
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Diana Palmer Long Tall Texans 20 Callaghan's Br
- Diana Palmer Kowboje 03 Narzeczona z miasta
- McArthur Fiona Harlequin Medical 486 Szczęśliwe zakończenie
- Diana Palmer Skrywana miłość
- Diana Palmer Her Kind of Hero
- Diana Palmer Eye of the Tiger
- Diana Palmer Wymarzony prezent
- Diana Palmer Zuchwała propozycja
- Bialer_Anna_ Szczęścia_tekże_chodzą _parami
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Wydaje mi się, że on naprawdę kocha moją matkę.
- Ja też tak myślę - zgodził się Preston. - Tylko nieliczni ludzie są do gruntu zli. Celeste potrafiła
zawojować Ronalda.
- Bogu dzięki, że ma jakiś słaby punkt - mruknęła Clementine.
Preston rzucił snop światła z potężnej latarki na szczególnie mocno zarośnięty odcinek ścieżki. Nie
chcieli, żeby ktoś ich śledził albo zauważył ich nadejście, dlatego wybrali inną, dłuższą drogę,
trudniejszą niż ta, którą szli poprzednio. Zaczynali już odczuwać wyczerpanie.
- Jeden z głowy, a jeden jeszcze przed nami powie-
WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW 133
dział Preston, okrążając potężne korzenie drzewa. Gdy Clementine spojrzała na niego z
zaskoczeniem, wyjaśnił: - Mówię o rozwodach. Delores wreszcie dzisiaj przyjechała. Nie mogła
znalezć Forda, więc zostawiła mi wiadomość. Zdaje się, że nie potrafiła się oprzeć urokowi sklepów w
Buenos Aires i po raz ostatni wybrała się na zakupy na koszt stryja.
- Ford będzie zachwycony - mruknęła aementine.
- Zdziwisz siÄ™, ale niewiele go to obejdzie. Jest bardzo hojny i...
Preston zamilkł nagle i zatrzymał się gwałtownie. Clementine omal na niego nie wpadła. Lekki
powiew wiatru przedzierającego się przez zarośla niósł dzwięk ludzkich głosów. Preston otoczył ją
ramieniem i przyciÄ…gnÄ…Å‚ do siebie.
Ktoś szedł ścieżką równoległą do ich trasy. Zcieżka musiała być wytyczona wcześniej, bo nie było
słychać charakterystycznych uderzeń maczety.
Preston uniósł latarkę, spojrzał na twarz Clementine i zrozumiał, że ona myśli to samo, co on.
- Pójdziemy za nimi?
- Chyba tak - westchnęła.
Trzymając latarkę nisko przy ziemi, poczekali, aż głosy nieco się oddalą, a potem w kilka minut
dotarli do wydeptanej ścieżki. Preston wsunął maczetę za pas, a aementine zerknęła na zegarek.
- Na szczęście nie podejrzewają, że ktoś za nimi idzie. Powinniśmy wkrótce dotrzeć na miejsce.
134 WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW
Clementine skinęła głową.
- Chodzmy.
W dwie godziny pózniej przed nimi wyłoniły się zabudowania Ośrodka Radcliffe. Niebo na
wschodzie zaczynało już jaśnieć. Ukradkiem zbliżyli się do budynków, próbując się zorientować, z
iloma przeciwnikami mają do czynienia. W zachowaniu mężczyzn nie było niczego podejrzanego, ale
sam fakt, że wędrowali nocą, dawał do myślenia.
Mężczyzn, którzy szli ścieżką, było trzech. Clementine i Preston musieli jednak trzymać się od nich w
bezpiecznej odległości, toteż nie byli w stanie ich zidentyfikować.
Zatrzymali się przy niewielkim stawie. Preston przycupnął na brzegu i napił się wody. Naraz poczuł
jakiś dotyk na ramieniu. Opuścił wzrok i zerwał się jak oparzony. Na szczęście Clementine zdążyła
zakryć mu usta dłonią i stłumić wydobywający się z nich okrzyk.
- Widzę, że zwierzęta bardzo cię lubią - rzekła ze śmiechem w głosie. - Nawet krwiopijcy. Wiesz, że
one są obojnakami? Mają w ciele męskie i żeńskie organy rozrodcze.
- Jeśli w tej chwili nie zdejmiesz ze mnie tego pasożyta, to będziesz musiała mnie cucić.
Clementine zastanowiła się.
- Hm, to brzmi całkiem obiecująco...
- Clem!
- No dobrze już, dobrze - zaśmiała się i zdjęła pijawkę z ramienia Prestona.
WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW 135
- Nie zabijesz jej? - zdziwił się.
- Oczywiście, że nie. To lecznicza pijawka.
- To taka wielka różnica? - zapytał z obrzydzeniem.
- Oczywiście. Jeszcze do niedawna tych pijawek używano do leczenia stłuczeń i odciągania tak
zwanej złej krwi. Teraz nadał używa się ich do badań medycznych, bo wytwarzają hirudynę, składnik
zapobiegający krzepnięciu krwi.
- Zaraz mi powiesz, że to zagrożony gatunek - rzekł Preston, potrząsając głową z niedowierzaniem.
- Bo tak jest - potwierdziła Clementine, wypuszczając pijawkę do stawu. - W Europie ten gatunek
wyginął już niemal zupełnie.
- Serce mi krwawi na samą myśl o tym - westchnął Preston.
Clementine nie odpowiedziała, bo kątem oka zauważyła jakieś poruszenie w pobliżu budynków. Ci
sami trzej mężczyzni szli teraz do ciężarówki zaparkowanej przy bramie wyjazdowej. Nieśli ze sobą
jakieś zwierzęta. Ukradkowe spojrzenia rzucane na boki świadczyły o tym, że nie byli to weterynarze
z ośrodka.
aementine pochwyciła Prestona za rękę.
- Rozpoznajesz gatunki tych zwierzÄ…t?
- Złoty lew - odrzekł Preston ponuro. - Ostatnio pisała o nim prasa. Zagrożony gatunek. Występuje
tylko na niewielkim obszarze rezerwatu w Brazylii, gdzie istnieje niebezpieczeństwo pożaru dżungli.
Preston zmrużył oczy.
136 WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW
- A po co im aż dwa lwy?
- Najlepiej je trzymać w parach - wyjaśniła Clementine. - W większych grupach zdarzają się walki o
przywództwo, które mogą prowadzić do zagryzienia słabszego zwierzęcia. Te dwa chyba są tej samej
płci i dobrze się znają.
- Szkoda, że nie pogryzły tego łajdaka, który je niesie
- wymamrotał Preston.
- Niesłychane, do czego ludzie są zdolni dla pieniędzy
- mówiła Clementine, obserwując, jak zwierzęta wkładane są do klatek. - Te lwy, ze swoim pięknym
złocistym futrem i grzywą, należą do najpiękniej ubarwionych zwierząt na świecie, dlatego jest na nie
wielki popyt.
Jeden z mężczyzn rozwiązał niesiony worek i wyjął z niego coś małego i ciemnego.
- To miś okularnik - westchnęła Clementine.
- Co takiego? - zapytał Preston, wyciągając szyję.
- Jedyny gatunek niedzwiedzia występujący w Ameryce Aacińskiej. %7łyje w niektórych częściach
Andów. Ceniony dla futra i mięsa.
- Wygląda jak szop pracz - zauważył Preston.
- Jest ładniejszy - odrzekła Clementine z gniewem.
- Prawie nie ma już szans przeżycia na wolności i kto wie, co się z nim stanie, skoro tacy łajdacy
chodzą po świecie.
- Po kolei mruknął Preston, uspokajająco kładąc dłoń na jej ramieniu. - Najpierw musimy znalezć
Forda, a potem pomogę ci porachować się z tymi draniami.
aementine pocałowała go szybko.
WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW 137
- Nie martw siÄ™. Uwolnimy Forda.
Trzeci mężczyzna wkładał właśnie do ciężarówki klatkę z małym ocelotem. Clementine zesztywniała.
- Gdy już wytępiono jaguary, zaczął się popyt na futra z ocelotów. A ponieważ są o połowę mniejsze,
na futro potrzeba ich dwa razy więcej.
- Uwolnimy je - obiecał Preston, aementine skinęła głową.
- Musimy się zastanowić, gdzie oni mogli umieścić twojego stryja. Nie mamy wiele czasu. Nie
zdążymy przeszukać wszystkich budynków. .
- Zabrałem z hotelu przewodnik. Tam jest mapka ośrodka - powiedział Preston i obydwoje pochylili
siÄ™ nad niewielkÄ… broszurÄ….
- Wydaje mi się, że powinniśmy się skupić na przeszukaniu części dla Królestwa Kotów, Zamku
Orłów i Wyspy Małp - powiedziała Clementine.
- Ja się zajmę zamkiem - zaproponował Preston. -Tam jest wodospad, staw i drzewa. Nie byłoby
trudno kogoś tam schować.
Przed budynkiem dla naczelnych pojawili się dozorcy. Preston wstał, ale Clementine pochwyciła go
za rękę.
- Poczekaj! Trzeba jakoś odwrócić ich uwagę...
- Co proponujesz?
- W niektórych ogrodach zoologicznych zwierzęta takie jak żyrafy czy zebry dla bezpieczeństwa
spędzają noc w pomieszczeniach, gdzie mają do nich dostęp weterynarze.
138 WYSPA SZCZZLIWYCH ROZWODÓW
- I co z tego? - zapytał Preston niecierpliwie.
- To, że gdy dozorcy chcą je ściągnąć na noc do budynku, używają gwizdka, takiego jak sędziowie
sportowi. A ponieważ zebry Granta, strusie i żyrafy żyją na tych samych terenach...
- Jednocześnie reagują na gwizdek? - domyślił się Preston.
Clementine odpowiedziała mu uśmiechem.
- Uczciwi pracownicy tego ośrodka nie będą zachwyceni, gdy wywołamy popłoch...
- Potem pomożemy im zaprowadzić porządek - obiecał Preston. - Jesteś gotowa?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]