
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Daley Brian Gwiezdne Wojny Przygody Hana Solo 02 Zemsta Hana Solo
- Honor 02 Honor Bound Radclyffe
- Anthony, Piers Tarot 02 Vision of Tarot
- Jo Clayton Skeen 02 Skeen's Return (v1.2)
- Saga rodu Michorowskich 02 Córka Michorowskich Rohóczanka Anna
- Star Wars Black Fleet Crisis 02 Shield of Lies Michael P Kube McDowell
- Hawkins Rachel Dziewczyny z Hex Hall 02 Diable Szkło rozdz 1 18
- Chloe Cole [Naughty Godmother 02] Tempting Trent [EC Twilight] (pdf)
- Krentz Jayne Ann Damy i awanturnicy 02 Poszukiwacz skarbow
- Turba Philosophorum
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
problemom. Zostanie matką. Urodzi dziecko Carlosa, któremu będzie musiała zapewnić
dobre, dostatnie życie. Bez niczyjej pomocy - ani Carlosa, ani swojej rodziny.
Położyła dłoń na brzuchu, jakby tym gestem chciała obronić dziecko przed całym
światem.
R
L
T
- Nie chcę teraz z nikim rozmawiać, tato - odezwała się wreszcie.
- Ale...
- %7ładnych ale". Czuję się dobrze - zapewniła go. Słuchała Oscara, odpowiadając
co chwila na potok jego pytań: - Tak, Carlos jest ze mną... Nie, nie potrzebuję niczyjej
pomocy... Sama dam sobie radÄ™... ZadzwoniÄ™ do ciebie za kilka dni... Tak, obiecujÄ™...
Przerwała połączenie i odłożyła telefon na blat stolika. Spojrzała na minę Carlosa.
Utkwił w niej świdrujący wzrok, jakby zaraz miał znowu wybuchnąć. Po chwili jednak
rozdzwonił się jego telefon komórkowy.
- Carlos! Tu Tania Stephens. Pamiętasz mnie? Zostawiłam u ciebie bikini. Tak się
właśnie zastanawiam, czy nie chciałbyś...
- Nie chciałbym. Do widzenia - uciął rozmowę ostrym tonem.
Po kilku sekundach dziennikarka znowu zaczęła dzwonić. Wyłączył komórkę i
wepchnÄ…Å‚ jÄ… z furiÄ… do kieszeni.
Czy tak to wszystko teraz będzie wyglądało? - zastanawiał się ponuro. Te cholerne
telefony nie przestaną dzwonić. Pismaki bezustannie będą mnie nękać, a przede wszyst-
kim rozpoczną polowanie na Kat. Już zaczęli. Co dalej? Kat będzie siedzieć zaszczuta w
tym apartamencie, nie mogąc nawet wyjść na zewnątrz, ponieważ przed domem dzień w
dzień będzie koczować chmara paparazzich?
Nie, nie można do tego dopuścić. Wpadło mu do głowy jedyne rozwiązanie tego
problemu. Wszystko jednak zależało od tego, czy Kat wyrazi zgodę.
- Mogę cię zabrać w spokojniejsze miejsce - zaproponował aksamitnym tonem. - Z
dala od prasy, z dala od zgiełku.
Spojrzała na niego.
- To znaczy dokąd dokładnie?
- To zależy od ciebie, princesa. Masz do wyboru wszystkie apartamenty i domy,
których jestem właścicielem.
- A co z tobÄ…? Pojedziesz... ze mnÄ…?
Carlos westchnął głośno.
- Jak sobie życzysz.
R
L
T
Nie chciała kolejny raz przeżyć zawodu; nie chciała znowu zostać odrzucona.
Miała dość bólu. Pragnęła jedynie spokoju.
- Jak chcesz - odpowiedziała po dłuższym milczeniu pozornie obojętnym tonem. -
Wszystko mi jedno.
Carlos spojrzał w jej błękitne oczy, które teraz przywodziły mu na myśl zimowe
niebo. Zgodziła się. Poczuł ulgę. Wiedział jednak, że to dopiero początek długiej walki o
Kat Balfour, matkę jego dziecka, kobietę, bez której nie chce i nie może żyć.
R
L
T
ROZDZIAA DWUNASTY
Zabrał ją do domu, który Kat niemal natychmiast rozpoznała.
- Znam ten dom! - zawołała, zdumiona. - Widziałam go na obrazie w twoim gabi-
necie. To ten sam, prawda?
- Zgadza się - potwierdził. - Moja hacjenda.
Omiotła wzrokiem starą, piękną rezydencję, ocienioną wysokimi, szumiącymi na
łagodnym wietrze drzewami. Willę okalał sad, w którym rosły pomarańcze i cytryny; ich
zapach nasycał ciepłe powietrze. W oddali rysowały się kolorowe pola i pastwiska, po
których dreptały i biegały ukochane andaluzyjskie konie Carlosa, które przyciągały tu
kupców ze wszystkich zakątków globu.
Kat pomyślała, że widok, który ma przed oczami, to najpiękniejsza rzecz, jaką w
życiu widziała. Po kilkugodzinnym locie prywatnym odrzutowcem Carlosa nagle znala-
zła się z dala od przytłaczającego miasta, w krainie spokoju i słońca, które świeci co-
dziennie, dając ukojenie oraz energię do życia. Poczuła wręcz dławiącą tęsknotę za ży-
ciem, którego zapewne nigdy, przenigdy nie zazna. Zrobiło jej się niewysłowienie smut-
no.
- Jak ci się podoba moje królestwo? - zapytał Carlos miękkim tonem, stojąc za jej
plecami.
- Tu jest przepięknie - odparła, odwracając się do niego.
Spojrzał na nią z troską w oczach.
- Dlaczego więc jesteś taka smutna?
Nie byłaby w stanie udzielić mu wyczerpującej odpowiedzi. Czuła w piersi tumult
sprzecznych emocji, których nie potrafiłaby wiernie nazwać i opisać. Nadal nie miała
zielonego pojęcia, jak będzie wyglądać jej przyszłość. To, czego tak naprawdę pragnęła,
było zupełnie nierealne.
- Tak wiele się wydarzyło w ciągu ostatnich dni - zaczęła lekko drżącym głosem. -
Nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć. Zostanę matką. Chciałabym, żeby nasze dziec-
ko...
R
L
T
Nagle urwała. Pierwszy raz w życiu użyła określenia nasze", wspominając o
dziecku. Spuściła wzrok, zawstydzona i jeszcze bardziej zasmucona. Carlos poczuł ukłu-
cie w sercu. Tęsknił za promiennym uśmiechem Kat, który poznał podczas ich wspól-
nego rejsu, wspólnych namiętnych nocy.
- Musisz odpocząć - rozkazał aksamitnym tonem. - To jeden z powodów, dla któ-
rych cię tutaj przywiozłem.
Nie śmiała zapytać, jakie są te inne powody. Spojrzała prosto w jego ciemne, nie-
przeniknione oczy.
- A co ty będziesz w tym czasie robił? - zapytała z bladym uśmiechem. - Jak zwy-
kle spędzał całe dnie przed ekranem komputera, kierując swoimi interesami?
Pokręcił głową.
- Ja również postaram się odprężyć. Mam tu basen, w którym nie kąpałem się od
roku.
Wskazał palcem błyszczącą, szmaragdową taflę wody. Kat nigdy w życiu nie wi-
działa tak wielkiego basenu. Pływając w nim, miało się widok na malowniczą ścianę gór
w oddali.
Nazajutrz, po spożytym w towarzystwie Carlosa śniadaniu, Kat przebrała się w
swoim pokoju w bikini. Obejrzała się w lustrze. Ciąża nadal była niewidoczna. Poczuła
się jednak z jakiegoś powodu nieswojo w tak odkrywającym stroju, zarzuciła więc na
ramiona błękitny szlafrok i zeszła na dół. Przy basenie ujrzała opalającego się już na le-
żaku Carlosa. Jej serce zamarło na widok jego muskularnego, idealnego ciała. Poczuła
dojmujący smutek. Czyżby dlatego, że potajemnie marzyła o wspólnych chwilach, za
którymi tak strasznie tęskniła? Odkąd tutaj przybyli, ani razu jej nie dotknął. To mogło
oznaczać jedno: nie był nią już zainteresowany. Na pewno nie w taki sposób...
Może już w żaden sposób. Może dla niego ich związek - przedziwny, bolesny,
brzemienny w skutkach - był już przeszłością? Wiedziała, że czeka ich długa, rzeczowa
dyskusja na temat tego, jak ma wyglądać ich przyszłość. Była pewna, że Carlos będzie
chciał wymyślić jakiś wygodny dla nich obojga układ, w którym nie będzie miejsca na
ani odrobinÄ™ jakiegokolwiek uczucia.
R
L
T
Podeszła bliżej.
- Chodz tu do mnie. Najpierw jednak włóż kapelusz.
Podał jej starą panamę. Nałożyła nakrycie głowy, po czym położyła się obok niego
na leżaku przy basenie.
Znajdowała się tak blisko niego, lecz miała wrażenie, że dzieli ich przepaść. Tak
[ Pobierz całość w formacie PDF ]