
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- John DeChancie Castle 05 Castle Murders
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- Harry Harrison Bill 05 On the Planet of Zombie Vampires (Jack C. Haldeman)
- Dan Gutman [Baseball Card Adventure 05] Mickey & Me (v5.0) (pdf)
- Cindi Myers Idylla rodzinna Specjal 05 09 3
- Caine Rachel Wampiry z Morganville 05 Pan Ciemności Tłumaczenie Oficjalne
- 05. Roberts Nora Jedyna taka noc
- Anthony, Piers Tyrant 05 Statesman
- Jordan_Penny_Juz_nigdy_sie_nie_zakocham_05
- Tim Green Exact Revenge (com v4.0)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Skinęła głową. Chocia\ gnębiły ją ró\ne myśli, nie
wypowiedziała ich głośno. Doszła do wniosku, ze słowa niczego ju\
nie zmieniÄ….
ResztÄ™ drogi odbyli w milczeniu. Nie odzywali siÄ™ do siebie
nawet wówczas, kiedy dotarli wreszcie do swojego obskurnego
pokoiku. Amanda cię\ko opadła na stojące przy oknie twarde krzesło.
Wiele by dała, \eby tylko móc stąd uciec. Niestety, nie miała dokąd.
Tymczasem Matt nerwowo krą\ył po pokoju. Zauwa\yła, \e na
jego twarzy maluje się wściekłość.
- Przepraszam - bąknęła nieśmiało.
- Nie mo\esz winić się za to, co się stało. - Zatrzymał się i
zerknął na nią z ukosa. - To ja narobiłem bałaganu. Próbowałem ci
pomóc, a przez to musisz teraz ukrywać się przed Loganem, ludzmi z
Randolph Security, i, co gorsza, tak\e przed policjÄ….
Amanda nie wierzyła własnym uszom. Jak to? Obwiniał siebie,
chocia\ nie miał ku temu \adnego rzeczywistego powodu.
- Matt, ty chyba \artujesz... - szepnęła. - Przecie\ uratowałeś mi
\ycie.
- Rzeczywiście! - roześmiał się gorzko. - Przeze mnie omal nie
zginęłaś!
- Nieprawda.
- W takim razie jak wytłumaczysz to, co się dzieje?
- Moim zdaniem po prostu oboje mamy pecha - orzekła.
Podszedł do okna i podniósł \aluzję, po czym natychmiast
opuścił ją z hałasem.
- Mo\e powinienem zostawić cię w spokoju? - To pytanie
skierował raczej do siebie ni\ do niej.
- Co takiego? - Nie wierzyła własnym uszom.
- ZnajdÄ™ ci jakieÅ› bezpieczne schronienie, a sam zniknÄ™ z
twojego \ycia.
Poczuła, jak przeszywa ją lodowaty dreszcz.
- Nie! - krzyknęła rozdzierająco. Podniósł głowę i popatrzył jej w
oczy.
- Od samego poczÄ…tku nie czujesz siÄ™ najlepiej w moim
towarzystwie. A ostatnio zachowujesz się tak, jakbyś wręcz nie mogła
się doczekać, kiedy wreszcie się ode mnie uwolnisz.
- To nieprawda! - W geście rozpaczy ukryła twarz w dłoniach. -
To wcale nie tak.
- A więc o co chodzi? - Stanął tu\ przed nią, z rękoma wspartymi
na biodrach i spojrzał na nią wyczekująco.
Nieśmiało podniosła oczy, po czym szybko utkwiła wzrok w
podłodze.
- Tu nie chodzi o ciebie. To wszystko przeze mnie. Bo widzisz,
ja... boję się tego, co czuję - wykrztusiła, przera\ona własną
szczerością.
- To znaczy? - drą\ył bezlitośnie.
Wyprostowała się na krześle i zacisnęła obie dłonie, chcąc
powstrzymać ich dr\enie. A więc jednak będzie musiała wyznać mu
prawdę o sobie i w ten sposób zaryzykować bardzo wiele. Albo
wycofać się, zmienić temat i stracić przez to jeszcze więcej.
Zamknęła oczy, próbując wymazać z pamięci dręczące ją obrazy
z dzieciństwa. Przecie\ obiecała sobie, \e nigdy nie powie nikomu o
swoich prze\yciach, a tymczasem...
Poczuła, \e serce podchodzi jej do gardła.
- Matt, kiedy chodziłeś do szkoły... - zaczęła, wcią\ nie do końca
przekonana, czy postępuje właściwie. - W twojej klasie było pewnie
dziecko, z którym nikt nie chciał się bawić, któremu wszyscy
dokuczali i wyśmiewali się z niego. To dziecko nie miało \adnych
przyjaciół. I... przez to nie potrafiło zaufać nikomu, z wyjątkiem
własnej rodziny. - Zwróciła głowę w jego kierunku, ale nie widziała
go wyraznie przez łzy, które napłynęły jej do oczu. - W Crowfoot
takim dzieckiem byłam ja.
Matt z niedowierzaniem potrząsnął głową.
- To niemo\liwe.
- Uwa\asz, \e kłamię?
- Nie, po prostu nie chcę w to wierzyć - odpowiedział spokojnie.
- Rozumiem. Nie potrafisz pojąć, jak mogłeś wplątać się w aferę
z klasowym odrzutkiem.
- Nie to chciałem powiedzieć - zaprotestował. Jak przez mgłę
widziała, jak zbli\a się do niej. Po chwili poczuła na sobie jego silne
dłonie. Podniósł ją delikatnie i objął czule.
- Dlaczego? Jak mogli ci to robić? - zapytał miękko. Westchnęła
i oparła czoło o jego pierś.
- Mo\e dlatego, \e pierwszego dnia w przedszkolu byłam
strasznie przestraszona. A kilka dni pózniej zwymiotowałam na
podłogę. Kiedy próbowałam uciec, poślizgnęłam się i przewróciłam.
Wszyscy śmiali się z tego. Zmiali się ze mnie. I tak ju\ zostało... -
urwała, a po jej policzkach popłynęła stru\ka łez. - W liceum niewiele
się zmieniło. Co prawda, niektórzy chłopcy byli dla mnie mili i nawet
[ Pobierz całość w formacie PDF ]