
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Daley Brian Gwiezdne Wojny Przygody Hana Solo 02 Zemsta Hana Solo
- Honor 02 Honor Bound Radclyffe
- Anthony, Piers Tarot 02 Vision of Tarot
- Jo Clayton Skeen 02 Skeen's Return (v1.2)
- Saga rodu Michorowskich 02 Córka Michorowskich Rohóczanka Anna
- Star Wars Black Fleet Crisis 02 Shield of Lies Michael P Kube McDowell
- Hawkins Rachel Dziewczyny z Hex Hall 02 Diable Szkło rozdz 1 18
- Chloe Cole [Naughty Godmother 02] Tempting Trent [EC Twilight] (pdf)
- Krentz Jayne Ann Damy i awanturnicy 02 Poszukiwacz skarbow
- auto estima como aprender a gostar de si mesmo nathaniel branden
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pobliżu, gdy okaże się potrzeba. Gdyby zagroziło co pani a będę o tym
wiedział pośpieszę natychmiast z odpowiednią pomocą.
Juanita nie słuchała tej całej oracji. Stojąc przed lustrem, poprawiała
garderobę, a gdy skończyła ją wreszcie, spojrzała mu w oczy, podjęła
płaszcz i poprosiła go wreszcie, by jej pomógł go włożyć.
Komisarz ochoczo usłuchał wezwania.
Jeśli przeprowadzi to pani oświadczył to przyrzekam solennie, że
już nigdy w przyszłości nie zażądam jej ofiar.
Czy pan mówi to serio? spytała ozięble.
Daję na to słowo odrzekł Toulon.
* * *
W apartamentach d'Ahrenberga panował spokój. Akuratnie przed chwilą
wybiÅ‚a dziesiÄ…ta. Gérard czuwaÅ‚. RozmyÅ›lajÄ…c o wszystkim, przypomniaÅ‚
sobie nagle ową wielką damę, którą, jak słyszał niedawno, przychwycono
w Wiedniu na kradzieży dokumentów w rosyjskiej ambasadzie.
Nieszczęsna po skandalu popełniła samobójstwo. Wprawdzie bronił się
przed myślą, że Juanita, jego żona, odwiedzała już ten pokój, posługując
się przy tym dorobionym kluczem d'Ahrenberg twierdził, że
kilkakrotnie wykradano mu ważne papiery ale teraz, wbrew woli, nie
zdajÄ…c sobie sprawy z jakiego powodu, coraz jawniej i wyrazniej poczÄ…Å‚ jej
ulegać. A jeśli to ona? Jeśli istotnie Toulon ją zniewolił do tego?
Przemknęło mu przez głowę, aby pobiec do niej zaraz i w porę ją ostrzec.
Ale jak? Jak? Jak, na Boga, skoro przed chwilą dał słowo, że ani na marną
chwilę nie opuści posterunku? Uświadomił sobie teraz, że jest zgoła
bezradny. Opadł na fotel i zagłębił się w myślach.
Pół do jedenastej. Jedenasta. Pół do dwunastej.
D'Ahrenberg zapewne za godzinę powróci. Ale jak jeszcze przetrwać
taką całą godzinę? Wziął jakąś książkę i odrzucił ją zaraz. Nie mógł się
skupić, niczego nie rozumiał. Mógł tylko słuchać. Słuchać. Słuchać.
Nagle usłyszał delikatne skrobanie. Przekręcono klucz w otworze
zatrzasku. Zerwał się raptownie i podbiegając ku drzwiom, przerzucił
kotarę i skrył się w jej fałdach. Przed drzwiami dostrzegł postać kobiety.
Ubrana była w płaszcz i szeroki kaptur, nasunięty na twarz. Pochyliła się
nieco i ostrożnie, na palcach posunęła się naprzód. Kaptur w tej chwili
opadł jej w tył. Poznał ją teraz. Tak, to ona. Ona. Juanita.
Wypadł z za kotary i nie namyślając się wiele, zagrodził jej drogę. Czy
był jeszcze czas, by ostrzec ją szybko i kazać jej odejść? Lorendana
stłumiła okrzyk przerażenia. Zerknęła nań szybko, domyślając się teraz
grozy położenia. Przystanęła bezradnie, jak schwytane zwierzę, usiłując
siÄ™ wymknąć. Gérard na palcach podszedÅ‚ ku drzwiom. Czy byÅ‚ jeszcze
czas? Otworzył drzwi i wyjrzał na korytarz. W korytarzu był mrok. Tylko
kilka świec migotało w lichtarzach.
Na końcu sieni był pokój dla straży, zostawionej przez poselstwo. Drzwi
pokoju byÅ‚y zamkniÄ™te. Gérard siÄ™ obróciÅ‚ i przytknÄ…wszy żywo palec do
ust, dał znak Lorendanie. Podeszła naprzód. Ale teraz znienacka potrząsnął
ręką. Jakby chciał ją zatrzymać. Wyjrzał ponownie ostrożnie na korytarz.
Drzwi pokoju już były otwarte. Austriacy czuwali. Sześciu ludzi podeszło
do sieni.
Gérard bez namysÅ‚u zamknÄ…Å‚ drzwi i wróciÅ‚ do żony. Nie postÄ…piÅ‚a ani
kroku od chwili, gdy dał znak, że droga do ucieczki jest teraz zamknięta.
Pochwycił machinalnie obie jej ręce. Płaszcz w tej chwili osunął się jej z
ramion i upadł na ziemię. Podeszli oboje ku wnęce pod oknem. Nie
wyrzekli ani słowa.
Na korytarzu, za drzwiami ozwał się tupot męskich kroków. Stłumiony,
co prawda, lecz całkiem wyrazny. W oczach Juanity przejawiła się groza.
Spojrzała na Gerarda, jakby błagając o pomoc. Chodz!" rzekł krótko i
pociÄ…gnÄ…Å‚ jÄ… dalej w kierunku okna.
Kroki tymczasem przystanęły u drzwi i klucz jeszcze raz zazgrzytał w
zatrzasku. Gérard w tej chwili zasunÄ…Å‚ kotarÄ™ i pchnÄ…Å‚ JuanitÄ™ gÅ‚Ä™biej ku
wnęce. Zasłonił ją sobą, zaś sam przystanął twarzą ku drzwiom.
Drzwi po chwili otwarły się żywo. Odsłoniły widok na postać Gerarda,
który stał przed kotarą, i na rąbek sukni, wyzierający od wnęki. Na środku
pokoju leżał na ziemi damski płaszcz, wykonany z jedwabiu.
Grupa ludzi przystanęła na progu. Gérard odchrzÄ…knÄ…Å‚ i opanowujÄ…c
podniecenie, zapytał spokojnie:
Co jest takiego? Czego tu chcecie? Przodownik grupy postąpił
naprzód.
Jesteśmy tu z rozkazu Jego Ekscelencji.
Dlaczegóż w takim razie opuszczacie posterunek? Mężczyzna się
stropił.
Pan wybaczy, monsieur, ale czy jest pan sekretarzem Jego
Ekscelencji?
Oczywiście, że nim jestem.
Otóż wie pan zapewne, że kazano nam tu wejść, gdyby ktoś obcy się
zakradł do pokoju Ekscelencji.
Wiem o tym wszystkim. Ale cóż stąd wynika?
Powiedziano mi właśnie, że elegancka dama tu weszła przed chwilą.
Ponieważ nikt do tej pory nie wyszedł z pokoju, więc...
Pochylił się teraz i podniósł z podłogi płaszcz Juanity.
Oczywiście, że tu jest rzekł Gerard z uśmiechem a to jest jej
płaszcz. Pani hrabina de Lanoy nie mogła się przecież rozpłynąć w
powietrzu, a pańskie wnioski o tym wszystkim są dziwnie nielogiczne.
Cóż pan powie teraz, kochany przyjacielu?
Mężczyzna ponownie dziwnie się stropił.
Monsieur wymamrotał ja... to jest my... my nic nie wiemy o
całej tej sprawie.
Ale teraz już wiecie oburzył się Gerard. Jeszcze raz
powtarzam, że ta niepokojąca was dama jest hrabiną de Lanoy.
Mężczyzna jednak stał, nie zamierzał ustąpić.
Panie sekretarzu, ozwał się w końcu otrzymałem rozkaz,
więc...
Otrzymał pan rozkaz, aby czuwać nad szpiegami żachnął się
Gerard. A nie przypuszcza pan chyba, że hrabina de Lanoy...
Urwał znienacka, gdyż w sieni za drzwiami ukazał się Toulon. Przyszedł
ze swymi ludzmi i starał się przecisnąć przez straż d'Ahrenberga. Gerard
pobladł, ale szybko się ocknął i zwrócił się znowu do przywódcy straży.
Dlaczego, u pioruna zawołał donośnie hrabina de Lanoy nie
miałaby tu wejść, skoro jestem jej mężem?
Nie dokończył jeszcze zdania, gdy od wnęki pod oknem dobył się głos:
Nie! To nieprawda!
[ Pobierz całość w formacie PDF ]