
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Clark Catherine Kto na Ĺawce WyciÄ Ĺ Serce... PamiÄtny dzieĹ
- Billie Letts Tu, gdzie jest serce pdf
- DeNosky Kathie Skradzione serce
- Delinsky Barbara Samotne serce
- Lindsey Johanna Dzikie serce
- 467. Harlequin Romance Gordon Lucy Nie gas slonca
- 143. Harlequin Romance Winters Rebecca Ich dwoje
- McArthur Fiona Harlequin Medical 486 SzczÄĹliwe zakoĹczenie
- Hart Jessica Na etacie zony
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ma głowy do interesów.
- Jest coś, co moglibyśmy zrobić, ale może wam się to nie spodobać -
ostrzegł Jake, po czym przedstawił im swój plan.
- Rób, co uważasz za stosowne - uśmiechnął się Ian. - A przy okazji,
ojciec Jeffers mówi, że nie było cię na dwóch ostatnich posiedzeniach
zarządu. Zdaje się, że dzisiaj jest kolejne?
Jake aż jęknął. Przed kilkoma laty zajął miejsce dziadka w radzie
Katolickiego Towarzystwa Charytatywnego i dopóki nie zaabsorbowały go
sprawy ośrodka Kirsten, nie opuścił ani jednego posiedzenia.
Nagłe wpadł mu do głowy nowy pomysł i postanowił wziąć udział w tej
naradzie.
RS
98
ROZDZIAA DZIESITY
- Bardzo mi przykro - oznajmił tydzień pózniej przez telefon Milton Tate
- ale bez sponsora nie mogliśmy przyznać pani kredytu.
Kirsten mocno zacisnęła palce na słuchawce. Nie taką wiadomość
chciała usłyszeć po całonocnym pracowitym dyżurze w izbie przyjęć. Choć
była na nią przygotowana, cały czas trzymała kciuki.
Tate jednym zdaniem unicestwił jej marzenia. Straciła nadzieję na kupno
budynku Wellera.
- Gdybyśmy mogli pani jakoś inaczej pomóc lub gdyby sytuacja się
zmieniła, proszę dać nam znać. Jesteśmy do usług.
Akurat, pomyślała Kirsten, odkładając słuchawkę. W jej oczach
błyszczały łzy.
Podeszła do okna i spojrzała na parking. Nawet gdyby Weller wynajął jej
swój budynek, nie miałaby za co przeprowadzić remontu. Oczywiście
mogłaby robić wszystko na raty, ale trwałoby to wtedy wieki. A, niestety,
bez gruntownego remontu własność Wellera była dla niej bezużyteczna.
Widząc stojący na parkingu samochód z przyczepą, pomyślała, że może
to byłoby jakieś wyjście. Kupi coś takiego i zorganizuje ośrodek na
kółkach... Nie, nawet to jest za drogie.
Pozostała jej ostatnia deska ratunku.
Musi porozmawiać z Carltonem - nawet się przed nim upokorzyć - i
błagać o zmianę decyzji. Biorąc pod uwagę, że za niecały miesiąc ma się
wyprowadzić, musi to zrobić jak najszybciej.
Machinalnie wzięła do ręki jakąś kartę i zauważyła, że dotyczy ona
jednego z pacjentów Jake'a. Zbyt roztargniona, by zająć się pracą,
postanowiła od razu odnieść ją do jego gabinetu.
Kiedy położyła kartę na jego biurku i odwracała się, żeby wyjść, obcas
utknął jej w szparze między płytkami podłogi i omal nie upadła. Aapiąc
równowagę, strąciła na podłogę jego teczkę, z której wysypało się mnóstwo
papierów.
Przykucnęła, by je pozbierać. Pierwszą rzeczą, jaka wpadła jej w ręce,
był list. Od razu go poznała - nie tylko dlatego, że miał adres zwrotny jej
ośrodka, ale dlatego, że to ona go napisała.
Dlaczego Jake ma list, który dała Lawrence'owi? Odpowiedz jest tylko
jedna: to on jest owym tajemniczym dobroczyńcą.
- Muszę spłacić pewien dług.
Słowa Jake'a zabrzmiały tak wyraznie, jakby wypowiedział je przed
chwilą, a nie przed kilkoma tygodniami.
RS
99
List aż palił jej rękę. Pomyśleć, że pokładała nadzieje w takim
człowieku! Jak Jake musi się śmiać, czytając jej prośbę.
Szkoda, że zmieniła zdanie i zaczęła myśleć, że Jake różni się od
Edwarda Cóxa, od Harolda Gordona i od Sama Baileya. Uległa jego
urokowi i pospiesznym wyjaśnieniom. Nie powinna ufać nikomu, kto nie
należy do jej świata, a tym bardziej się w tym kimś zakochiwać.
Schowała dowód rzeczowy do kieszeni i ruszyła na poszukiwania Jake'a.
Po drodze złapała ją jednak Amy.
- Mamy straszne tłumy, poczekalnia pęka w szwach. Doktor Marshall
pyta, czy mogłabyś mu pomóc.
- Jasne - mruknęła pod nosem. Im szybciej załatwią pacjentów, tym
szybciej będzie mogła zająć się nim. I tym razem nic - absolutnie nic - nie
zmieni jej decyzji.
Amy podała jej cztery karty.
- Umieściłam matkę z trójką dzieci w jednym gabinecie, bo zaczyna nam
brakować miejsca.
- W czym problem?
- Objawy grypopodobne. Kirsten szybko weszła do gabinetu.
- A więc mamy tu dziś całą rodzinę - rzekła na powitanie.
- Rzeczywiście, pani doktor. - Pani Torres, szczupła kobieta
hiszpańskiego pochodzenia, była blada i wymizerowana.
Kirsten zajrzała do notatek Amy.
- Nudności i wymioty?
- Tak. Poza tym bolą nas głowy. Ja mam też trudności z koncentracją.
- Mamy coraz więcej przypadków grypy. Zbadam was i zobaczymy, co
robić.
Zaczęła od najmłodszego z Torresów, siedmioletniego Ja-miego.
- Mogę zajrzeć do twoich uszu? Nie będzie bolało. Chłopiec, słaby i
otępiały, zgodził się bez słowa. Kirsten obejrzała mu gardło, pomacała
węzły chłonne,
posłuchała serca i płuc. Potem zbadała dwunastoletnią Marię i
czternastoletnią Agnes, obie bardzo podobne do matki. Nie znalazła niczego
konkretnego.
- Czy ktoś w rodzinie choruje na astmę? - spytała na wszelki wypadek.
Pani Torres zaprzeczyła.
- U wszystkich zauważyłam trudności w oddychaniu. U Jamiego
największe, ale to może być związane z przekrwieniem. A jak z chodzeniem
do pracy i szkoły?
RS
100
- Chodzimy - przyznała słabym głosem pani Torres. - Ta choroba trwa
już tak długo, a ja nie mogę sobie pozwolić na utratę zarobków, a i dzieci
miałyby kłopoty z nadrobieniem szkolnego materiału.
- Nie wyzdrowiejecie, jeśli nie będziecie leżeć w łóżku. Jeśli nie
poczujecie się lepiej, powiedzmy, do piątku, przyjdzcie znów. Gdyby któreś
zaczęło mieć poważne trudności z oddychaniem, dzwońcie natychmiast.
Poza tym pijcie jak najwięcej płynów.
Przez kolejną godzinę Kirsten była bardzo zajęta, ale wszystko się w niej
gotowało. Kiedy tylko jej gabinet opuściła ostatnia pacjentka, odszukała
Jake'a.
- Chcę z tobą porozmawiać na osobności.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]