
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Marshall Paula Dynastia Dilhorne'ów 06 Książę sekretów
- 08. Burnham Nicole Bratnie dusze Prezent dla księżniczki
- (53) Miernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Gocki książę
- 03 Mary Burton Rosyjska księżniczka
- Celmer Michelle Książe i sekretarka_02
- Barker Clive Księga krwi 3
- 12 Wrzosy (Księżna)
- Ann Charlton Mąż pani dyrektor
- Ann Rule Everything_She_Ever_Wanted
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Przyszedłem zaoferować pomoc.
- Mówiłam ci, że nie chcę. Gdybyś mi wczoraj nie okleił całej nogi, nie musiałabym się teraz
męczyć. Nie mogłeś użyć jednego plastra? Musiałeś aż tyle? - Pochyliła się, oglądając widoczny
skrawek rany.
- Chciałem to porządnie zabezpieczyć, żeby nie wdało się zakażenie.
- No i zabezpieczyłeś - warknęła. - A ja przez następną godzinę będę ściągać to świństwo.
- Daj, wyręczę cię.
- Nie! - krzyknęła, uświadomiwszy sobie, co Justin zamierza zrobić.
Ale z jedna nogą na podłodze, a drugą w umywalce, była na przegranej pozycji. Zanim odzyskała
równowagę, Justin ujął w ręce jej chorą łydkę i szybkim szarpnięciem zerwał lepkie plastry.
- Do jasnej cholery! - Wściekła z powodu jego bezduszności i krucieństwa, obróciła się, próbując go
uderzyć.
- Skarbie, uratowałem cię od godziny tortur. - Zerknął na chorą nogę. - Wygląda całkiem niezle.
Zupełnie o niej zapomniałem, kiedy przyszłaś wczoraj do mojego pokoju. Mam nadzieję, że jej
bardziej nie uszkodziłem?
- Nie - mruknęła ochryple, ostrożnie smarując ranę środkiem odkażającym. Nie miała ochoty
rozmawiać z Justinem o wczorajszej nocy.
- Może ja zdezynfekuję? - zaoferował z niewinną miną.
- Wynoś się stąd, Justin! - Odkręciła kran z zimną wodą, nadstawiła złączone dłonie, po czym
chlusnęła nią w jego twarz.
- Hej! - Odskoczył. - Uważaj, mała! Nie kuś losu.
W jego czarnych oczach migotały wesołe iskierki.
- To ty ryzykujesz, zostajÄ…c tu ze mnÄ….
- Ja? Dlaczego? Bo przebierzesz się za wampirzycę i przyjdziesz mnie straszyć w środku nocy?
- Nigdy więcej nie zobaczysz mnie w środku nocy - oświadczyła.
Ale myliła się. Wprawdzie nie przyszła do niego w środku nocy,
za to on przyszedł do niej. A raczej przybiegł pędem w odpowiedzi na jej przerazliwy krzyk.
Albowiem kiedy spała, potwór ją znów zaatakował.
ROZDZIAA 7
Czuła się tak, jakby zaplątała się w gęstą sieć pajęczą. W pierwszej chwili nie rozumiała, dlaczego
nie może uwolnić się z pościeli. Jakim cudem prześcieradło leży na niej, a nie ona na nim, i dlaczego
zakrywa jej twarz? Dusiła się, nie mogła normalnie oddychać, a w sypialni panował ziąb.
Coś ciężkiego przygniatało jej nogi. Ciężkiego i ruchomego. Otworzyła oczy, słysząc syk. To na
pewno ten cholerny kot, pomyślała. Ale którędy się dostał do sypialni? Przecież zanim się położyła,
zamknęła drzwi. W dodatku na klucz. Otrząsnąwszy się ze snu, usiłowała zgarnąć z twarzy pomięte
prześcieradło. Nagle coś ją tknęło. Prześcieradło było z bawełny, a materiał, który miała na twarzy,
to była satyna i delikatna koronka.
Kot znów syknął. Strach ścisnął ją za gardło. Wzięła głęboki oddech, żeby ukoić nerwy, i usiadła na
łóżku. Satynowo-koronkowy materiał opadł na materac. Na wprost siebie ujrzała szeroko otwarte
drzwi balkonowe.
Pamiętała, że przed pójściem spać upewniała się, czy są zamknięte. Wielkie kocisko, które siedziało
na jej nogach, również wpatrywało się w drzwi. Niczego tam nie było, żadnego czerwonookiego
potwora w czarnej pelerynie, tylko firanki, którymi targał wiatr. Do pokoju wpadało zimne
powietrze. Zza chmur wyglądał księżyc, w którego blasku zobaczyła na łóżku staroświecką suknię
ślubną. Właśnie na widok tej sukni z jej piersi wydarł się straszliwy krzyk.
Kot czmychnął. Cassie, walcząc z długą koszulą nocną, która plątała się jej wokół kolan, zeskoczyła
z łóżka. Z walącym sercem i przerażeniem w oczach wpatrywała się w satynowe fałdy, które pół
minuty temu przysłaniały jej twarz. Zakrywszy dłonią otwarte usta, zaczęła cofać się w stronę drzwi.
Nie mogła oderwać wzroku od dziwnego stroju. Usiłowała wymacać za sobą gałkę, kiedy usłyszała
w holu głos Justina.
- Cassie? Cassie, otwórz drzwi, bo je wywalę!
Przekręciła klucz. Chciała, żeby ktoś inny zobaczył to co ona. Justin wpadł do pokoju, omiatając
spojrzeniem otwarte drzwi, siedzącego na podłodze kota i rzuconą na łóżko suknię ślubną.
- Cholera, co tu się dzieje? Dobrze się czujesz? - Chwycił Cassie za ramiona i z zatroskaną miną
zmierzył ją wzrokiem. - Cassie, co się stało?
- Nie wiem - przyznała drżącym głosem. Nie tylko głos jej drżał.
Cała drżała.
- Nie wiem - powtórzyła cicho. - Obudziłam się, drzwi były otwarte, a to... - wskazała głową na
suknię - zakrywało mi twarz. Nie mogłam oddychać. Puścił ją i w trzech susach znalazł się przy
balkonie.
- Po jakie licho zostawiłaś je otwarte? Zimno tu jak w psiarni!
- Ale ja ich nie otwierałam - odparła zirytowana, że mógł tak pomyśleć. - Były otwarte, kiedy się
obudziłam.
- Psiakrew.
Wystawił głowę na zewnątrz, a po chwili zamknął drzwi i podszedł do łóżka przyjrzeć się sukni.
Cassie zapaliła światło. Oboje wpatrywali się w skłębione metry koronki i satyny.
- Jest aż pożółkła ze starości - szepnęła Cassie, delikatnie dotykając miękkich fałd. - Sądząc po
fasonie, pochodzi z końca dziewiętnastego wieku. Materiał trochę się strzępi, gdzieniegdzie widać
rozdarcia, ale mimo to jest przepiękna.
Nie podzielając zachwytu Cassie, Justin podniósł suknię z łóżka i potrząsnął nią. Nie, nic się w nią
nie zaplątało.
- Może kot ją przytaszczył? - zamyśliła się Cassie. Wiedziała, że to mało prawdopodobne, ale żadne
inne wytłumaczenie nie przychodziło jej do głowy. - Może wisiała w szafie, a on ściągnął ją z
wieszaka...
- I przytargał do ciebie na łóżko? - spytał drwiącym tonem Justin.
- To bardzo duże kocisko.
Odruchowo spojrzeli za siebie: kot siedział na podłodze, pochłonięty myciem łapy. Faktycznie był
olbrzymi.
- Fizycznie dałby radę... - Cassie westchnęła ciężko. - Ale masz rację: po co by to robił? Chociaż...
- Nawet gdyby przytaszczył suknię, to czy też otworzyłby drzwi?
Justin cisnął suknię z powrotem na łóżko, po czym zaczął przemierzać pokój. Wyciągał szuflady,
zaglądał do szaf.
- Jak myślisz, co się stało? - spytała Cassie, wodząc za nim wzrokiem.
- Nie mam zielonego pojęcia. Niczego nie widziałaś? Nie słyszałaś?
- Tylko kota, kiedy nagle syknÄ…Å‚.
Nogi miała jak z waty. Na wszelki wypadek usiadła. Serce wciąż waliło jej jak młotem - uczucie
strachu jeszcze nie ustąpiło. Dostrzegłszy w lustrze swoje odbicie, wykrzywiła wargi. Na ekranie
wystraszone heroiny zawsze wyglądają zachwycająco. Ona natomiast wyglądała strasznie. Była
blada, potargana, ubrana w zapiętą pod szyję koszulę nocną...
- Hm, może ktoś z miasteczka zabawia się w straszenie turystki... - Opierając się ręką o parapet,
Justin spoglądał w czarne niebo.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]