
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Clancy Thomas Leo (Tom) 5 Zwiadowcy 3 Walka Kołowa
- Agata Kołakowska Zaciszny Zakątek
- Darwin Charles, The Next Million Years (how to kill off excess population) (1953)
- Edmond Paris The Secret History of Jesuits (1975) (pdf)
- Harrison Harry Stalowy Szczur 6 Narodziny Stalowego Szczura
- Cities in Flight James Blish
- Charles Eliot Hinduism And Buddhism, Vol I
- James Peter Proroctwo
- MiśÂ‚ośÂ›ć‡ pod choinkć™ 04 Barnett Jill Daniel i aniośÂ‚
- Az ajanlat Katie Ashley
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Przekleństwa, grozby, wycie i przerażające wołanie o pomoc przeplatały się z urywanymi seriami z
karabinów. Tak brzmiała nocna muzyka we wsi Werbki.
Do jednej z chat, gdzie schroniło się pięćdziesięciu cywilnych uchodzców włamał się rosyjski
sierżant z dziesięcioma żołnierzami. Mężczyzn i podrostków ustawili pod ścianą i rozstrzelali.
Następnie zgwałcili wszystkie kobiety.
Grupa Rosjan zaskoczyła porucznika piechoty, starszego sierżanta i kilku urzędników wojskowych.
Wszystkim kazano klęknąć na podłodze. Syberyjski kapral kolejno chwytał ich za włosy, odciągał im
głowy do tyłu, a potem powoli i precyzyjnie podrzynał nożem gardła.
Ukraiński wieśniak próbował ratować swoją dwunastoletnią córkę przed Sybirakami. Dostał kolbą
w łeb, po czym podcięto mu gardło. Krew z rozciętej szyi wytrysnęła, jak z fontanny. Dziewczynkę
zgwałcili obok zakrwawionego ciała ojca.
Naga kobieta z rozwianymi włosami biegła z krzykiem wzdłuż ulicy. Z rykiem na ustach ścigał ją
sowiecki bojec. Jeden z jego kolegów podstawił jej nogę. Zaczęli ją gwałcić na zmianę.
Porta uniósł się lekko. Mierzył precyzyjnie, jak na strzelnicy. Mężczyzna, który położył się na
kobiecie podskoczył i zaraz opadł trafiony celnym strzałem w skroń.
Ten, który trzymał kobietę za nogi, zaczął teraz rozglądać się ze zdumieniem. Zaraz potem upadł i
wykonał kilka agonalnych ruchów. Dostał dokładnie między oczy.
- Prosto w dziesiątkę - oświadczył Porta z wilczym uśmiechem na ustach.
Malutki zawarczał jak ranne zwierzę i mocniej ujął woreczek z granatami.
Stary wziął głęboki oddech i dał znak ręką do kilku artylerzystów ukrytych za sąsiednią chatą.
- Naprzód, na nich! - Krzyknął wściekle.
Wrzeszcząc jak potępieńcy skoczyliśmy naprzód strzelając z biodra i ruszyliśmy do szturmu. Inni
widzÄ…c nasz impet poderwali siÄ™ za nami.
Nagły atak prawie sparaliżował Rosjan. Sądzili, że już dawno uciekliśmy w popłochu.
Stary krzyknÄ…Å‚ do Porty
- Bierz blizniaczki!
Ten potwierdził skinieniem. Razem z Malutkim popędzili do chaty z niemowlętami. Zanim jednak
zdołali tam dotrzeć, Rosjanie przeprowadzili kontratak.
W powietrze poleciały granaty ręczne. O ziemię biły wściekłe serie z broni automatycznej.
Wskoczyliśmy do leja powstałego po wybuchu pocisku dużego kalibru. Na dnie leżały ciała czterech
Rosjan. Wytoczyliśmy ich na brzeg leja, żeby dali nam dodatkową osłonę. Ustawiliśmy lekki karabin
maszynowy.
Porta trzymał porzuconą przez Rosjan rusznicę przeciwpancerną. Spokojnie przyklęknął na środku
drogi i precyzyjnie wymierzył, po czym posłał pocisk w stronę nacierających Rosjan.
Pojawił się nowy rój ubranych na brązowo żołnierzy. Otworzyły się drzwi chałupy, w której
zostawiliśmy dzieci i martwą kobietę. Milczący chłopiec, który jawnie okazywał nam swoją
nienawiść, stał w drzwiach i machał białą szmatą.
Stary położył dłoń na ramieniu Legionisty dając mu sygnał do przerwania ognia. Chłopiec skierował
się w stronę Rosjan. Udało mu się przebiec tylko kilka kroków, po czym padł skoszony seriami z
dwóch stron.
Malutki zaklął i chciał już wyskoczyć z leja, ale Stary w porę go zatrzymał.
- Zdurniałeś? Naszpikują cię ołowiem zanim zdążysz otworzyć usta!
W górze poleciał granat i wybuchł tuż, przed drzwiami chałupy. Legionista natychmiast odpowiedział
długimi seriami z ciężkiego karabinu maszynowego. Kolejny granat trafił w dom. Słyszeliśmy płacz i
krzyki dzieci. Na krótką chwilę pojawiła się w oknie twarz dziewczynki.
Przed dom wyskoczyła postać w brązowym uniformie. Zamach ręki. Ciemny przedmiot z trzaskiem
rozbił szybę. Grzmot eksplozji. Długie jęzory ognia. Drzwi wyrwane z zawiasów. Płacz i krzyki w
środku ustały.
Stary schował twarz w dłoniach.
- Zjeżdżajmy stąd. Nic tu po nas!
Porta odskoczył jako ostatni. Stał z lekkim karabinem maszynowym, strzelał do Rosjan i krzyczał
- To na pożegnanie! Widzicie? - Potem ruszył za nami.
Malutki przeklinał i przysięgał zemstę za to, że Rosjanie zabili nasze blizniaczki, choć przecież
równie dobrze mogły zginąć od niemieckiego granatu.
Nagle pojawił się przed nami otumaniony żołnierz rosyjskiej piechoty. Malutki jakby od niechcenia
zamachnął się pistoletem maszynowym i rozbił mu głowę.
Słyszeliśmy za sobą odgłosy pogoni. Legionista był już praktycznie wykończony, ale gnał za nami
ciężko sapiąc.
Zatrzymaliśmy się w niewielkim wąwozie. Bez słowa rozdzieliliśmy się czekając nadejścia pogoni.
Porta podśmiechiwał się.
- Wasz jest los w waszych rękach, czerwone mądrale.
Z butnymi okrzykami pokazała się duża grupa Rosjan.
Kiedy doszli do połowy wąwozu otworzyliśmy ogień. Rozglądali się, chwiali i padali. Niektórzy
powstawali i próbowali uciekać, ale szybko dostawali kulkę. Padali krwawiąc. Jeden szedł na
czworakach. Malutki rzucił w niego nożem, który wbił się pomiędzy łopatki ofiary i przez chwilę
jeszcze wibrował. Ranny nadal czołgał się, ale po chwili ostatecznie padł. %7łeby opuścić kurtynę, na
pożegnanie rzuciliśmy w stertę ciał granat.
Puściliśmy się biegiem. Za nami nadal trwała strzelanina. Słyszeliśmy okrzyki Rosjan ścigających
niedobitki naszego oddziału.
Po chwili odpoczynku Stary wstał i powiedział.
- Chodzmy stąd. Tutaj śmierdzi trupem.
Przedzieraliśmy się przez kolczaste krzewy i zarośla. Ręce i twarze odrapaliśmy sobie do krwi, która
ściekała nam po policzkach i szyi.
- Spokojnie! - Powiedział nagłe Porta i zatrzymał się. - Biegamy w kółko jak szczury w pułapce. To
nie ma sensu!
- O co ci chodzi? - Zapytał Stary.
- Tam. - Pokazał Porta. - Przyjrzyj się. Chyba, że potrzebujesz okularów.
We wskazanym przez Portę kierunku dojrzeliśmy zarysy sylwetek, leżących w naprędce
przygotowanych okopach.
Stary szybko podjął decyzję. Mieliśmy okrążyć ich w ciemnościach, kierując się na zachód.
- Zwietnie - uśmiechnął się Porta. - To jedyna droga, która mi teraz pasuje. Mam ochotę zatrzymać
siÄ™ dopiero w Berlinie!
Nie uszliśmy zbyt daleko, kiedy w ciemności czyjś podenerwowany głos krzyknął
- Halt! Wer da?
Porta wziął głęboki oddech, wytarł głośno nos w palce i z radością zawołał:
- Pocałuj mnie kolego. Udało się!
- To muszą być nasi - odparł głos z ciemności. Teraz brzmiał już spokojniej.
- A co do diabła? - Odpowiadał Porta. - Myślałeś, że to renifer w galarecie?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]