
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pewnił ją.
Gdy weszli do środka, rzucił klucze na kuchenny blat i wprowadził Dani do prze-
stronnego, eleganckiego salonu o ścianach wyłożonych sosnową boazerią. W jedną ze ścian,
tę naprzeciwko sięgającego od podłogi do sufitu okna, wbudowano wielki, kamienny komi-
nek. Wystrój tego wnętrza utrzymany był w łagodnych odcieniach ziemi. Przed kominkiem
i przed szafką ze sprzętem stereofonicznym stały kanapy i miękkie fotele. Na klocach suro-
wego drewna pyszniły się bujne paprocie i stylowe lampy. Swojskości i przytulności nada-
wał wnętrzu wielki, wbudowany w ścianę regał na książki.
- No nie, Nick - powiedziała Dani szczerze poruszona. - Aadnie tu.
- A czego się spodziewałaś? - spytał, rzucając neseser na fotel.
- No... sama nie wiem. - Zaciskając z namysłem usta, Dani zaczęła się przechadzać po
pokoju. - Lustrzanych sufitów, czerwonych atłasów, ścian w chmary małych tłustych cheru-
binków i nagich kobiet...
- Okrągłego łoża z futrzaną narzutą i elektronicznym sterowaniem? - podchwycił jej
ton.
- Właśnie. - W oczach Dani zabłysły iskierki wesołości.
- Mam nadzieję, że się zbytnio nie rozczarowałaś.
Wzruszyła ramionami.
- Jakoś to przeżyję.
Nick uśmiechnął się i odwrócił, żeby wyjść.
- Porozglądaj się tu trochę, jeśli chcesz. Czuj się jak u siebie. Ja idę się przebrać i za-
dzwonić do tego warsztatu.
Dani zdjęła płaszcz, położyła go na fotelu obok nesesera Nicka i, korzystając z przy-
zwolenia gospodarza, ruszyła na obchód po nieskazitelnie czystej, utrzymanej w tonacji
miedzi kuchni, po uroczej, małej jadalni z trzema szklanymi ścianami i kompletem stoło-
wym z wiśniowego drewna, zajrzała do otwartego pokoju, który był niewątpliwie jego ga-
binetem, i zakończyła zwiedzanie w wielkiej łazience o ścianach i posadzce wyłożonych
ciemnoniebieskimi kafelkami, przepięknie kontrastującymi z bielą wpuszczonej w podłogę
wanny i srebrem błyszczących kranów. Uśmiechnęła się do siebie, bo było to więcej, niżby
S
R
się po nim spodziewała. Kiedy wrócił Nick, podpalała właśnie zapałką stosik drewna, który
ułożyła w kominku.
- Proszę, proszę - pochwalił jej sprawność w rozniecaniu ognia. - Dobrze mieć w do-
mu takie pożyteczne stworzonko.
- Kompetentne - przyznała skromnie i odwróciła się twarzą do niego.
Zbliżał się przebrany w dżinsy i bawełnianą bluzę, mierząc ją zdradzającym uznanie
wzrokiem.
Dani miała na sobie beżowy, sztruksowy spodnium ze ściągaczami w talii i pod bius-
tem, a pod spodem kremowy półgolf. Strój ten powiększał jej biodra i prowokacyjnie za-
okrąglał piersi, lecz aż do chwili, kiedy poczuła na sobie wzrok Nicka, nie uważała go za
szczególnie seksowny.
- Wyglądasz uroczo - powiedział, biorąc ją za ręce.
Na dzwięk słowa uroczo" zmarszczyła nos i cofnęła dłonie.
- Jestem odporna na twoje obelgi - oznajmiła. Ale kiedy nie odrywał od niej wzroku,
taksując jej drobne, krągłe kształty, poczuła się nieswojo i zrobiła krok do tyłu. - Mówiłeś
chyba, że można tu zjeść kolację.
Przez chwilę wydawało jej się, że nie zrozumiał, lecz w końcu poruszył się.
- Już się robi - rzekł pogodnie, odwracając się. - Dzwoniłem w sprawie twojego sa-
mochodu - dorzucił, kiedy wchodziła za nim do kuchni. - Wszystko załatwione.
- Dzięki, Nick - powiedziała z nie udawaną wdzięcznością. Zdawała sobie sprawę, że
w tych okolicznościach akurat on miał najmniejszy interes w spieszeniu jej z pomocą i do-
ceniała ten gest.
Nick wzruszył obojętnie ramionami.
- Ale nie oczekuj, że popędzę tam rozbrajać bombę, którą być może ktoś ci podłożył.
Moja rycerskość kończy się na oklapniętych oponach.
Przysiadła na stołku i obserwowała go, jak kompletuje składniki sosu do spaghetti.
- Chyba nie zamierzasz zaczynać od podstaw?! - zaprotestowała. - Na upichcenie do-
brego sosu potrzeba całego dnia. Nie da się tego zrobić w parę godzin.
- Bzdury - fuknał, podciągając rękawy szarej bluzy. - To przepis mojej babki i jeszcze
nigdy mnie nie zawiódł.
S
R
- Założę się. że twojej babce zajmowało to cały dzień. Pomidory trzeba najpierw spa-
rzyć - upomniała go. Rzucił jej spojrzenie spode łba, słusznie podejrzewając, że to dopiero
wstęp do tego, co ma nastąpić.
Dani wygłaszała ochoczo rady, o które nikt jej nie prosił. Krytykowała jego sposób
przyrządzania ciasta, kręciła głową nad szczodrym szafowaniem oregano i czosnkiem, wy-
głosiła wykład na temat właściwego doboru win, aż w końcu Nick zagroził jej nożem do
warzyw i zapędził do robienia sałaty.
Usiedli do posiłku w jadalni. Stół był przykryty obrusem z prawdziwego lnu i przy-
ozdobiony świecami - co jak na mężczyznę stanowiło niezwykłą dbałość o szczegóły - i
Dani znowu stwierdziła, że jest pod wrażeniem.
- Aadny pokój - powiedziała. - Rzadko buduje się teraz domy z osobnymi jadalniami,
a szkoda.
Nick przyznał jej rację.
- Powinnaś zobaczyć, jak to wygląda rano - powiedział. - Okno wychodzi na rzekę ze
wschodzącym nad nią słońcem. Jest naprawdę przepięknie.
- A ty siadasz co rano nad obfitym śniadaniem ze swoim srebrnym dzbankiem do ka-
wy i Wall Street Journal" w ręku? - zakpiła.
W jej oczach połyskiwały refleksy płomyków świec.
- Nie tak często, jak bym chciał - odparł i skrzywił się. - Uświadomiłem sobie wła-
śnie, jaki to przygnębiający obraz - mruknął. - Samotny stary kawaler, jedzący śniadanie w
towarzystwie gazety i wschodzącego słońca. Brakuje tylko kota, który leżałby mi na kola-
nach i skubał okruchy grzanek.
- Pies myśliwski - zawyrokowała. - Brakuje ci tutaj kłapouchego, chrapiącego w nocy
basseta.
- Brakuje mi - poprawił ją Nick z przelotnym, figlarnym błyskiem w oku - ładnej,
młodej kobiety, która dodawałaby blasku mojemu śniadaniowemu stołowi. - Zamilkł na
chwilę, a potem dodał: - Latem zamierzam kupić kilka koni. Pastwisko jest już ogrodzone.
Jezdzisz konno, Dani?
Roześmiała się.
- W Chicago? Gdzie?
S
R
Coś w jej śmiechu chyba go zafascynowało. Poczuła się trochę nieswojo, widząc ła-
godny blask, który pojawił się w jego oczach. Musiała odwrócić wzrok.
- A właściwie jak długo zamierzasz tu zostać? - spytał jak gdyby nigdy nic, wracając
do przerwanego posiłku.
- Pod koniec drugiego tygodnia oszacuję swoje postępy - odparła - i złożę raport. Jeśli
uznamy, że sytuacja zasługuje na nasze dalsze zainteresowanie, prawdopodobnie zostanę tu
jeszcze przez miesiąc. Dłużej nie powinno to potrwać.
Nick spojrzał na nią unosząc brwi.
- Bardzo profesjonalne podejście. Nie przypuszczam, żebyś fatygowała się z infor-
mowaniem mnie, czy waszym zdaniem sytuacja będzie zasługiwała na dalsze zainteresowa-
nie, czy nie.
- Wykluczone - odparła z uśmiechem.
Zaoferowała swoją pomoc w sprzątnięciu ze stołu, ale Nick kazał jej zostawić talerze i
przenieśli się z winem do salonu. Nick dorzucił do ognia jeszcze jedno polano i usiadł na
[ Pobierz całość w formacie PDF ]