
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 0717. Bright Laurey Harlequin Romans 717 Więcej niż obietnica
- 129. Harlequin Desire Stevens Amanda Aniolowie nie ronia lez
- D094. Harlequin Desire McCarthy Susanne Po dlugiej rozlace
- McArthur Fiona Harlequin Medical 486 Szczęśliwe zakończenie
- Harlequin Br
- York Rebecca Intryga i milosc 05 Moje dziecko moj skarb
- 01.Flanders_Rebecca_Do_trzech_razy_sztuka
- Matthews_Jessica_ _Medical_Romance_94_ _Zlote_serce
- Anthony, Piers & Margroff, Robert E The Ring
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Cassie nie widziała Traee'a w takim stanie nawet wtedy
pierwszego dnia w biurze.
- Trace, pozwól, to jest Hank, tutejszy instruktor.
Hank, to mój mąż, Trace i jego siostra, Lena.
- Bardzo mi miło - Hank wyciągnął rękę, którą Trace,
chcąc nie chcąc, musiał uścisnąć. - Pańska siostra po-
wiedziała, że przybyli państwo z Timbuktu. W Afryce
pewnie nie ma tyle śniegu, co tutaj?
Trzeba przyznać, że miał poczucie humoru.
- To prawda - odparł Trace po dłuższej chwili.
- A teraz musimy już iść.
Spojrzał na Cassie.
-Idziemy.
Zapadła krępująca cisza.
- Miło było pana poznać - powiedziała wreszcie Cas-
sie.
Cała przyjemność po mojej stronie. Lubię ludzi z eg-
zotycznych krajów. Do zobaczenia.
S
R
Trace stanowczym ruchem ujął ją pod rękę i zapro-
wadził w stronę windy. Lena z mężem podążyli za nimi.
- Co z wami? - zapytał Allen, kiedy jechali na górę,
- Cały tydzień bez dzieciaków! Możecie to sobie
wyobrazić?
Przytulił Lenę i pocałował ją.
- Zmarzłaś? Zaraz się rozgrzejemy.
Cassie speszona odwróciła od nich wzrok.
Kiedy winda wreszcie się zatrzymała, niemal wybiegła
na korytarz.
- Zobaczymy się na kolacji! - usłyszała jeszcze za
sobą i drzwi windy zamknęły się.
Po chwili była już z Trace'em w pokoju. Przed sobą
miała góry; śniegiem pokryte szczyty i nieskazitelnie
błękitne niebo. Przymknęła oczy pod ostrymi promie-
niami słońca.
- Niesamowite. Jeszcze kilka godzin temu widziałam
pustynię przez okno dziecięcego pokoju - powiedziała.
-I modliłaś się, żeby nie musieć tu jechać - dodał Tra-
ce z goryczą w głosie.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Dlaczego tak mówisz?
-Nie jestem ślepy. Widziałem, jak się rano żegnałaś z
dziećmi. Można by pomyśleć, że porywam cię na rok
do... Afryki, a nie na tygodniowy pobyt w górach. Do-
myślam się, że marzysz tylko, żeby do nich zadzwonić,
zapytać, czy jeszcze żyją. Zejdę po resztę rzeczy, żeby
cię nie krępować.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, opuścił pokój. Zresztą,
co mogła mu powiedzieć? Miał rację, niechętnie
S
R
wyjeżdżała z domu. Nie wiedział tylko dlaczego. Powo-
dy były zupełnie inne, niż to sobie wyobrażał. Snowbird
było cudownym, romantycznym miejscem i właśnie dla-
tego ich pobyt tutaj był dla niej tak przykry. Myśl, że
jest tu z mężczyzną, który nigdy jej nie pokocha, stawała
siÄ™ nie dc zniesienia.
Spojrzała na dwa wielkie łoża. Zalała ją fala upo-
korzenia. Zamówił pokój z dwoma łóżkami, żeby nie
miała najmniejszych złudzeń. Nikomu z rodziny nawet
do głowy nie przyjdzie, że są po prostu współ-
lokatorami, nikim więcej.
Starła łzy płynące po policzkach. W domu, kiedy było
jej ciężko na sercu, mogła przynajmniej schronić się w
pracowni albo u dzieci. Tutaj musi stawić czoło każdej,
nawet najtrudniejszej sytuacji. Uratować ją może tylko
jedno. Narty!
Może w ciągu tygodnia opanuje podstawy tej trudnej
sztuki. Potrzebny jej nauczyciel, powinna wziąć kilka
lekcji. Sądząc po reakcji Trace'a...lepiej żeby nie szła z
tym do Hanka. Zresztą nie lubi takich typów. Może
znajdzie siÄ™ jakiÅ› inny instruktor, bardziej zainteresowa-
ny samą jazdą niż uczennicą...
Poczuła się nieco lepiej. Zatelefonowała do Phoenix,
porozmawiała z Nattie. Dzieci czują się doskonale. Po-
winna dużo wypoczywać i zająć się Trace'em.
Odkładając słuchawkę, zastanawiała się, co Nattie
mogła mieć namyśli. Czyżby ją ostrzegała? Wiedziała,
że państwo sypiają w oddzielnych pokojach. Pewnie ją
to dziwiło. - I co, żyją jeszcze?
S
R
Sarkazm w głosie Trace'a wyrwał ją z zamyślenia.
Odwróciła się powoli, licząc do dziesięciu. Musi się
opanować. Musi jakoś przeżyć ten pobyt w górach. Musi
nawiązać kontakt z tym mężczyzną, którego widok
utrudnia jej wszystko, zwłaszcza podejmowanie rozsąd-
nych decyzji.
- Dzieci czują się świetnie. Masz rację. Poświęcam
im zbyt dużo czasu. Nie jestem ich prawdziwą matką
i może dlatego tak bardzo się staram. Chciałam ci
powiedzieć, że bardzo się cieszę, że tu jestem.
W miarę jak mówiła, twarz Trace'a rozjaśniała się.
Jego oczy złagodniały. Podszedł bliżej. - Cassie, zdaję
sobie sprawę, jak ciężkie miałaś życie. Zbyt wiele od
[ Pobierz całość w formacie PDF ]