
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- 260. Landon Juliet Gra w miłość
- 0128. Cross Melinda Legenda o miłości
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Chang Eileen Miłość jak pole bitwy
- Arno Strobel Trumna
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Zdusił jej jęk ustami. Kiedy uniósł głowę, wygięła się pod nim w łuk. Czuła, Ŝe umrze, jeśli nie
poczuje go w sobie.
- Szybciej, Jacques. Szybciej - zaŜądała.
- Jeszcze nie. Nie jesteś gotowa.
- Jestem. Naprawdę jestem.
Zerwała ręcznik okrywający jego biodra i sięgnęła po jego męskość.
- Nie - mruknął, powstrzymując jej rękę. Oddychał cięŜko jak po długim, wyczerpującym biegu.
Zacisnął mocno powieki. - Nie dotykaj mnie jeszcze. Zaczekaj chwilę. Tak bardzo cię pragnę.
Jeśli mnie teraz dotkniesz, nie będę mógł juŜ dłuŜej czekać.
- Nie chcę, Ŝebyś czekał - powiedziała i wyswobodziła rękę.
Pieściła aksamitny czubek jego męskości i zachwyciła się, kiedy wstrząsnął nim dreszcz.
Zacisnęła wtedy na nim rękę.
Jacques krzyknął coś po francusku, moŜe było to przekleństwo, moŜe błaganie. Przewrócił Lizę
na plecy, rozłoŜył jej nogi i wszedł w nią jednym silnym ruchem.
Napełnił ją całą, rozciągnął do granic moŜliwości. Zobaczyła strach i Ŝal w jego oczach. Kiedy
próbował się wysunąć, otoczyła go nogami i wciągnęła głębiej. Mocno zacisnęła uda.
- Sorcierel
Diablica.
Oczy mu pociemniały, chwycił ją za biodra i wszedł w nią do końca. Wysunął się trochę i znów
zagłębił w jej gorącej, ciasnej wilgotności. I jeszcze raz. I jeszcze.
Czuła wszędzie jego ręce, jego usta, jego zęby. Brał. Ona teŜ. Słyszała uderzanie ciała o ciało,
ogłuszały ją ich szybkie, urywane oddechy. Czuła zapach gardenii, mydła i seksu.
Chciała, musiała zapamiętać to wszystko. Utrwalić kaŜde doznanie, kaŜdy dotyk i dźwięk, by
delektować się nimi, kiedy Jacquesa juŜ przy niej nie będzie.
Jacques znów uniósł biodra i zaczął poruszać się coraz szybciej. Liza przestała myśleć. Chciała i
mogła tylko czuć. Kiedy krzyknął jej imię, oboje osiągnęli ten wspaniały, jedyny, wyczekiwany
szczyt.
Stopniowo Jacques odzyskiwał zdrowy rozsądek. Wraz z nim poczucie winy. Zbyt mocno na nią
naciskał, za szybko. Była taka ciasna, taka gorąca. A on za mało czasu poświęcił dla jej przy-
jemności. Nie czekał, aŜ będzie gotowa. Nie potrafił jednak się powstrzymać. Kiedy otoczyła go
nogami, wciągnęła w swoje ciepło...
Kurczę, jego męskość stwardniała na samą myśl o tym. Odetchnął głęboko i wsparł się na łokciu,
by na nią spojrzeć. Miała zamknięte oczy a na jej twarzy malował się lekki uśmieszek. Jednak jej
wargi były opuchnięte, a na podbródku i szyi widniały wyraźne, czerwone otarcia.
- Przepraszam, cherie.
- Hmm?
- Sprawiłem ci ból - rzekł. Dopiero teraz zauwaŜył takie same otarcia na jej piersiach.
- Ból?
Nie podobała mu się jej obojętność.
- Spójrz na mnie, Lizo.
Zamrugała powiekami i otworzyła oczy. Były zielone i rozmarzone. Jak mógł kiedykolwiek
myśleć, Ŝe są chłodne?
- Przepraszam, jeśli byłem zbyt brutalny.
- To chyba ja byłam bardziej brutalna - uśmiechnęła się i musnęła palcem lekkie zaczerwienienie
na jego ramieniu. Miejsce, gdzie zagłębiła w pewnej chwili zęby.
Nie zmniejszyło to wcale jego wyrzutów sumienia. Nigdy z Ŝadną kobietą tak się nie
zachowywał, nawet z nią.
- Nie zamierzałem być niedelikatny. Chciałem, by ci było jak najlepiej. Pragnąłem, Ŝebyś
oszalała z rozkoszy. A to ty doprowadziłaś mnie do szaleństwa.
- Naprawdę? Cieszę się - powiedziała z pełnym zadowolenia uśmiechem. - Do tej pory, kiedy
byliśmy razem, zawsze czułam się taka... taka bezradna. Choć nie chciałam ci na to pozwolić,
doprowadzałeś mnie na sam szczyt. A ja nigdy nie mogłam ci się zrewanŜować.
Powstrzymywałeś się do momentu, kiedy to ty postanowiłeś iść na całość.
Kiedy chciał zaprotestować, połoŜyła mu palec na ustach.
- Dziś miło mi było, Ŝe dla odmiany ty straciłeś nad sobą panowanie.
- Oj, straciłem.
Był tak podniecony, Ŝe nawet zapomniał o zabezpieczeniu. Na samą myśl oblał się zimnym
potem. Zawsze przecieŜ o tym pamiętał. Zanim jednak zdąŜył ją o to zapytać, zaczęła się poru-
szać.
AŜ jęknął, bo jego męskość, wciąŜ w niej zanurzona, zareagowała natychmiast.
- Jeśli nie przestaniesz poruszać tym swoim cudownym tyłeczkiem, znów zobaczysz, jak tracę
panowanie - ostrzegł.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
Jego śmiech przeszedł w jęk. Przetoczył się na plecy, pociągając ją za sobą.
- Nie powinniśmy tego robić. Chyba spóźnimy się na przyjęcie - powiedziała, nie przerywając
rytmicznego kołysania.
- śadne chyba. Na pewno - poinformował ją. Sięgnął po jej piersi i uniósł biodra, by wejść w nią
głębiej.
- Bardzo? - spytała, poruszając się coraz szybciej.
- Bardzo.
Objął jej pupę i znów stracił nad sobą panowanie.
Rzeczywiście bardzo się spóźnili. A problem polegał na tym, Ŝe Jacques od razu zaczął myśleć o
[ Pobierz całość w formacie PDF ]