
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- James Axler Outlander 21 Devil in the Moon The Dragon Kings, Book 1
- James Fenimore Cooper Oak Openings (PG) (v1.0) [txt]
- James Clavell Asian Saga 03 King Rat
- James Axler Outlander 02 Destiny Run
- James Axler Deathlands 047 Gaia's Demise
- James Axler Deathlands 059 Amazon Gate
- James Doohan Flight Engineer Volume 1 The Rising
- Scenariusz mordercy James Patterson, Marshall Karp
- James White SG 10 The Final Diagnosis
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Frannie. - Wszystko będzie dobrze.
- A ja powinnam się zobaczyć z twoim bratem - stwierdziła.
- Wcale nie; nie sądzę, żeby był w stanie kogokolwiek oglądać.
Położył jej rękę na ramieniu i lekko pogładził.
- Zabierz się jutro ze mną; pojedziemy do biskupa Lewes. Zadzwonię i zapytam, czy będzie mógł
nas wieczorem przyjąć.
Skinęła ponuro głową.
- Zostaniesz dziÅ› ze mnÄ…?
Pochyliła głowę i przytuliła policzek do jego dłoni.
- Czy moglibyśmy zboczyć z drogi?
- DokÄ…d?
- Chciałabym zajrzeć na parę minut do Phoebe.
Frannie czuła pod stopami porowatość leżącego na podłodze linoleum. Zadzwonił wózek z
instrumentami chirurgicznymi i odsunęła się na bok, by go przepuścić. Przygnębienie atmosferą
szpitala jeszcze powiększało dławiący ją strach.
Sąsiadka Phoebe, młoda kobieta o twarzy szarego, niezdrowego koloru, spała głęboko. Stolik Phoebe i
pomocnik na łóżku były zastawione kwiatami, olbrzymi kosz owoców otaczały karty z życzeniami
powrotu do zdrowia. Phoebe siedziała i wyglądała lepiej niż w czwartek, a nawet przywitała Frannie
uśmiechem.
- Dziękuję za kwiaty, które przysłałaś, Frannie. Są naprawdę piękne.
Wskazała jeden z wazonów na stoliku.
- Nabrałaś trochę życia.
- Prochy - odparła Phoebe.
Frannie zobaczyła jej rozszerzone zrenice i uświadomiła sobie, że dziewczyna ma rację: jest zaćpana;
oderwana od rzeczywistości. Odwróciła twarz, żeby Phoebe nie dostrzegła jej grymasu. Declan
O Hare powiedział, że wojownicy wkładali do bitwy maski, aby ukryć swój strach. Frannie miała
nadzieję, że nie czeka jej bitwa, ale wiedziała, że odwróciła twarz z tego samego powodu.
- Odwiedziłaś Susie - stwierdziła Phoebe.
- Tak.
- Cieszę się. Rozmawiałam z nią dzisiaj.
Frannie opadła na krzesło przy łóżku.
- Kiedy zadzwoniłaś do mnie we wtorek, Phoebe, zapytałaś, czy mówi mi coś liczba dwadzieścia
sześć, i kazałaś mi na nią uważać. Dlaczego?
- Zapamiętałam ją z naszego seansu. Utkwiła mi w głowie.
- Jak brzmiało moje przesłanie?
- Wydaje mi się, że właśnie tak.
- To znaczy?
- Dwadzieścia sześć. Albo może dwudziesty szósty.
- Tylko liczba?
Phoebe skinęła głową.
- Tak mi siÄ™ wydaje.
- To było całe przesłanie?
- Nie wiem, czy to było przesłanie, Frannie, czy proroctwo.
Frannie zamknęła oczy, po czym znów je otworzyła, bojąc się obrazów, które czekały pod powiekami.
- Seb Holland - powiedziała słabym głosem. - Pamiętasz, jak brzmiało jego przesłanie?
- Nie. Susie pytała mnie o to samo. Pamiętam tylko swoje, twoje, Jonathana i Meredith.
- Myślisz, że to wszystko jest po prostu kwestią przypadku? Zbiegiem okoliczności?
- Nie.
- Więc co to jest?
- Nie wiem.
Frannie odgarnęła z twarzy kosmyk włosów i spojrzała w dół, unikając wzroku Phoebe.
- Jak doszło do twojego wypadku? - zapytała po dłuższej chwili.
- Nie jestem pewna. Nie rozumiem.
- Czego nie rozumiesz?
- Dlaczego się nie zatrzymałam.
Wyraz oczu Phoebe uległ zmianie; mrugała nimi coraz szybciej i drżały jej powieki.
- Czy to była wina hamulców? Nawaliły ci hamulce?
- Nie próbowałam hamować. W ogóle nie nacisnęłam hamulców. Frannie wpatrywała się w jej
rozszerzone zrenice.
- Dlaczego?
- Tego właśnie nie rozumiem.
- Może jesteś jeszcze trochę skołowana? Narkoza, no wiesz... Phoebe potrząsnęła głową.
- To nie to. Ani nie ogłupiacze. Myślą, że nie wiem, że dają mi ogłupiacze. - Jej głos stał się
niewyrazny, gdy go podniosła. - Ale ja wiem. - Gniew tak ściągnął jej rysy, że Frannie się
przestraszyła. -Wiem. Rozumiesz? Wiem.
Frannie uśmiechnęła się łagodnie, chcąc rozładować napięcie.
- Tak, oczywiście.
- Nie dam się nabrać. Wiem, co tu jest grane.
Frannie usłyszała ostry klekot zasłony zaciąganej wokół łóżka w sąsiednim pokoju.
- Więc widziałaś ciężarówkę, ale nie zahamowałaś; zgadza się? Phoebe wzruszyła ramionami, jej
kikut podniósł się i opadł.
- Może myślałam, że jeśli się zatrzymam, to się spóznię.
- Na co się spóznisz?
- Nie wiem. Nie pamiętam. Na grę.
- JakÄ… grÄ™?
- Na automatach owocowych.
Głos Phoebe stawał się coraz bardziej niewyrazny, a jej umysł gdzieś odpływał. Uśmiechnęła się.
Frannie z wysiłkiem odwzajemniła uśmiech, ale w tym momencie twarz Phoebe zaczęła się zmieniać,
fałdować się i marszczyć, jakby należała do nadmuchiwanej lalki, z której uchodzi powietrze. Z
twarzy osoby dorosłej stała się twarzą dziecka; różową buzią wrzeszczącego w kołysce niemowlęcia.
Frannie wyjęła chusteczkę i przytknęła ją Phoebe do oczu, usiłując zatamować strumień łez. Uścisnęła
dłoń dziewczyny, przygarnęła ją do siebie, ale łkanie nie ustawało.
Podeszła do nich pielęgniarka.
- Chyba lepiej coÅ› jej dam.
Phoebe potrząsnęła wściekle głową.
- Zostaw mnie. Nie chcę waszych pieprzonych pigułek. Chcę z powrotem moją rękę.
Akała jeszcze przez chwilę, a potem łzy przestały lecieć i opadła wyczerpana na poduszkę, łapiąc
powietrze otwartymi ustami, jakby wynurzyła się na powierzchnię po przepłynięciu pod wodą kilku
[ Pobierz całość w formacie PDF ]