
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 35. Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik Tom 35 Europejska przygoda
- Cykl Pan Samochodzik (37) Wilhelm Gustloff Sebastian Miernicki
- (40) Olszakowski Tomasz Pan Samochodzik i ... Potomek szwedzkiego admirała
- (18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ... Bursztynowa Komnata tom 2
- PS56 Pan Samochodzik i Adam z WÅ¡growca Olszakowski Tomasz
- (53) Miernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Gocki książę
- Cykl Pan Samochodzik (57) Złoty Bafomet Arkadiusz Niemirski
- Miernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Pruska korona
- PS19 Pan Samochodzik I Złoto Inków t.2 Szumski Jerzy
- 37 Pan Samochodzik i Wilhelm Gustloff
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
mocno uścisnął mi dłoń i potrząsnął nią, uśmiechając się jednocześnie w stronę kamer i
błyskających fleszy fotoreporterów.
Rozległy się brawa. Przyszpilony do klapy marynarki medal kłuł mnie w pierś, a w
palce kolce ró\, których wielki bukiet wręczyła mi śliczna panienka. Jeszcze tylko
odpowiedzi na pytania dziennikarzy...
Wreszcie byłem wolny! Odebrałem kurtkę w szatni i \egnany serdecznym
uśmiechem szatniarza, rozczulonego napiwkiem, wyszedłem z gmachu.
Zatrzymałem taksówkę:
Składnica złomu na Metalowej rzuciłem kierowcy.
ZerknÄ…Å‚ na mnie zdziwiony.
No tak! uśmiechnąłem się mimo woli. Ró\e i złom!
Pilnujący złomowiska te\ popatrzyli dziwnie:
Czubek albo naprany! usłyszałem za sobą.
Poszedłem w kąt placu, gdzie ju\ rdza znaczyła szczątki mego wiernego wozu.
Poklepałem go, jak zawsze, delikatnie na powitanie i poło\yłem bukiet na zmia\d\onym
bloku silnika. Stałem przez chwilę milcząc, z pochyloną głową, jakby czekając, \e znów
odezwie się do mnie swym niskim cichym warkotem. Jeszcze raz przesunąłem dłonią po
rozdartej karoserii i odszedłem.
Drogi mój! zakrzyknął Nataniel sadowiąc mnie w fotelu i częstując cygarem.
Moje gratulacje! Moje!...
Lekko wzruszyłem ramionami.
Nie masz racji, Tomaszu! Po raz wtóry mówię ci, \e nie masz! W czasach, gdy
medale dostaje siÄ™ za odbieranie ludziom \ycia za to tylko, \e noszÄ… inne mundury bÄ…dz
mówią innym językiem, ciebie uhonorowano za uratowanie \ycia! Dlaczego nie cieszy
ciÄ™ to?!
Ale\ cieszę się, \e rozbrojona przeze mnie bomba nie wykoleiła pociągu i nie zabiła
jej wykonawców. Ale...
Mistrz uniósł się w fotelu:
Jakie\ tu mo\e być ale ?
Przesunąłem ręką po czole:
Takie, \e przy tym straciłem przyjaciela...
Nataniel uśmiechnął się pobła\liwie:
Och, co za górnolotności! Owszem straciłeś pojazd, wóz, samochód przydatny w
twej pracy, ale nazywać rzecz, bądz co bądz martwą, przyjacielem?
Nie wytrzymałem:
I to mówi ktoś, kto takim uczuciem darzy swego cadillaca?!
Mistrz poczerwieniał z lekka:
Jakim uczuciem? Proszę, bierz go i jezdzij na zdrowie, dopóki nie dorobisz się
nowego wozu!
Dziękuję. Nie skorzystam.
Odpowiedziało mi ciche westchnienie ulgi.
Dyrektor Marczak zło\ył mi telefonicznie tak\e jak najserdeczniejsze gratulacje.
Posunął się nawet do tego, \e obiecał rozpocząć starania o przydział dla mnie
słu\bowego wozu, w co chyba obaj nie wierzyliśmy. Ochrzcił mnie tak\e mianem chluby
polskiej kultury i nazwał niedoścignionym wzorem.
Tu nie wytrzymałem i chrząknąłem. Dyrektor ucichł na chwilę i zakończył rozmowę
w swym zwykłym stylu:
A ten James Bond, na którego pan czeka, jakoś nie odpowiada na naszą ofertę.
Zresztą, po co panu taki supermen? Pańskie zdolności w zupełności wystarczą!
Minął czas jakiś i udało mi się otrząsnąć z przygnębienia po utracie wehikułu. Praca
nad \yciorysami opatów sulejowskich posuwała się razno naprzód.
Pewnego pochmurnego dnia wbiegłem właśnie na piętro, gdzie mieszkam, gdy
ujrzałem wetkniętą za framugę szarą kopertę.
Pewno jeszcze jeden wielbiciel mego bohaterstwa! pomyślałem, rozrywając
papier i rozkładając wydobytą kartkę...
Tomaszu!
Niespokojny, niosący nie znaną mi grozbę czas nastał w mym
sulejowskim zaciszu! A ja mam tak mało sił. Biorąc więc pod uwagę
zakusy tajemniczych a podłych zapewne gości, postanowiłem
zabezpieczyć się przed nimi. Przy okazji, wzorem Jędrzeja Baldaricha-
Bałdrzycha, zakpiłem te\ z niemiłego mi opata Bernarda.
Poznałem pismo mego przyjaciela Pronobisa!
Ostatnia litera przeciągała się rwaną kreską w dół karty, jakby piszące ją pióro
wypadało ju\ z ręki profesora...
Na dole stronicy dopisano na maszynie:
Pisał to do Pana w tamten tragiczny dzień. Niech więc list dotrze,
choć z opóznieniem do adresata.
Pod tymi dwoma zdaniami nikt się nie podpisał. Pomyślałem jednak o Czarnej
Milady. I nie była to, o dziwo, myśl najgorsza.
Dzień i noc próbowałem znalezć odpowiedz na pytanie: W jaki sposób profesor
zakpił z opata?
Mo\e jakieś wskazówki znalazłbym w szkicu Pronobisa o Bernardzie? Szajka ukradła
go, ale nic jej nie pomógł... mo\e gdyby dostał się w moje ręce? Ba! Gdyby!
Ranek nie przyniósł wskazówki ułatwiającej rozwiązanie zagadki, postanowiłem
więc wspomóc swój mózg niepoślednim umysłem mistrza Nataniela.
Owszem, przyjął mnie nader gościnnie, ale na prośbę o pomoc uśmiechnął się jakby
z \alem:
Wątpię, drogi przyjacielu, \e moja pomoc mo\e być znacząca w sprawie przeciwko
gangowi i temu czcigodnemu starcowi wskazał portret opata. Pospekulować mogę...
Jednak autorytetem jesteÅ› tutaj ty, Tomaszu!
Chcąc dopomóc mistrzowi w spekulacjach opowiedziałem mu historię czuwania
Trzech Urwisów w Nieborowie oraz o celnych strzałach ich proc i pózniejszym
zdemaskowaniu moich pomocników przez kobietę z zagranicznego samochodu. Sprawę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]