
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- McArthur Fiona Harlequin Medical 486 Szczęśliwe zakończenie
- Courths Mahler Jadwiga Dzieci szczęścia
- Diana Mars Wyspa szczęśliwych rozwodów
- Palmer Diana Szczęśliwa gwiazda
- Roberts Nora Karuzela szczęścia
- Rydzynski Marie Szczęśliwy traf
- Saga rodu Michorowskich 02 Córka Michorowskich Rohóczanka Anna
- Baniewicz ElĹźbieta Anna Dymna. Ona to ja
- Sikorska Anna Złe zamiary to nie wszystko
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dnia na dzień, bo paskudnie sobie ze mnie zażartował w towarzystwie, które w dodatku
słabo znałam. Pamiętam, jak oczy wszystkich skierowały się na mnie, a niektórzy zaczęli
się śmiać, chociaż to, co Jarek powiedział, było raczej przykre. Kiedy mnie odprowadził
do domu, powiedziałam na ulicy przed drzwiami: To nasze ostatnie spotkanie. Nigdy
więcej do mnie nie przychodz i nie dzwoń . Był zdumiony, chociaż wiedział, o co
chodzi. Przepraszam cię, nie chciałem tego powiedzieć . Ale powiedziałeś. A jak
powiedziałeś raz, to powiesz też drugi raz i następny. Nie chcę być z kimś, kto mnie
obraża w towarzystwie swoich przyjaciół , wyjaśniłam. Ale była w tym doza
nieuczciwości, bo tak naprawdę już od jakiegoś czasu szukałam pretekstu, żeby z nim
zerwać. Już po miesiącu miałam go dość: wciąż opowiadał o swojej dziewczynie, która
go rzuciła, i mówił, że śmierdzę jak popielniczka. Może miał rację, ale wobec tego dałam
mu szansę, żeby sobie znalazł kogoś, kto pachnie konwaliami. I znalazł. Wielu
chłopaków, z którymi mi nie wyszło, dobrze na tym wyszło.
Odpowiesz mi? słyszę głos mamy.
A jakie było pytanie?
Nieważne, chyba nie powinnam pytać.
Chyba nie powinna. W każdym razie za pózno na pytania o facetów z przeszłości,
których ledwie pamiętam. Ale może powinnam sobie wszystkich przypomnieć, skoro
dzisiaj któryś z nich mnie nienawidzi. Nie wiem, skąd ten pomysł, ale zaczynam sądzić,
że to jeden z nich. Chociaż żaden nie był wredny ani złośliwy. Za radą Jolki postanawiam
zostawić to Annie Parduc. A ja zrobię sobie miły wieczór. Pójdę do kina, a potem
poczytam. Może wreszcie swoje wiersze, które leżą nietknięte na nocnej szafce boję się
do nich zajrzeć, bo takie spotkanie po ponad dwudziestu pięciu latach może być przykre,
a co gorsza śmieszne.
Czytam je cały wieczór. No cóż, zdaje się, że świat uwolnił się od jednej
grafomanki. Dlaczego ktoś chciał je wydać, dziwię się po przeczytaniu kolejnego, w
którym dość łzawo pastwię się nad jakimś nieudanym związkiem. Prawdziwym,
wyobrażonym? Nie wiem. Znęcam się też nad przyrodą i detalami z życia codziennego.
Od czasu do czasu tu i ówdzie pojawia się cień ironii, co mnie cieszy, bo przecież zawsze
byłam wesołą dziewczyną, ale tak zwane liryczne ja w moich wierszach jest najczęściej
śmiertelnie poważne. Widocznie uważałam, że tak powinno się pisać. Najdziwniejsze jest
to, że dzisiaj, kiedy mam za sobą tak wiele porażek, uważam inaczej. %7łe bez ironii i
śmiechu nie da się żyć normalnie. Pod koniec książki trafiam na wiersz, który daje mi do
myślenia nie, nie dlatego, że jest lepszy czy gorszy niż pozostałe, ale ze względu na
obecny kontekst, w który się wpisuje:
Szary brzask na twojej twarzy przechodzi w decrescendo,
Zpisz. Niebo w mysim kolorze wisi w oknie zmęczone,
Nie śpię. Gdzieś skrobie mysz. Chyba sprawię ci kota.
No tak, Kuba miał myszy. I rzeczywiście chciałam mu podarować kota, ale
rozstaliśmy się, zanim zdążyłam to zrobić. Bałam się u niego zostawać na noc, bo myszy
grasowały po całym mieszkaniu, wypełniając je przerażającymi piskami i skrobaniem.
Bałam się zasnąć. Ale Kubie nie przeszkadzały, nawet je dokarmiał. W ogóle miał lepszy
kontakt ze zwierzętami niż z ludzmi. Tak jak Marcel.
Zamykam książkę i postanawiam, że stłamszę w zarodku myśl o jakimkolwiek
pisaniu. Wszyscy wtedy pisaliśmy, prawie każdy miał potrzebę przelewania na papier
swoich emocji, jednak tylko dwie, może trzy osoby rzeczywiście poświęciły się
pisarstwu i wydały kilka książek. Nie było wielkich talentów na naszym roku. Ale z
pewnością Jolka do nich należała, tylko nie zrobiła użytku ze swoich zdolności. Krótko
mówiąc, zmarnowała się. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego zamiast pisać, zostać
dziennikarką albo w najgorszym razie zatrudnić się w jakimś wydawnictwie, wolała
pójść do szkoły. Twierdziła, że czuje powołanie i nic na to nie poradzi. Zrozumiałabym,
że chce wstąpić do klasztoru, bo to jest jej powołanie, ale do szkoły!? W której tkwi od
skończenia studiów i nadal wygląda na zadowoloną. Czyta dziesiątki wypracowań i
każde rzetelnie komentuje. Gada co roku o średniowieczu, odrodzeniu, romantyzmie. I
nie ma dość. Kiedy ją o to pytam, zapewnia, że co roku inaczej o tym mówi i inni są
uczniowie. A jednak uważam, że zmarnowała talent. I nie ma na swoim koncie nawet
podręcznika. Musi jakiś napisać. Będę ją o to dręczyć. Na razie to ona mnie dręczy, co
chwila dzwoni i dopowiada kolejne nazwiska do listy. W pewnym momencie mówię
stanowczo:
Jolka, skoro tak pózno przypominasz sobie o niej, to znaczy, że nie jest istotna.
Daj już spokój. Twoja pamięć jest twoim przekleństwem. W ogóle nie wierzę, że te
wszystkie osoby kiedykolwiek chodziły po świecie. Kto to jest Natalia Kociel? Kto to
jest Jerzy Jaskułka?
Tak, był taki i nawet pamiętam, że jego nazwisko pisało się przez u zwykłe, z
czym miał wieczne kłopoty, bo nikt nie chciał tego przyjąć do wiadomości. A oprócz
Jaskułki byli również Orzeł i Wróbel. Mówiliśmy o nich ptasia trójca.
I tak bez końca. Co pół godziny przypomina sobie kogoś, o kim opowiada jak o
bohaterze powieści. Anna Parduc powinna zatrudnić Jolkę w swojej agencji. Podsunę jej
ten pomysł, kiedy już rozwikła zagadkę i będę mogła odetchnąć z ulgą.
Tymczasem jednak sprawy nabierają rozpędu i podążają w złym kierunku, bo
punkt ciężkości coraz bardziej przenosi się na Laurę.
Mamo dzwoni o siódmej rano, przed wyjściem do pracy ja zwariuję. Co się
dzieje? Dostałam jakieś twoje zdjęcie z facetem w restauracji. Nie ma w tym nic złego,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]