
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Matthews_Jessica_ _Medical_Romance_94_ _Zlote_serce
- Baronowa_Orczy_ _Cykl_Tancerka_z_Solferino_02_ _Hrabina_de_Lanoy
- Jerry Pournelle Birth Of Fire
- Eadie Betty J. W objć™ciach jasnośÂ›ci
- Moja podróśź do Rosji Antoni SśÂ‚onimski
- Catalogue Dockyard 2009 (po angielsku)
- Aleksander Krawczuk Pan i jego filozof
- Hassel Sven KośÂ‚a terroru
- Beaton M.C. Agatha Raisin 06 Agatha Raisin i koszmarni turyćąĂ˘Â€Ĺźci
- Solothurner Dialekt
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nym tonem. Miał minę winowajcy, Bea zaś sprawiała wra-
żenie niezwykle zadowolonej.
Mary poczuła, że jej napięcie topnieje pod wpływem fa-
li ciepła, czułości, a może nawet miłości... Nie, raczej sym-
patii.
Sympatia. To dobre, neutralne słowo. Powinna w takim
momencie czuć sympatię do Tylera, nawet jeśli był tylko
klientem. Dwie godziny opiekował się jej dzieckiem. Mo-
gła traktować go jak przyjaciela.
- Oczywiście - rzekła z poważną miną.
S
R
Tyler poruszył się niespokojnie.
- Nie miałem pod ręką niczego ciekawszego.
- Bei to nie przeszkadza. - Wzięła małą na ręce. - Prag-
nie jedynie uwagi i chce słyszeć czyjś głos. Prawda, kocha-
nie? zwróciła się do Bei, podrzucając ją w powietrze.
-Jak ci idzie analiza biznesplanu?
- Wspaniale - wtrącił Tyler, ukrywając rozczarowanie
po oddaniu dziecka. - Nie krytykuje, nie spiera się, uważa,
że moje pomysły są genialne. Znakomicie nam się współ-
pracuje! - Nie mogąc się powstrzymać, połaskotał ją w
rÄ…czkÄ™.
Bea schowała buzię w szyi matki, ale po chwili z uśmie
chem zaczęła zerkać na niego spod długich rzęs.
- Przestań flirtować - powiedziała Mary z udawaną su-
rowością, ale również nie mogła powstrzymać uśmiechu,
gdy jej oczy napotkały wzrok Tylera, okazało się, że za-
miast rozbawienia jest w nich coÅ› bardziej poruszajÄ…cego,
coś, co sprawiło, że atmosfera zgęstniała. To niezwykłe,
jak spojrzenie tych jasnoniebieskich oczu potrafiło ją roz-
palić. Przelękła się, że Tyler zauważy jej zarumienione
policzki, ale gdy próbowała odwrócić wzrok, okazało się,
że nie jest w stanie.
Złapana w sidła niebieskich oczu, poczuła, że brakuje
jej powietrza i przez dłuższą chwilę mogła tylko bezradnie
wpatrywać się w Tylera. Cisza narastała, słyszała jedynie
nierówne bicie swego serca.
Nagle Bea, niezadowolona, że straciła ich zainteresowa-
nie, zapiszczała i uderzyła matkę w nos. Mary oderwała
wzrok od Tylera i jednocześnie złapała oddech.
S
R
- Dziękuję, że się nią zająłeś - wykrztusiła.
Lekceważąco machnął ręką.
- Czy spotkanie zakończyło się sukcesem?
- Tak, dzięki tobie. - Sztuczna wymiana uprzejmości by-
ła okropna. - Pozwolę ci teraz popracować. O której wró-
cisz? - Pytanie zabrzmiało zbyt familiarnie. - To znaczy...
oczywiście wrócisz, gdy będziesz chciał - dodała zmiesza
na. - Damy sobie radę same. - Też zle. - To znaczy bę-
dziemy robić to co zwykle - podjęła z coraz większą kon-
sternacjÄ….
Tyler odwrócił się w kierunku biurka.
- Będę w domu około szóstej - rzekł obojętnie.
Robiła wszystko, co w jej mocy, aby zachować się rów-
nie obojętnie, lecz i tak cały czas zerkała na zegar. Minęła
szósta, a Tylera nie było. Wściekła na siebie, że czuła aż
takie rozczarowanie, zabrała się do siekania cebuli. Docho-
dziło wpół do siódmej, gdy usłyszała trzaśniecie drzwi.
Przyszedł, a jej serce oczywiście zaczęło wariować.
Och, na litość boską, wez się w garść!
-Przepraszam za spóznienie. - Tyler stanął w drzwiach.
- Mieliśmy mały kryzys w londyńskim biurze.
- Nie szkodzi - odparła Mary radosnym tonem. Co się z
nią działo? Była przerażona, ponieważ ogarnęła ją prze-
można chęć, by podejść i przytulić się do niego. Musi się
stąd jak najszybciej wynieść.
-Zaraz kładę ją spać. - Wyjęła Beę z dziecinnego krze-
sełka. - Czy kolacja może być o ósmej?
= Doskonale. Pójdę popracować. - Poczuł rozczarowa-
S
R
nie. Przez całe popołudnie czekał na tę chwilę. Chciał po-
siedzieć razem z nimi, ale ponieważ odniósł wrażenie, że
jego obecność nie jest mile widziana, nie pozostawało mu
nic innego, jak wyjść.
Cudowne zapachy dochodziły z kuchni, gdy o ósmej
Tyler wyszedł na korytarz. Mary kroiła pomidory, zaru-
mieniona, w spodniach od dresu i czerwonym swetrze. Jej
powitalny uśmiech wydał mu się nieco szorstki.
- Mogę w czymś pomóc? - spytał.
- Nie, dziękuję. Kolacja prawie gotowa.
Kładąc Beę do łóżka, Mary udzieliła sobie surowej lek-
cji. Musi przestać się wygłupiać i pamiętać, co tu robi. Ty-
ler był jej klientem i ich stosunki powinny pozostać ofi-
cjalne. To było trudne, gdy mieszkali razem, ale na tym
polegała jej praca. Przeprowadzka do tego domu to był jej
pomysł. Otrzymywała za to sowite wynagrodzenie. Musi
przestać myśleć, jak miło byłoby przytulić się do Tylera
lub zastanawiać się, co by było, gdyby była z nim napraw-
dÄ™.
-Nie jestem do tego przyzwyczajony - powiedział, gdy
nakryła stół. - Siedzenie w kuchni, domowe jedzenie...
-Co zwykle robisz wieczorem ze swoimi dziewczyna-
mi?
- Natychmiast pożałowała, że nie ugryzła się w język. - To
znaczy, no wiesz, kiedy nie...
- Kiedy nie...? - Uniósł brwi.
- Wiesz, co mam na myśli - odpowiedziała ze złością.
Chyba nie spędzali całego czasu w łóżku? A może? Jego
prawdziwa dziewczyna nie zajmowała się przecież takimi
głupotami jak krojenie pomidorów. Zapewne leżała obok
niego ciepła i naga, podczas gdy jego pożądliwie dłonie
S
R
błądziły po jej ciele i drżała gwałtownie, gdy czuła jego us-
ta na swojej skórze... - Au! - Oparzyła sobie palec o blachę
do pieczenia. Dobrze jej tak! Przydałby się kubeł zimnej
wody.
- Zazwyczaj zabieram moje dziewczyny do restauracji.
Czasami pani Palmer zostawia nam kolacjÄ™, ale nigdy nie
robiliśmy czegoś takiego... - Przyglądał się, jak Mary pod-
niosła łopatkę jagnięcia, położyła na desce i zaczęła kroić
na plastry, odchylajÄ…c oparzony palec.
- Nigdy nie jadłeś pieczonej jagnięciny?
W restauracji albo podgrzaną w mikrofalówce. Nigdy
nie piekłem mięsa w piekarniku. - Czuł się bardzo dziwnie.
Dziwnie i... miło.
Podzieliła mięso i postawiła je na stole.
- Nawet gdy byłeś chłopcem? Czy twoja mama nie go-
towała dla ciebie?
- Możliwe. Nie pamiętam. Umarła, gdy miałem sześć
[ Pobierz całość w formacie PDF ]