
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jean Paul Sartre Nausea
- Chocolate Lovers 2 Futures and Frosting Tara Sivec
- Królowie Kalifornii 06. Child Maureen W wirze emocji (2010) Jericho&Daisy
- GR811 DUO Allison Margaret Upragniony pocalunek1
- Andrew Grey Spot Me (pdf)
- Smith Guy Trzesawisko 2 Wedrujaca Smierć‡
- olimpiada2002
- Laurie King Mary Russel 08 Locked Rooms
- Swami Krishnananda Lessons_on_the_Upanishads
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
archaiczne" tkać ręcznie w świecie duchowym. Przy krosnach stało wiele istot duchowych męskich
i żeńskich, które z uśmiechem mnie pozdrowiły. Ucieszyły się na mój widok i odsunęły się od
jednego z krosien, bym mogła lepiej widzieć. Podeszłam bliżej i dotknęłam kawałka zrobionej
przez nich tkaniny. Wyglądała, jak gdyby była utkana ze szkła i cukru. Kiedy przysuwałam i
odsuwałam od siebie materiał, mienił się i migotał, zupełnie jak żywy. Tkanina z jednej strony była
nieprzezroczysta, ale gdy ją obróciłam na drugą stronę, wszystko przez nią widziałam. Oczywiście
musiało to mieć jakiś sens nieprzezroczystość z jednej strony i przejrzystość z drugiej ale nie
dowiedziałam się, jaki. Tkacze wyjaśnili mi tylko, że materiał przeznaczony jest na ubrania dla
tych, którzy ze świata ziemskiego wstępują w świat duchowy. Widać było, że są zadowoleni ze
swego dzieła, cieszyła ich też moja wdzięczność za pokazanie mi tego wszystkiego.
Potem przeszłyśmy do innych pomieszczeń, gdzie zobaczyłam kolejne zdumiewające rzeczy i
innych wspaniałych ludzi ale nie pozwolono mi zachować w pamięci wielu szczegółów. Miałam
wrażenie, że wędrowałyśmy przez całe dnie, a może tygodnie, bez najmniejszego zmęczenia.
Byłam zaskoczona, jak wiele spotkanych tam przeze mnie osób lubiło pracę własnych rąk; czerpali
satysfakcję z wykonywania rzeczy przydatnych dla innych. Widziałam dużą maszynę podobną do
komputera, ale znacznie większą i bardziej skomplikowaną. Zatrudnieni przy niej ludzie również
pokazali mi, co robią. Jeszcze raz uprzytomniłam sobie, że wszystkie ważne rzeczy najpierw
stwarzane sÄ… w sferze ducha, a dopiero potem w materii.
Zaprowadzono mnie do następnej dużej sali, podobnej do biblioteki. Wprawdzie nigdzie nie
było widać książek, ale mimo to wiedziałam, że znalazłam się w składnicy wiedzy. Spostrzegłam,
że do głowy przychodzą mi różne pomysły i że zaczyna wypełniać mnie wiedza. Tak jak wcześniej,
w obecności Chrystusa, samo zatrzymanie myśli na jednym temacie wystarczałoby zaraz spływała
na mnie cała wiedza dotycząca tego przedmiotu. Mogłam dowiedzieć się wszystkiego o każdym
żyjącym kiedykolwiek na ziemi lub w świecie duchowym z najdrobniejszymi szczegółami.
Odkrywana przede mną wiedza była podawana w taki sposób, że pojmowałam nawet
najbardziej skomplikowane sprawy. Rozumiałam nie tylko to, co ludzie robili, ale także dlaczego to
robili i jaki wpływ ich działanie miało na innych oraz na otaczającą ich rzeczywistość. Każde
zagadnienie widziałam ze wszystkich punktów widzenia, z uwzględnieniem każdego możliwego
odbioru. Wszystko to składało się na całkowity obraz postaci, zdarzenia lub prawa, co na ziemi
byłoby nie do osiągnięcia.
Było to coś więcej niż proces myślowy. Mogłam również odczuwać to samo, co czuli inni
ludzie. Rozumiałam ich ból, radość, podniecenie, ponieważ mogłam je z nimi przeżywać. Jakaś
część tej wiedzy została mi potem odjęta, ale nie cała.
28
Zapragnęłam doświadczyć jeszcze czegoś więcej w tym niewiarygodnym, wspaniałym świecie.
Moje przewodniczki dalej ochoczo mi towarzyszyły. Ich największą radością było sprawiać mi
radość. Wyprowadziły mnie na zewnątrz, do ogrodu.
Ogród
Kiedy wyszłyśmy, ujrzałam góry, malownicze doliny i wijące się w oddali rzeki. Moje
towarzyszki odeszły, przypuszczalnie dlatego, by niczyja obecność nie zakłócała przeżycia, jakim
było chłonięcie piękna tego ogrodu. Przez chwilę chodziłam po trawie była soczysta, chłodna, o
intensywnej zieleni, wprost czułam pod stopami, że żyje. Ale największe wrażenie uczyniły na
mnie niesamowite kolory roślin i kwiatów nigdy nie widywałam podobnych na ziemi.
Padając na jakąś roślinę światło odbijało się od niej w jednym z tysięcy odcieni. Kwiaty
promieniowały tak żywymi i świetlistymi kolorami, że sprawiały wrażenie niematerialnych. Każda
roślina wysyłała bardzo intensywne światło i trudno było dostrzec jej kontury. Wydawało się, że
każda, nawet najmniejsza część rośliny posiada własne życie i swą własną inteligencję. Części te
mogły w każdej chwili, łącząc się z innymi elementami, tworzyć nowe żywe istoty. Element
będący częścią kwiatu może być pózniej fragmentem czegoś innego nadal jednak zachowując
własne życie. Twory te nie posiadają wprawdzie duszy takiej jak nasza, ale mają inteligencję i
strukturę wewnętrzną poddającą się woli Boga i prawom natury. Wszystko to staje się zrozumiałe i
oczywiste, gdy widzi siÄ™ sam proces tworzenia.
W pobliżu przepływała piękna rzeka, która natychmiast przyciągnęła moją uwagę. Swoje
przeczyste wody czerpała z wielkiego wodospadu i zasilała nimi jeziorko. Woda falowała i mieniła
się przejrzyście ona też żyła.
Każda kropla spadająca z wodospadu miała swoje życie i określony cel. Wokół rozchodziła się
przepiękna melodia, która wypełniała cały ogród. Melodia ta unosiła się z wody, każda kropla
brzmiała swoim własnym tonem, a wszystkie tony mieszały się i łączyły z innymi dzwiękami,
nabierając siły. Woda sławiła w ten sposób Pana za swoje życie i radość. Otaczająca mnie muzyka
zdawała się nieskończenie przewyższać możliwości ziemskich kompozytorów. W porównaniu z nią
nasze najlepsze kompozycje mogły się wydawać najwyżej dziecięcą grą na blaszanej trąbce. Nie
jesteśmy w stanie pojąć i ogarnąć zasięgu i potęgi tamtej muzyki, nie mówiąc już o stworzeniu
podobnej. Kiedy zbliżyłam się do wody, przyszło mi na myśl, że być może to owa woda żywa", o
której wspomina się w Piśmie świętym, i zapragnęłam się w niej zanurzyć.
Podchodząc do wody, zauważyłam różę wspanialszą od innych kwiatów, przystanęłam więc,
by lepiej się jej przyjrzeć. Była tak piękna, że aż zapierało dech w piersiach. Kołysała się łagodnie
w takt dyskretnej muzyki i na swoją własną nutę śpiewem chwaliła Pana. Uświadomiłam sobie, że
widzę, jak róża rośnie. Gdy rozwinęła się na moich oczach, poczułam wzruszenie i zapragnęłam
doświadczyć jej życia, wniknąć w nią, poczuć jej duszę. Gdy tylko to pomyślałam, moje pole
widzenia nagle zawęziło się, co pozwoliło mi wniknąć w głąb kwiatu. To było coś więcej niż tylko
wrażenie wzrokowe. Wokół siebie wyczuwałam obecność róży, jakbym rzeczywiście była w
środku niej i stanowiła jej część. Czułam, jak się kołysze, poruszana muzyką innych kwiatów, jak
tworzy swoją własną melodię idealnie zestrojoną z melodią tysięcy pozostałych róż, które
dołączyły do niej. Zrozumiałam, że muzyka mojej róży wychodzi ze wszystkich jej cząstek, że
płatki wydają swoje własne, odrębne tony i że wszystko to razem jest jedną wielką pieśnią radości.
Poczułam uniesienie i wszechogarniającą miłość. W roślinach i w sobie samej czułam Boga,
wlewał we mnie swoją miłość. Stanowiliśmy jedność!
Nigdy nie zapomnę róży, którą się stałam. Już samo to doznanie, choć stanowiące zaledwie
przebłysk wyższej radości dostępnej w świecie duchowym, było tak wspaniałe, że zawsze
przechowywać je będę w swej pamięci.
Komitet powitalny
Do ogrodu weszła grupa duchowych istot. Wiele z nich ubranych było w miękkie szaty w
29
pastelowych kolorach, oznaczających prawdopodobnie miejsce pochodzenia. Otoczyli mnie kołem
sprawiając wrażenie, jakby przybyli tu z okazji otrzymania przeze mnie dyplomu
uniwersyteckiego. Umarłam (lub raczej wkroczyłam w nowy etap życia), a oni zebrali się, by mnie
powitać. Ich twarze jaśniały radością, jakby patrzyli na dziecko, które doświadczyło właśnie po raz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]