
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Mlot na czarownice
- Carol Higgins Clark Quattro Diamanti Per Un Delitto
- Her New Daddy
- 0877 fm
- Donna Sterling The Princess and the P.I. (pdf)
- Elektromagnetyzm rozwiazania
- Armentrout Jennifer L. Onyx . Tom 2
- Sanghani Radhika Dziewica
- Leslie Charteris The Saint 22 The Saint in Miami
- 0752. Drake Dianne Lekarstwo dla zakochanych
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
rejestrując twardość lodowatej posadzki, po czym zwinęła w kłębek jak embrion.
- Nie, nie chcę umierać - szepnęła. - Nie chcę umierać!!! - wrzasnęła w następnej chwili z
zamkniętymi oczami, cały czas trzymając ręce przyciśnięte do uszu. - Nieeeee!
Jej oddech się rwał... Płakała, krztusiła się, kaszlała i cały czas płakała.
W pewnym momencie znowu poczuła zimno. Drżała tak mocno, że tarła skórą po
chropowatej posadzce. Podniosła się najpierw kawalątek, potem całkiem wyprostowała tułów
i znów oparła się plecami o ścianę, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Nie udało się jej
jednak stanąć na nogi. Paroksyzmy raz po raz skręcały jej ciało. Spojrzenie miała wbite w
trumnę. Przypomniała sobie, że na piersiach martwej kobiety leżała tabliczka. Wiadomość dla
niej? Oczywiste, że wiadomość dla niej. Musi... Eva nie śmiała pomyśleć o tym do końca.
Musi... dojść do trumny. Musi zobaczyć, co tam jest napisane. Może jakaś wskazówka?
Coś, co uwolni ją z tego lochu? Ale ta kobieta... Eva była pewna, że nie zniesie widoku
tej martwej kobiety. Być może znów straci przytomność. Co ma robić? Spróbuj, Evo,
zaklinała siebie. To twoja jedyna szansa. Musisz spróbować.
Z wielkim wysiłkiem udało jej się oderwać od betonowej ściany. Odważyła się zrobić
pierwszy krok ku środkowi pomieszczenia, zatrzymała się i stała tak na uginających się pod
nią kolanach, bo znów chwycił ją napad drgawek. Ponownie oczy przeszukały sufit i ściany w
nadziei znalezienia obiektywu kamery, żeby móc do niej mówić, nie, błagać wprost do niej.
Ale nic nie znalazła.
- Manuel? - spytała nieśmiało, wciąż omiatając wzrokiem pomieszczenie. - Czy to ty,
Manuelu? - Jej głos przybrał nieco na sile. - Proszę, jeżeli... jeżeli gdzieś tam jesteś, Manuelu,
proszę, przecież zawsze się o ciebie troszczyłam, kiedy ona tak strasznie się nad tobą znęcała.
Przecież nie mogłam nic na to poradzić. Mogłam tylko schłodzić twoje rany i utulić cię, kiedy
tak straszliwie płakałeś. Kiedy cierpiałeś największy ból, leżałeś w moich ramionach,
Manuelu, a ja próbowałam cię pocieszyć. Nie pamiętasz już? Przecież nie mogłam zrobić nic
więcej. Sama byłam jeszcze dzieckiem. Słyszysz mnie, Manuelu? Proszę, nie rób mi tego.
Proszę, nie. Wierz mi, już dłużej tego nie wytrzymam. Zaraz postradam zmysły. Proszę cię,
przestań.
Skoncentrowała się na drżeniu własnego ciała. Szczękanie zębów brzmiało jak przeciągła
salwa karabinu maszynowego. Zacisnęła je mocno i nasłuchiwała z napięciem, nie wiedząc
czego. Odpowiedzi? Nie nadeszła. Cisza.
Zebrała całą odwagę, by zrobić następny krok ku trumnie. Musi wiedzieć, co jest w tej
wiadomości. Ale gdy podniosła nogę, jej całe ciało znowu chwycił skurcz tak silny, że straciła
równowagę. Przewróciła się na bok i gwałtownie padła na ziemię, uderzając o nią najpierw
ramieniem, a potem głową. Krzyknęła z bólu i przez chwilę leżała zamroczona na posadzce,
nim znów ostrożnie spróbowała się poruszyć. Od prawego ramienia na całe ciało
promieniował przeszywający ból, który sprowokował wydanie takiego odgłosu, jaki nawet w
jej uszach zabrzmiał nieludzko. Złamałam bark, pomyślała i pochłonęła ją fala paniki. A co,
jeśli nie będzie mogła wstać? Jeśli będzie leżeć na ziemi, tu, na tym miejscu, dopóki nie
umrze z pragnienia albo dopóki ktoś nie przyjdzie jej zabić? W odległości zaledwie trzech
metrów od trumny, w której leżała martwa kobieta. A na niej przesłanie. Nie!
Zebrawszy się na odwagę zrodzoną z rozpaczy, jednym ruchem przekręciła się na bok,
tak że zdrowe ramię znalazło się pod spodem. Krzyczała przy tym z bólu, a łzy płynęły jej po
policzkach. W prawym ramieniu nic już nie czuła, zwisało jak jakieś obce ciało, leżąc ukosem
na jej piersiach. Nadgarstek był skręcony, a dłoń spoczywała na ziemi, jakby ktoś bezmyślnie
ją wyrzucił.
- Manuelu - spróbowała raz jeszcze. - Proszę, pomóż mi. Nie pamiętasz? Przecież ja tak
często ci pomagałam. Uwierz, proszę, wzięłabym na siebie każdą krzywdę, jaką ci
wyrządziła. Sama nie wiem, dlaczego tak okrutnie się nad tobą znęcała. Do mnie czuła
nienawiść, bo nie byłam jej dzieckiem, jestem tego pewna. Ale dręczyła tylko ciebie,
własnego syna.
Kilka razy odetchnęła głęboko, bo bała się, że z bólu zacznie wymiotować. Kiedy z wolna
jej przeszło, znów odrobinkę podniosła głowę.
- Ja zawsze cię kochałam, Manuelu, ponad wszystko na świecie. Bardziej niż samą siebie,
uwierz mi. Byłeś nie tylko moim młodszym braciszkiem, byłeś jakby częścią mnie. Więc
dlaczego mi to robisz? Jeżeli teraz będziemy trzymać się razem, nic na tym świecie już nas
nie rozdzieli, rozumiesz? Ona nie żyje, już od dawna. Inge też teraz umarła. Ale wiesz to
lepiej niż ktokolwiek inny. Wierz mi, rozumiem, że musiałeś to zrobić, żeby znalezć spokój
ducha, tak, wiem. Często życzyłam im obu w myślach, żeby umarły. Z twojego powodu,
Manuelu. Tylko twojego.
Znów nasłuchiwała i znów nie rozległ się nawet najmniejszy szmer prócz jej oddechu i
jęków, których nie mogła powstrzymać. Złożyła głowę na ziemi, zrozpaczona, zrezygnowana.
Mięśnie jej zwiotczały, co wywołało nowy atak koszmarnego bólu ramienia.
Kiedy ustąpiła nieco paląca fala, położyła się i leżała spokojnie, patrząc na jedną z
plastikowych skrzynek, a za plecami, niczym niesamowite zagrożenie, czuła trumnę.
Co mogło być w tych plastikowych pojemnikach? Dlaczego do tej pory się nimi nie
zainteresowała? Być może znalazłaby w środku coś, dzięki czemu mogłaby się uwolnić z tego
więzienia? A może w ogóle wszystko było tylko czymś na kształt gry, w której ktoś się z nią
bawił? Okrutnej gry, tak. Ale może ten, kto był za to wszystko odpowiedzialny, zostawił jej
szansę ucieczki? Widziała to kiedyś w jakimś filmie. Tytułu już nie pamięta. Był tam
mężczyzna, który obudził się nagle w jakimś zamknięciu, i gdzieś tam schowany był klucz.
Musiał go tylko znalezć. Być może...
- Nie, nie ma być może - powiedziała do siebie. - To nie film. Ktoś chce cię zabić i nie
da ci szansy na ucieczkÄ™.
Czy ma tak po prostu leżeć i w końcu umrzeć? Dlaczego nie? Wtedy wszystko minie.
Wszelki strach, wszelkie wątpliwości. Nie będzie już bólu, nie będzie niczego. Kiedyś tam
zamknąć oczy i zasnąć na zawsze. Na zawsze.
Czy ona tego chce? Nie!
Zmobilizowała wszystkie siły i się podniosła. %7łeby uczynić ból choć trochę
znośniejszym, spróbowała go zakrzyczeć. Chwiała się, zataczała, ale stała. Płacząc i drżąc nie
z zimna, lecz z bólu. Dusząc się, w końcu dostawszy torsji, a potem bez tchu, bliska
omdlenia. Nie docierało już do niej, gdzie jest, ale... stała. Czas przeciągał obok niej jak
równomiernie płynąca zimna rzeka, na której brzegu siedziała. Nie miała z tym nic
wspólnego, była poza czasem. Jej myśli były dwuwymiarowymi obrazami, unoszącymi się w
stanie nieważkości po ciemnym pomieszczeniu pozbawionym powietrza, obracały się przy
tym wokół obu osi, ukazując to część przednią, to swój czarny tył. Eva nic nie czuła. %7ładnego
bólu, żadnego zimna, niczego. Potem nagle ugięło się pod nią jedno kolano, noga się
załamała, i mało brakowało, a byłaby znów upadła, ale w ostatniej chwili udało się jej
[ Pobierz całość w formacie PDF ]