaśniła się w uśmiechu.
- Znam się jednak trochę na ludziach. Na tę osobę narzeka cały personel. Oczywiście
będę trzymał język za zębami. Mam nadzieję, że żadnemu z gości nie zagraża
niebezpieczeństwo?
- Nikomu poza mojÄ…... poza pannÄ… SarÄ…. Ale jej nie spuszczam z oczu.
- Zwietnie.
Policja kryminalna z Oslo donosiła, że nawiązali już kontakt z sir Constablem w
Anglii. Constable był bliski szoku. Poinformował policję, że od lat konkuruje ze znajomym w
kolekcjonowaniu rzadkich muszli. Jego przyjaciel dowiedział się o jednym z najrzadszych
rodzajów porcelanki, których jest na świecie zaledwie kilkadziesiąt egzemplarzy, i taki okaz
niedawno zdobył. W swoich zbiorach miał już także Królową mórz , czyli Conus
gloriamaris, także ogromnie cenny nabytek. Obaj panowie posiadają po dwadzieścia kilka
najcenniejszych muszli. Sir Constable oddałby wszystko, by przebić przyjaciela. W tym celu
musiałby wejść w posiadanie jednego jedynego okazu o jeszcze większej wartości: jest nim
lewoskrętna Turbinella pyrum, zwana inaczej Xancus pyrum.
Anglik pozostawił Tangenowi wolną rękę w poszukiwaniach właściciela tego
drogocennego egzemplarza, sam nie wiedział, kto nim jest, słyszał tylko, że nazwisko osoby
zaczyna siÄ™ na Para...
- To znaczy, że znalezliśmy właściwego człowieka - ucieszył się Alfred.
Kwota, jaką zaoferował Anglik, przyprawiła oboje o zawrót głowy: sir Constable
przeznaczył na całe przedsięwzięcie milion funtów. Ta suma miała zarówno pokryć zapłatę za
muszlę, jak i honorarium dla wuja Sary, o ile sprawa załatwiona zostanie pomyślnie i
naturalnie w granicach prawa. Jeśli natomiast zadanie przejął przestępca, sir Constable prosi o
uniemożliwienie mu dokonania transakcji z tamilskim zbieraczem.
- Wielkie nieba! Przecież to niewyobrażalny majątek! - zawołała Sara.
- To prawda - rzekł Alfred wychodząc z biura. - Pamiętaj poza tym, że wuj miał
zapłacić za muszlę, a resztę pieniędzy zatrzymać dla siebie. Teraz Helmuth będzie się starał
przechwycić jak najwięcej z tej kwoty.
- Czekaj no, muszę jeszcze poinformować... no wiesz, kogo, że nie przyjadę.
- Jasne, koniecznie.
Recepcjonista obiecał zatelefonować do pana Brandta i powiadomić, że Sara Wenning
nie przeprowadzi się do niego. Niech lepiej wraca do domu i zajmie się swoją żoną, dodała
Sara, choć nie była przekonana, czy ta informacja dotrze do Erika.
Odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie miała ochoty rozmawiać z niedawnym przyjacielem.
Zamówili budzenie i śniadanie na wpół do szóstej. Obsługa bardzo im teraz
nadskakiwała. Czyżby na polecenie dyrekcji?
- Helmutha nie było w sali jadalnej - rzekła Sara, kiedy oboje znalezli się już w pokoju
i, odpoczywając, przysłuchiwali się dzwiękom dochodzącym z zewnątrz: słyszeli szum fal,
cykady, mewy, a także fragmenty pieśni nuconych przez miejscowych.
- Miejmy nadzieję, że jeszcze nie wykurował żołądka, zyskalibyśmy wówczas
przynajmniej jeden dzień. A jak z tobą?
- W porządku. Jestem już zupełnie zdrowa.
Nie mogła przecież powiedzieć nic innego, tak bardzo pragnęła towarzyszyć
Alfredowi następnego dnia. Zresztą rzeczywiście odzyskiwała formę.
- Niech to diabli! - zawołała w pewnej chwili.
- Co się stało?
- Muszę się wydostać spod tej moskitiery albo padnę pastwą komara, który tu właśnie
wleciał.
- Och, z tą twoją moskitierą! Pokaż, pomogę. Komar zniknął, a Alfred stał chwilę przy
łóżku Sary.
Wyciągnął nieśmiało rękę, jakby chciał ją pogłaskać po głowie, ale w ostatniej chwili
rozmyślił się i wrócił na swoje posłanie. A tymczasem Sarze przydałaby się odrobina
serdeczności po nieszczęsnej historii z Erikiem...
- Wiesz, Saro - zaczął Alfred po chwili namysłu - jednej rzeczy naprawdę żałuję.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]