
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 35. Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik Tom 35 Europejska przygoda
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- (40) Olszakowski Tomasz Pan Samochodzik i ... Potomek szwedzkiego admirała
- (18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ... Bursztynowa Komnata tom 2
- PS56 Pan Samochodzik i Adam z WÅ¡growca Olszakowski Tomasz
- 17 Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i Testament Rycerza Jędrzeja
- Cykl Pan Samochodzik (57) Złoty Bafomet Arkadiusz Niemirski
- PS19 Pan Samochodzik I Złoto Inków t.2 Szumski Jerzy
- 37 Pan Samochodzik i Wilhelm Gustloff
- Marshall Paula Dynastia Dilhorne'ów 06 Książę sekretów
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
należy szukać. Zmęczeni po marszu postanowiliśmy jeszcze chwilę posiedzieć na miękkich
fotelach w świetlicy i w spokoju obejrzeć mecz. Po pierwszej połowie meczu poszedłem do
kuchni, gdzie rządziła Krysia.
- Dobry wieczór - przywitałem ją. - Zrobiłabyś mi glomzdy?
- Dużo chcesz?
- Oj dużo, na przyjęcie dla kilkunastu osób.
Czarne oczy Krysi zalśniły.
- Idziesz jutro do Franza? - domyśliła się.
- Tak - przyznałem się.
- Czemu chcesz, żebym zrobiła ci ser?
- Starzy Mazurzy chwalili twoje talenty kulinarne.
- Przyjaciele taty? - roześmiała się. - Za grosz nie znają się na gotowaniu.
- O nie, twój tata świetnie wędzi ryby, a pan Henryk przygotował świetnego
szczupaka.
Krysia śmiała się w głos.
- Mazurzy umieją łowić ryby, bo co zrobią, jak ich baba z domu wyrzuci? Najpierw
wraca taki z targu z pieniędzmi, zajeżdża do karczmy i wydaje pieniądze. Potem cały dzień
siedzi nad jeziorem i ryby łowi, że niby je kupił, albo wraca do domu tylko po to, żeby zabrać
ciepłą kapotę i czymś musi się żywić, jak śpi w polu.
Też roześmiałem się z tego tłumaczenia. W tym momencie do kuchni weszła
Marpezja. Zobaczyła nas roześmianych i z naburmuszoną miną wyszła. Krysia dostrzegła
moją minę i nieco zmartwiła się.
- Będziesz przepraszał, to będzie lepsza dla ciebie - powiedziała cicho. - Jak
zazdrosna, to znaczy, że kocha... Gorzej, jak zechce się mścić, zranić cię. Zrobi to tak, żeby
ciebie i ją bolało.
Uznałem, że na razie nie ma sensu gonić za Marpezją i z Krysią przygotowałem
twaróg. Najpierw pokruszyliśmy dwie kilogramowe kostki. Potem Krysia dodała gęstej,
ręcznie urobionej śmietany. Na koniec przyprawialiśmy twaróg solą, pieprzem, świeżo
ściętym szczypiorkiem i mieszanką ziół z półki Krysi. Mazurka na koniec zawinęła rękawy
koszuli i włożyła dłonie w twaróg. Urabiała go ręcznie na jednolitą masę. Jednocześnie
żartowała, uśmiechała się do mnie. Wiedziałem, dlaczego wszyscy chłopcy w okolicy stracili
dla niej głowę. Nie dość, że była śliczna jak marzenie, to jeszcze okazała się świetną
kucharką, o czym mogłem się przekonać próbując jej glomzdy. Była niebiańska.
- Dziękuję ci - ucałowałem usmarowaną twarogiem dłoń Krysi.
- Nie ma za co, w końcu robiłam to dla Franza - odpowiedziała. - Mówi się, że można
trafić przez żołądek do serca mężczyzny.
Gdy podniosłem wzrok, w drzwiach kuchni ponownie zobaczyłem Marpezję.
- Chciałam zapytać, czy można prosić o herbatę w dzbanku - powiedziała.
- Paweł ci przyniesie - odparła Krysia.
- Nie wątpię, że chciałby już tu gospodarzyć - mruknęła Marpezja.
Krysi zrobiło się głupio i sama zaniosła gościom herbatę. Dołączyłem do towarzystwa
w świetlicy i obserwowałem, jak Marpezja przysiadła się do Arka i po chwili już oboje
chichotali i szeptali sobie na uszko.
Marpezja chciała mnie zranić i zrobiła to, chociaż nie miała powodu. Zmęczony tym
wszystkim poszedłem spać. Po północy obudził mnie Horst szarpiąc moją stopę.
- Paweł, wstawaj! - szeptał. - Córkę mi porwali.
ROZDZIAA JEDENASTY
POSZUKIWANIA KRYSI " WYJE%7Å‚D%7Å‚AMY NA MIEJSCE SCHADZKI "
ZWODZ PANA FRANCISZKA " MAZURSKIE PRZESADY "
RELACJE O ZMIERCI ZWITEGO BRUNONA " WIZYTA W
KARCZMIE W RYDZEWIE
Chociaż Horst starał się zachować dyskrecję, to jednak zaraz obudzili się Piotr,
papużki i harcerze.
- Trzeba zawiadomić policję - zdecydowała Kakadu i już sięgała po telefon
komórkowy.
- Policja nie przyjmie zgłoszenia, jeżeli od chwili zaginięcia osoby dorosłej nie minęły
dwadzieścia cztery godziny - studziłem jej zapał. - Panie Horst, niech pan powie, jak to się
stało?
Mazur zamyślił się, podrapał się po brodzie, przestąpił z nogi na nogę.
- Nie wiem - przyznał. - Po prostu jej nie ma... - bezradnie rozłożył ręce.
- Piotrze, masz latarkę? - zapytałem przyjaciela i lekko pchnąłem go do jego namiotu.
Weszliśmy tam obaj i wtedy szybko szeptem wydałem mu pewne polecenie.
- Druhowie, bierzcie latarki - rozkazałem.
Tola i jej dwaj przyboczni szybko zorganizowali grupę. Przyłączyły się do nich
papużki .
- Idziemy obejrzeć miejsce zbrodni - powiedziałem i poprowadziłem całą gromadę do
pensjonatu.
Horst własnym kluczem otworzył pokój córki, a potem włączył światło. Cała nasza
grupa wtłoczyła się do niedużej sypialni, harcerze i papużki przetrząsali łazienkę, szafy,
zaglądali pod łóżko. Wyjrzałem przez otwarte okno na trawnik, półtora metra niżej.
Zaświeciłem latarką i ujrzałem dwa głębokie odciski sportowych butów.
- Na co pan tam tak patrzy? - zapytała Ara, zaglądając mi przez ramię.
Bez słowa wskazałem jej ślady. Zrobiłem przy tym wielce tajemniczą minę. Ona
udała, że rozumie, o co mi chodzi, lecz po chwili zreflektowała się.
- Co to pana zdaniem znaczy? - dopytywała się.
- Porywacz był jeden i niósł dziewczynę, stąd tak głęboki odcisk w ziemi - oznajmiłem
z powagą. - Trzeba sprawdzić na zewnątrz.
Ara zaraz podchwyciła pomysł.
- Idziemy na dwór! - krzyczała do harcerzy. - Mamy trop złoczyńcy. Sami, bez policji
go złapiemy.
Wypychała młodzież. Horst miał wielce zmartwioną minę, więc gdy przechodziłem
obok niego szepnąłem mu, żeby trzymał się blisko mnie. Obeszliśmy budynek, gdzie w
poszukiwaniu śladów, wszyscy skutecznie zadeptali prawdziwe odciski. Na piasku podjazdu
znalazłem kolejne odciski, a potem na przydrożnym żwirze mokry ślad.
- Wsiedli do samochodu, który jechał na bagna - oświadczyłem.
- Skąd pan wie, że na bagna? - dziwił się Kijanka.
- Masz tu odcisk lewego buta, a więc porywacz wsiadał do wozu zaczynając od prawej
nogi - tłumaczyłem z powagą. - Nikt nie wsiada do auta tyłem, więc pojazd odjechał w
tamtym kierunku.
Gromada ruszyła przez wieś w kierunku bagien. Co chwila domorośli detektywi
odnajdywali ślady opon, które ich zdaniem pasowały do zachodnich marek samochodów,
ulubionych przecież przez porywaczy! Na piaskowej drodze przez bagna łatwiej było iść za
tropami, więc zaraz utworzyła się czołówka, której przewodniczyła Kakadu. Dyskretnie
zatrzymywałem Horsta i wreszcie doczekałem się Piotra. Gdy do nas dobiegł, tylko skinął
głową.
- Zatrzymaj ich dwie godziny na bagnach, a potem wracaj - rozkazałem.
Korzystając z ciemności pociągnąłem Horsta za sobą z powrotem do wsi.
- Pawle, co ty robisz? - niepokoił się.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]